Na pierwszej stronie dzisiejszej „Gazety Wyborczej” znalazł się artykuł „Haker sypie hakera” (http://wyborcza.pl/1,75478,11040837,Haker_sypie_hakera.html). Nie mniej istotny był komentarz video na portalu gazeta.pl „Sprawcy włamania na stronę premiera zostali wystawieni”, jednak, co ciekawe, został on usunięty (dostępny był pod adresem: http://technologie.gazeta.pl/internet/10,106704,11037182,_Sprawcy_wlamania_na_strone_premiera_zostali_wystawieni_.html). Gazeta donosi, że niejacy Happyninjas – rzekoma grupa hakerska – postanowiła ujawnić dane osobowe człowieka, który włamał się na stronę premiera (tutaj publikacja Happyninjas: http://pastebin.com/iDXbAMq4). Donosiciele powodowani mieli być irytacją i sprzeciwem wobec działań osób, włamujących się na strony rządowe. Nazwali te działania e-terroryzmem. Zdemaskowanym przez siebie hakerom zarzucili również kradzież pieniędzy w sieci. Nie wiem, jak inni, ale ja tego nie kupuję.

Mało wiarygodne jest to, że hakerów tak uraziło hakerstwo (którego nota bene sami użyli) – byłaby to czysta hipokryzja. Dlatego nie sądzę, żeby włamanie się na stronę premiera w celu zamieszczenia na niej treści protestu przeciw ACTA budziło szczery protest innych hakerów. Przecież nie doszło do działań, pozostających w sprzeczności z interesem narodowym (np. wykradanie poufnych danych). Happyninjas musieli wiedzieć, że taka akcja osłabi cały protest przeciwko ACTA w Polsce. Czy dla wydania nazwiska osoby, która włamała się w ramach protestu na strony rządowe, nie powodując przy tym żadnych poważnych, długofalowych szkód dla państwa polskiego, celowo przyczyniliby się, jako chyba przecież internauci pełną gębą, do zmniejszenia być może nie do końca utraconej szansy na normalne poruszania się po Internecie?

Być może jest tak, jak komentuje dla „Wyborczej” anonimowy ekspert: „Każde przestępcze podziemie jest skonfliktowane - ktoś komuś jest winien pieniądze albo narkotyki, ktoś komuś wjechał na terytorium, albo przejął botnet. Demaskacja wroga to najprostszy sposób, żeby pozbyć się konkurenta i można przy tym zapozować na "białego kapelusza" - hackera pracującego w imię praworządności. Informacje zebrano prawdopodobnie przejmując kontrolę nad komputerami obu hackerów, w ten sposób można obserwować co robią i z kim się komunikują. Logi z IRC wyglądają na autentyczne, ale to o niczym nie świadczy, po zebraniu można je dowolnie edytować. Opisy obu podejrzanych pasują do wizerunku typowego internetowego przestępcy, zajmującego się nielegalnymi interesami w sieci i poza nią.
Tacy ludzie lubią dorabiać ideologię do swojej działalności, stąd też możliwy udział w atakach na strony rządowe. Za demaskacją może stać konkurencja, której hałaśliwi gówniarze psują biznes, albo ktokolwiek inny kto ma możliwości techniczne i odpowiednią znajomość internetowego podziemia”. (http://technologie.gazeta.pl/internet/1,104530,11037243,Fir3_i_ElusiveN___hakerzy__ktorzy_wlamali_sie_na_strone.html)

Nie sposób nie zauważyć, że ewentualny konflikt w środowisku hakerów jest w obecnej sytuacji wymarzonym prezentem dla Tuska. Przecież właśnie okazało się, że w środowisku tym nie brakuje „porządnych” ludzi, którzy powiedzieli „nie” anarchii swoich kolegów po fachu i opowiedzieli się po stronie prawa i porządku, czyli po stronie rządu. Pytanie, czy prezent ten jest prezentem na życzenie, czy niespodziewanym. Czy druga opcja nie byłaby zbyt piękna, żeby była prawdziwa? Może zastosowano starą rzymską zasadę „dziel i rządź”, albo w ogóle mamy do czynienia z mistyfikacją służb specjalnych? Wiadomo, że „w jedności siła”, a teraz, kiedy jedność pękła i jedni hakerzy występują przeciw drugim, nie trzeba już nikogo słuchać, tylko zaprowadzić porządek, żeby się nie szerzyła „anarchia”.

Uwagę zwraca fakt, że do sprawy dołączono wątek typowo kryminalny – oskarżenie hakerów, którzy włamali się na rządowe strony, o kradzieże w Internecie. O ile ktoś niezorientowany w niszczycielskich skutkach, jakie niesie za sobą ACTA, może popierać to porozumienie, nie pozostając w zasadzie w konflikcie z powszechnym poczuciem moralności – powołując się na ochronę własności intelektualnej – to w przypadku okradania ludzi z pieniędzy nie ma dyskusji. To również stary, jak świat, a Polakom bardzo dobrze znany z czasów PRL, środek dyskredytacji ludzi niewygodnych dla władzy,. Przecież teraz Graś, Boni czy sam Tusk mogą zrobić konferencję i powiedzieć: „Złapaliśmy ich! Szkodzili nie tylko nam, ale i wam – zwykłym obywatelom. Kradli wasze pieniądze. Z takim trzymacie?! Im chcecie wierzyć? My jesteśmy po to, żeby was przed takimi osobami chronić i spełniliśmy swój obowiązek”. I pozamiatane.

Jak jest, nie wiadomo. W każdym razie, ja nie mam pewności, że wszystko jest tak, jak pisze „Wyborcza” i jak twierdzi rząd, bo przecież już nie raz się okazywało, że kłamią.