Książka Michała Majewskiego i Pawła Reszki, świetnych dziennikarzy śledczych, godna jest polecenia. To pierwsza pozycja o bohaterze wielkiej polityki, pisana tak obiektywnie, jak tylko się da. Masa cytatów z wywiadów, publikacji, książek, ogrom wypowiedzi. Poznajemy dużo jasnych stron prezydentury Lecha Kaczyńskiego, jednak nie bez ciemnych plan. Warto zapoznać się z publikacją również dlatego, że autorzy nie idą z prądem gazeto-betonowym.
Majewski i Reszka ciekawie ujęli swojego bohatera w przestrzeni III RP i rządów PiS. Zaskakują przede wszystkim nieznane szerszej publiczności koterie pałacowe, układy, niesnaski. Rysuje się tu kobiecy konflikt na linii Bochenek-Jakubiak, ale także intrygujący Ziobro-Prezydent. Lech Kaczyński z pewnością był głową państwa pełną sprzeczności. Z jednej strony mąż stanu, pierwszy inteligent na tym stanowisku po '89, który rzeczywiście dbał o spuściznę "Solidarności" prowadzoną polityką historyczną. Widział i dobrze odczytywał imperialną grę Rosji, rozgrywając ją - i to skutecznie na arenie europejskiej - sojuszem z krajami nadbałtyckimi. Polska za jego urzędowania zaczęła liczyć się na kontynencie i to wyłapali Majewski z Reszką. Z drugiej jednak strony Prezydent zbyt bardzo ufał ludziom, przywiązywał ogromną wagę do przyjaźni. Dzięki temu wydawał się bardziej ludzki, ciepły, rzeczywisty. Ale na przyjaźń w polityce nie powinno być miejsca. Bo potem trzeba przeżywać istny dramat - tak jak w przypadku zawodu, jaki sprawili głowie państwa przede wszystkim Janusz Kaczmarek, Jaromir Netzel, o Piotrze Kownackim nie wspominając.
Wróg WSI i patologii, związanych ze starymi służbami, ale aneksu nie ujawnił. Dlaczego? Dokładnej odpowiedzi nie znamy my ani dziennikarze. Jakaś niechęć do Macierewicza czy obawa przed rzekomą "kompromitacją" nie wydają się wyczerpującą diagnozą. Pewnie wiedzę o tym, co się tam znajduje i dlaczego nie zostało upublicznione, Prezydent zabrał ze sobą do Smoleńska. Dziś wszystkie dokumenty są w posiadaniu ludzi Komorowskiego.
Książka burzy też mit uległości Lecha Kaczyńskiego wobec brata. "Wykonanie zadania", czyli zwycięstwo w wyborach, nie oznaczało prowadzenia całej polityki pod dyktando Jarosława. Bracia potrafili się nawet ostro różnić, jak w sprawie kandydatury Marcinkiewicza na premiera. Jednocześnie dostajemy obraz idealnego rodzeństwa, które potrafi o siebie dbać nawet przez krótką rozmowę przez telefon.
Lech Kaczyński nie był postacią jednowymiarową. Ośmieszany, opluwany, wyszydzany tu w Polsce przez rywali w polityce - miałby ogromne szanse na reelekcję gdyby nie m.in. faworyzowanie przez media takich person, jak Palikot. Piotr Zaremba trafnie określił ten przykład schamienia życia publicznego jako "przemysł pogardy".
Być może publikacja Majewskiego i Reszki spowoduje rozsądniejszy sposób dyskusji na argumenty. Choć, szczerze, wątpię.



Powinno być:
miałby ogromne szanse na reelekcję, gdyby nie m.in. faworyzowanie przez media takich person, jak Palikot.
Widzisz różnicę w treści?
Pozdr.
Pozdrawiam
Przeczytaj Pan Semkę, to co Pan napisał wyżej, mógłbym napisać i o Jego książce.
A ja uważam że tamta druga jest jeszcze gorsza =)
PS. I trafiłam na tę notkę z LCz =)
"Jest w “Montażu”, doskonałej powieści Vladimira Volkoffa, bardzo pouczający fragment. Doświadczony kagebista tłumaczy, co można zrobić z wiadomością, że Iwanow przyłapał swoją żonę w łóżku z Pietrowem.
Gdy opinia publiczna nie może niczego zweryfikować można podać, że to Pietrow przyłapał swoją żonę z Iwanowem. Gdy nie można tak bezczelnie, to napiszmy, że owszem Pietrow został przyłapany, ale przecież w małżeństwie Iwanowów nie brakowało problemów. A poza tym “przed tygodniem Iwanowa przyłapała swojego męża na gorącym uczynku z Pietrową”. Można też – dla skompromitowania Pietrowa – opisać to jako próbę gwałtu bohatersko udaremnioną przez przybyłego w porę Iwanowa. Ale można też jako bohatera przedstawić Pietrowa. “Zalewacie prawdziwy fakt masą innych informacji. Pietrow świetnie gra na organkach i w warcaby, na urodziny ofiarował matce kanarka, ma kilka kochanek, między innymi Iwanową, przepada za kiełbasą z czosnkiem, dobrze pływa stylem grzbietowym”.
Nie wiem, czy niektórzy polscy polemiści czytali ten fragment. W każdym razie co jakiś czas spotykam się ze stosowaniem zaleceń kagebisty Pitmana...z tym raportem było już wszystko... za wyjątkiem samego raportu,to prawdziwy Latający Holender,nikt go nie widział i nie zobaczy
Warto coś więcej wiedzieć. O autorach też.
Pozdrawiam
A czy ja wiem? gdyby szmatławiec napisał Kuczyński albo Michnik - ok. Ale to skrobnęli naprawdę rzetelni dziennikarze. Równie dobrze można to zarzucić Karnowskiemu i Zarembie, którzy wydali ponownie "Alfabet" po 10 kwietnia.
Ofiarmi nagonki prasowej są członkowie Komisji Weryfikacyjnej WSI i dziennikarz
W.Sumliński - czy przeprosili tych ludzi? czy przeprosili opinię publiczną? Na czyje zlecenie działali? Czy mogą być wiarygodni?
A na temat wyjaśnienia przyczyn "katastrofy" smoleńskiej piszą dziennikarze, do których zastrzeżeń takich nie ma.
Czytaj Gazetę Polską, Nasz Dziennik, blogerów na salonie24. Tam są fakty,o których nigdzie nie przeczytasz.
Co to znaczy "jako jedyny duet wyjaśnia cokolwiek dot.Smoleńska", nie rozumiem.
Na temat afery aneksowej - pamiętam. A zapytam o to kiedyś przy okazji. Zaręczam, że Majewski od Marszałkowej się różni.