Istnieje jedna zasadnicza korzyść z wejścia relatywnie szeroką ławą partii Palikota do parlamentu. Po dziewiątym października okazało się nagle, że są w Polsce tematy, nad którymi "nie powinno się" dyskutować. Tak, jakby tematy aborcji, związków partnerskich, obecności symboli religijnych w przestrzeni publicznej i kilku innych stanowiły w tym kraju tematy tabu, których podnosić w żadnym wypadku się nie powinno. Ci, którzy tak żywiołowo protestowali przeciwko obecności Nergala w telewizji publicznej, nagle uznali, że obecność krzyża w sali polskiego sejmu jest problemem "pobocznym". Czy nie jest to dowodem, że również na tak zwanej prawej stronie polskiej sceny politycznej są tematy, których poruszenie stanowi złamanie jakichś niespisanych, ale silnie tkwiących granic w debacie publicznej?
Precedensem, który rozpoczął tę praktykę, był polityczny geszeft między Kościołem a ówczesnym prezydentem Kwaśniewskim w sprawie ustawy antyaborcyjnej. Ten ostatni zgodził się na ustawę, która tylko pozornie jest kompromisem, a w rzeczywistości zalegalizowaną zgodą na kwitnące sobie na dobre podziemie aborcyjne, legislacyjną fikcją. W zamian przehandlowano milczącą akceptację Kościoła dla wejścia Polski do Unii Europejskiej. Oczywiście Kościół wyszedł na tej transakcji lepiej, bo Unia nic złego mu nie czyni, a ustawa pokazuje, jak silna jest przez cały czas rola tej instytucji w Polsce. Od tej pory temat aborcji - od lewa do prawa - nie był poruszany, a jeśli już to jako "historyczny kompromis" i powód do dumy.
Można się z Palikotem zgadzać lub nie zgadzać. Faktem jest, że w obecnej sytuacji nie ma on szansy na rządzenie Polską, ponieważ przez cały czas jest tak, że wygrać wybory da się tutaj wyłącznie przy co najmniej życzliwej postawie Kościoła. Jednak dla każdego, komu na sercu leży jak największa swoboda w debacie publicznej na istotne dla obywateli tego kraju tematy, obecność Palikota i jego ludzi powinna być wartością dodaną. Po latach jałowych sporów między stronami, które różniły się od siebie tylko dlatego, że dzięki temu mogły pływać po powierzchni, a w rzeczywistości wybór między tymi a tamtymi nie miał żadnego znaczenia, pojawiła się propozycja, która rozbija ten skostniały układ. Nie popieram Palikota, ale popieram to, że jest.


Wówczas różne "historyczne kompromisy" z Kościołem miały swoje uzasadnienie; teraz oczywiste jest, że powinny być negocjowane na nowo.
http://takiesobie.salon24.pl/355644,no-to-juz-wiadomo-po-co-palikot-jest-w-sejmie
Różne aspekty kompromisu okrągłego stołu są przecież stale podważane, negocjowane i dyskutowane; ponieważ zajmuje się tym średnio skuteczny (delikatnie rzecz ujmując) PiS - mamy raczej status quo (i bardzo dobrze ;-> )
Załóż franiu partię, wprowadź swoich posłów do Sejmu - może wskórasz więcej?...
Których na przykład? Z jakiego paragrafu? I dlaczego teraz ci się nie udało ich wsadzic?
"teraz oczywiste jest, że powinny być negocjowane na nowo."
pozdrawia nie znający prawa klusek
Dżizas, człowieku - o co Ci właściwie chodzi?
W cywilizowanym kraju miejscem wszelkich negocjacji (na każdy istotny temat) jest przede wszystkim parlament; nie masz przecież wehikułu czasu, nie cofniesz go do czasów przedokrągłostołowych...
" Jednak dla każdego, komu na sercu leży jak największa swoboda w debacie publicznej na istotne dla obywateli tego kraju tematy, obecność Palikota i jego ludzi powinna być wartością dodaną "
Ja próbowałem się zastanowić, kto i dlaczego się Palikota boi.
Zapraszam i pozdrawiam
http://pantryjota.salon24.pl/357845,kto-sie-boi-palikota-i-dlaczego-igor-janke