Z perspektywy czasu można przyznać, iż od roku, 2005 kiedy rozpoczęła się medialna nagonka na partię Kaczyńskiego największe szanse PiS miał po wejściu w przymierze medialne z SLD i uzyskaniu dostępu do programu pierwszego. W swojej naiwności mając namiastkę władzy w latach 2005-2007- będąc w koślawej koalicji z Samoobroną i LPR-em - w niezrozumiały dla mnie sposób zabiegano o różnorodność w TV publicznej, czego szczytem było zatrudnienie T. Lisa. Pełnia szaleństwa i polityczna próba samobójcza w jednym. Wracając do roku 2010 i wyborów prezydenckich po odzyskaniu programu pierwszego ograniczono się do już istniejących audycji, a wtedy należało utworzyć nowe programy polityczne z prawicowymi prowadzącymi. Jednak obawiano się oskarżeń mainstreamu - tylko temu środowisko zależy na utrzymaniu statusu quo i nie ma, co zwracać na nich uwagi, chyba tylko po to, żeby działać na przekór ich jękom. Kaczyński przegrał starcie w 2010 sześcioma punktami procentowymi.
 
Niewykorzystane szanse bardzo mocno się mszczą, co ciekawe podobnie jak w futbolu tam niestrzelone bramki z stu procentowych sytuacji błyskawicznie przekształcają się w gole dla rywala. Dlatego tak ważne jest wykorzystanie swoich przysłowiowych pięciu minut. Platforma tego nie zmarnowała, wchodząc do państwowej TV wymiotła niewłaściwych pracowników, powołała zarząd w odpowiednim dla siebie składzie nie zważając na protesty Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, którzy alarmowali: „Ich wybór do władz TVP traktujemy, jako zastosowanie parytetu politycznego i podważanie idei nowej ustawy medialnej o odpolitycznieniu mediów publicznych”. A salon chwalił partię władzy za perfekcyjne posunięcie utrwalające demokrację, bo w narracji salonu zawłaszczanie władzy jest dobre, jeżeli dokonują tego nasi, przez ośrodek wpływu namaszczeni, podobne czyny ich już nie są dobre, ale stanowią namacalny przykład totalitarnych zapędów. Wkrótce wyciszyły się głosy anonimowych pracowników TV cytowanych przez „Rzeczpospolitą”: „Tyle Platforma mówiła o odpartyjnieniu mediów publicznych, a właśnie za jej przyzwoleniem wybrano najbardziej dotąd upartyjniony zarząd telewizji”. Dokonało się, a jak wiadomo „Audaces fortuna iuvat timidosque repellit” („Śmiałym los sprzyja i bojaźliwych odtrąca”).
 
Sytuacja przed parlamentarną konfrontacją nie malowała się w jaskrawych kolorach. Do przyjaciół z komercyjnych telewizji (słowa A. Wajdy) dołączyli oswojeni towarzysze z publicznej. Odpowiednikiem takiej dysproporcji na polu walki byłaby pewnie baśniowa i nieprawdziwa opowiastka (która chyba krążyła w PRL, jako fakt historyczny, ale to już niech wypowiedzą się starsi) o kawalerzystach z szablami szarżujących na niemieckie czołgi. To nie mogło skończyć się dobrze. Nierówność potencjałów generowała katastrofalne reperkusje, z błahych błędów opozycji - pretendującej po laur zwycięstwa - tkano szatę Dejaniry (frazeologizm mitologiczny), którą w ostatnich dniach ubrano Kaczyńskiemu i tak umarła cała nadzieja na triumf. Mimo dobrej kampanii, wysiłku setek ludzi rezultat był identyczny PO 39%, PiS 29%. Monitoring fundacji Batorego (nie obejmuje ostatnich dni, biorąc poprawkę, iż prowadzony był pod przewodnictwem sympatyka PO) z okresu 19 września- 2 października dokumentuje stosunek telewizji do liderów poszczególnych partii. I tak w „Faktach” TVN Donald Tusk pokazywany był w 47,6% czasu antenowego pozytywnie a w 51,6% neutralnie. W tym samym ośrodku medialnym Kaczyński pozytywnie nie zaprezentował się ani razu za to 40,6% czasu spędził, jako bohater negatywny. Prezes Rady Ministrów w „Wydarzeniach” Polsat korzystnie wystawiany był 8,7%, a resztę neutralnie. Szef opozycyjnej partii negatywnie 5,7%, pozytywnie 1,8%, a neutralnie 92,5%.Kaczyński w „Teleexpresie” 11,7% negatywnie i 4,6% pozytywnie, Tusk 10,8% pozytywnie i 89,2% neutralnie. Na koniec uwaga rewelacja „Wiadomości” TVP1 Kaczyński tylko neutralnie, obecny premier 2,9% pozytywnie, 4,5% czasu negatywnie.
 
Niedowiarkom podam przykład lidera SLD, obecnie obwinianego przez kompanów za porażkę lewicy. Z tego samego źródła Fundacji Batorego, jak telewizje pokazywały Napieralskiego: „Wydarzenia” Polsat 29,3% negatywnie, „Fakty” TVN 69,7% negatywnie, „Panorama” TVP2 33,2% negatywnie. Gigantyczny przeskok z pozytywnej kampanii prezydenckiej, w której nikomu nie zagrażał i nie miał szans na wejście do finału, więc nawet jak prowadził kampanię polegająca na rozdawaniu jabłek i śpiewaniu, na szklanym ekranie był uroczą, nowoczesną lewicą. W boju parlamentarnym szef SLD już jawił się, jako niedojrzały goguś oderwany od problemów ludzi pokrzywdzonych i potrzebujących. Mainstream miał w tym momencie swojego lewicowego kandydata – Janusza Palikota.     
 
Współcześnie nie ma, co debatować nad usunięciem Kaczyńskiego (jak proponuje Warzecha, ten sam, który na początku PJN-u wspierał rozłamowców). Przyczyny porażki to nie lider PiS-u tylko telewizje, obecnie można z całą pewnością stwierdzić, kto ma telewizję ten wygrywa. Konstatacja jest tym bardziej przykra, że sympatie telewizyjne się nie zmienią. I za 4 lata zobaczymy ten sam scenariusz. A rozwiązania pozostają dwa, oba z rodzaju mission impossible. Pierwsze stworzyć własną telewizję o szerokim zasięgu - nie realne, bo na to potrzeba setek milionów złotych. Wariant drugi, zniszczyć wizerunek bezstronnych mediów, który teraz jest dominujący w społeczeństwie. Tendencyjnym ośrodkom się nie ufa, przestaje się je oglądać, a w wypadkach najbardziej pozytywnych głosuje się na przekór prezentowanym w mediach opiniom. Z ostatniego sondażu TNS OBOP, w którym pytano ludzi o stronniczość telewizji, procent respondentów dostrzegający ten problem niemal pokrywa się z wynikiem parlamentarnym PiS, 31% osób ankietowanych stwierdziło, iż TVN sprzyja koalicji PO-PSL. Czyżby prawdziwym rywalem Prawa i Sprawiedliwości były telewizornię?