Dzisiejsza notka będzie krótka, co zadowoli nie tylko zwolenników krótkich notek, ale i tych, którzy twierdzą, że moje dotychczasowe notki były zbyt długie. Dlaczego były zbyt długie, nie muszę tłumaczyć. Nie trzeba być psychoanalitykiem, by na to wpaść.
Notka będzie krótka nie dlatego, że jest późno, bo zawsze jest późno, ale dlatego, że ledwie żyję po wczorajszych Walentynkach. Tak hucznie, choć jednostronnie, je obchodziłem. Dotychczas zwracałem się do ludzi wielkiej wiary, pora nawiązać do tytułu. Mógłbym nie nawiązywać, ale wszelkie eksperymentowanie jest mi obce. Raz w życiu poeksperymentowałem, wystarczy na całe życie.
Ludzie małej wiary, zawsze uważaliście, że premier rzuca słowa na wiatr. I zawsze popełnialiście ten sam błąd. Błądzić mogą nawet błędni rycerze, ale z błędu trzeba umieć się wycofać. Premier zapowiedział, że jeśli stwierdzi jakiekolwiek zaniedbania w sprawie o wadze nuklearnej, czyli w polityce okołostadionowej, wyciągnie surowe konsekwencje wobec winnych zaniedbań. Nic dodać, matematyka jest wobec tego stwierdzenia bezradna. I, zapewniam was, was, którzy podobno z upodobaniem umiecie odrąbywać palce (takie również przeczytać można zakalce), premier groźbę swą spełni. Jeśli stwierdzi nieprawidłowości.
Jeśli jej nie spełni, bo jej wszak spełnić nie musi, nikt go nie zmusi, to tylko dlatego, że żadnych nieprawidłowości nie było, nie ma i nie będzie. Czy to tak trudno pojąć? Do tego sprowadza się cała tajemnica, którą brano za coś niewłaściwego. Premier nie wypalał żelazem, chociaż wypalanie zapowiadał, ponieważ nie było czego wypalać. A jeśli nie ma czego wypalać, to i Straż Pożarna może spać spokojnie. Każdy z nas może spać spokojnie. Nie śpią tylko ci, którzy cierpią na bezsenność, ale za to przecież premier nie ponosi odpowiedzialności.
Poszukujących moich tekstów w gazetach codziennych, tygodnikach, kwartalnikach, rocznikach czy dekadnikach uprzedzam, że ich tam nie znajdą. A skoro ich nie znajdą, nie powinni ich tam szukać.
Niezainteresowanych moimi książkami ucieszę wiadomością, że nie ma ich w żadnym sklepie, w którym sprzedaje się książki. W sklepach, w których książek się nie sprzedaje, też ich nie ma. Do zainteresowanych się nie zwracam, bo nie jestem, wbrew pozorom, idiotą.

Na marginesie: należę do tych, którzy są niezainteresowani książkami, które są, ale bardzo mocno byłbym zainteresowany tymi, których nie ma. Czy wychodzi na to, że zgodnie z przewidywaniami jestem idiotą?
A co z tymi książkami, mozna je znaleźć, czy nie mozna?
Gorąco pozdrawiam
Wniosek wątpliwy - wynika z tego jedynie, że wszyscy mogą się róznić, co powiewa optymizmem, ale zdrowie rzecz względna (w dzieciństwie miałem koklusz).
Czy Premier jest fachowcem w tym fachu?
Oczywistości rzecz jasna...
Po drugie - znalazłem Twoje teksty w miesięczniku "Poradnik mleczarza". Dlaczego nikomu nie powiedziałeś?
pozdr
Pozdrawiam
Ulubiona bajka z dzieciństwa...-)))
Wychodzi na to, że jestem idiotą.
Zgodnie z pozorami:)))
Pozdrawiam serdecznie:)
Ukłony dla ZO...
Może, może, bo Ty jesteś wybitny i nikt Cię za takiego uznawać, zmuszonym być nie musi.Bo to jest fakt.A z faktami się nie dyskutuje.
Serdeczności Capa i ukłony, do samego pasa, dla Szanownej Małżonki, która, bezsprzecznie, Wielką Poetką jest.Udała Ci się Żona:))))
P.S.Musiałam zmodyfikować swój komentarz, bo w poprzednim, nie ujęłam czegoś w cudzysłów i głupio to wyglądało;)
Jak najbardziej, jak to przystało na Dyzia marzyciela...
Może lepiej próbowac z zamknietymi oczami, co by błyskotliwa myśl nie oślepiła...
Drogi capa, obawiam sie, ze wiary az tak wielkiej po prostu nie ma!
Musiał się bardzo zatruć...
:(
Wyciągam moją prawicę na znak zgody ...
Koniec Matrixu
Capa zapatrzony, w Zenobię Ofelię, jak w obrazek;)
Ty i Twoja Szanowna Małżonka...-)))
Czas nam się zbierać i szukać Zguby;)))
:)))
Zapisuj i podrzuć kiedyś kopię,
to sie razem uchachramy...
Mocno, czy jak miękki makaron...?