Zacznę od tego, że niniejszy tekst, z dedykacją dla GPS65, nie jest polemiką.
Polemika zakłada starcie pewnych odmiennych racji. Nie da się jednak polemizować z bredniami i urojeniami. Brednie i urojenia nie są racjami. Brednie i urojenia się leczy.
Do napisania niniejszego tekstu skłoniła mnie lektura ostatniej inetelktualnej publikacji GPS65, pt. "Ideologia". Przyznaję, że napadam już od jakiegoś czasu na tego: "Sarmatę, żeglarza, libertarianina, trajkarza i monarchistę" w jednym. Prawdziwy człowiek renesansu, swoją drogą. GPS65 metodycznie moje komentarze kasuje, bo i cóż może począć, skoro nędza myśli sarmacko-libertariańsko-monarchistyczno-żeglarskiej jest tak łatwa do obnażenia?
Ostatni jego tekst, do którego link zamieściłem powyżej, jest jednak tekstem szczególnym, a nagromadzenie w nim bredni wyjątkowe.
GPS65 kończy swój wywód tymi słowy:
Ale czy chcę, czy nie, żyję właśnie w taki patologicznym państwie, które mi się ze swoją ideologią we wszystko wtrynia. Nie da się tego zwalczyć, zlikwidować, zmienić czy obalić bez stosowania kontrideologii! Bo jak powiem, że ta socjaldemokratyczna ideologia wtryniania się we wszystko jest zła, i że trzeba to zlikwidować, to to też jest ideologia!
i na tym się skoncentrujmy, bo w tych kilku zdaniach zawarty jest cały sens tego brawurowego wywodu.
W związku z powyższym zaproponowałem (w komentarzu, który o dziwo jeszcze wisi!), taką zagadkę:
Przychodzi mama, zideologizowana wegetarianka, do swojego syna, Jasia i mówi:
- Jasiu, nie wolno ci jeść mięsa bo (tu zideologizowany bełkot), masz jeść warzywka!
A Jasiu na to:
- Nie będę jeść warzywek, bo nie lubię, Lubię mięso!
Jaką ideologię wyznaje Jasiu, dzięki której odrzuca ideologiczny bełkot mamusi?
GPS65 na tak postawioną kwestię odpowiedzieć nie potrafi. Nie będę wnikał, czy to przez wzgląd na jakiś defekt mózgu, czy na co, ale najwyraźniej nie potrafi on sobie wyobrazić świata bez ideologii. Nie potrafi sobie wyobrazić Jasia, który nie lubi warzyw a lubi mięso i ideologiczny bełkot wegetariańskiej mamusi (zapewne absolwentki jakichś postępowych gender studies), po prostu go nie obchodzi. Odrzuca go z obrzydzeniem i nie dorabia do tego żadnej ideologii. Nie ma najmniejszej potrzeby wywodzić, dlaczego uważa jedzenie mięsa za, dla siebie, właściwe, ani dlaczego gardzi warzywem. Nie potrzebuje się wesprzeć żadnym von Meatesem, ani von Beefyekiem, tudzież Chickenstiatem, lub Porkhbardem. Jasiu ma to wszystko gdzieś. Jasiu lubi mięso a nie lubi warzyw i bez oglądania się na ideologie ma zamiar o swoje walczyć. Bo to są jego poglądy, one mu się podobają i on nie potrzebuje dla nich żadnego uzasadnienia.
Jasiu jest normalnym człowiekiem.
W komentarzu, pod tekstem GPS65, RychoS napisał tak:
Przychodzi treser, zideologizowany wegetarianin, do swojego tygrysa i mówi:
- Tygrysku, nie wolno ci jeść mięsa bo (tu zideologizowany bełkot), masz jeść warzywka!
Tygrys zieleniny ruszyć nie chce.
Jaką ideologię wyznaje tygrys?
Na co GPS65 odpowiada tak:
Ideologię jedzenia mięsa. Jeśli niejedzenie mięsa to ideologia, to jedzenie też.
(...) Mi chodzi o to, że obalenie wegetariańskiego państwa, które wszystkim zabrania jeść mięsa wymaga stworzenia ideologii jedzenia mięsa. W takim wegetariańskim państwie nie ma ucieczki od ideologi dotyczącej żywienia.
Na co znowu ja odpowiedziałem tak:
Z faktu, że do naturalnej czynności, jaką jest jedzenie, ktoś dorabia ideologię, nie wynika, że naturalna czynność jest ideologiczna.
Tak samo z faktu, że naturalny odruch obrony swojej własności ktoś chce popsuć nakładając nań redystrybucyjną ideologię, nie wynika, że obrona własności jest ideologiczna.
(wklejam, bo pewnie zaraz komentarz zostanie skasowany, jak to u wolnościowców)
I to jest meritum.
Jeśli mój czytelnik nie jest liberałem, komuchem, lub innym postępowym przygłupem, zgodzi się zapewne, że istnieje coś takiego, jak prawa naturalne. Nie prawa człowieka, które są zbiorem bezbożnych życzeń wymyślonych przez jakichś zaćpanych niedorozwojów, ale prawa naturalne.
Te prawa to min. prawo do życia, prawo do jedzenia, prawo do rozrodu i wychowania potmostwa. Prawa naturalne nie oznaczają, że człowiek jest nimi w jakiś sposób chroniony, że nie można go zgładzić, że nie można go możyć głodem, że nie można mu rozrodu utrudnić i dzieci odebrać itp. To wszystko, co oczywiste można. I dzieje się to każdego dnia, jak ziemia długa i szeroka. Te prawa, to coś w rodzaju praw fizycznych. Po prostu człowiek, który nie je jest niemożliwy. Człowiek, który nie żyje nie istnieje. Itd. Człowiek, żeby w ogóle być, musi w żyć, musi jeść, mieć schronienie, rozmnażać się, dbać o swoje potmostwo. Bez tego wszystkiego skończy się najdalej w pierwszym pokoleniu.
Prawa naturalne nie wymagają uzasadnienia ani ideologii. Są nierozłączne z człowiekiem. Jeśli człowiekowi odebrać te prawa, to przestaje istnieć. W normalnym świecie, w którym ludzie nie zaprzątają sobie głów ideologiami, jest to jasne, zrozumiałe, nie trzba tego tłumaczyć, a każdy człowiek jest krańcowo zdeterminowany, by o te prawa walczyć. I walczył od zawsze. Walczył, by przeżyć, walczył, by zdobyć pożywienie, walczył o terytorium łowieckie, walczył o kobiety, walczył by zapewnić swojemu potomstwu bezpieczeństwo. W walce człowiek uzyskał przymiot najcenniejszy- wolność. Bo nie ma czegoś takiego, jak prawo do wolności. Człowiek może być niewolony nie tylko jako jednostka, ale i jako całe plemiona, narody i cywilizacje, przez żywot jednego osbnika, ale i przez dziesiątki pokoleń. O ile się go nie zabije, pozwoli mu jeść i rozmnażać się, może żyć w niewoli praktycznie dowolnie długo.
Jedynym sposobem na uwolnienie się jest walka, która wcale nie musi przynieść spodziewanych efektów.
Właśnie dlatego dawniej, w czasach świetności Polski, ludzie szlachetni, to byli ludzie oręża, ludzie walki. Podejmowali się konkurencji najtrudniejszej i najryzykowniejszej- wystawiali na hazard własne życie. Podejmowali walkę i tylko oni zasługiwali na wolność. Cała reszta, wszyscy ci, którzy do walki nie mieli ani zapału, ani ochoty, ani zdolności, musieli się podporządkować. Nie podejmując walki z defnicji skazujesz się na łaskę bądź niełaskę tego, który do walki staje.
W świetle powyższego zrozumiałym jest więc, że zarówno liberalizm, jak i komunizm/socjalizm/trockizm/stalinizm/itp., są gałęziami tego samego drzewka, wyrastającymi z tego samego pnia- Oświecenia.
Oświecenie zaś było epoką kłamstwa.
Począwszy od bełkotu J.J. Rousseau, po współczesnych "myślicieli" pokroju Michnika, czy innego Derridy.
Oświecenie wymyśliło bowiem ideologię. Idealogia zaś, to kłamstwo, które zastąpić ma rzeczywistość. Oznacza to modelowanie świata według róznych poronionych koncepcji. I to jest naprawdę bez znaczenia, czy tą koncepcją będzie liberalizm, czy będzie nią jakikolwiek marksizm.
Ktoś może spytać- dlaczego ideologie to kłamstwo? Odpowiedź jest dziecinnie prosta- ideologie operują w skali tzw. ludzkości, czyli czegoś, co nigdy nie istniało, nie istnieje i istnieć nie będzie. Czym innym jest bowiem zawołanie- "więcej wolności dla mnie!", lub "więcej wolności dla Kaszubów!", "więcej wolności dla mieszkańców gminy Naboliki Małe!"- gdzie każde z tych zawołan ma sens z tej przyczyny, że dotyczy konkretnych ludzi (i z reguły wykrzykiwane jest przeciwko innym ludziom). Czym innym jest zaś liberalne "więcej wolności dla wszystkich". Bo kto to są wszyscy? Bolszewicy, którzy nie marzą o niczym innym, jak nam odebrać naszą wolność? Dla nich też więcej wolności? Żeby mogli realizować swoje ponure marzenia? A może dla złodziei i pedofilów? Że nie o taką wolność chodzi? A kim ty jesteś, żeby mi mówić, co jest dla mnie wolnością, a co nie jest, żeby mi moją wolność reglamentować?
To jest skutek "wolności dla wszystkich".
Nie dziwi więc, w związku z tym, że jeden ze sztandarowych piewców liberalizmu w Polsce, Stefan Kisielewski, powiedział ponoć, że trzeba "wziąć za mordy i wprowadzić liberalizm". I że nikt nie widzi, jak śmieszne to jest, że trzeba ludzi zmusić do wolności. A raczej "wolności". Bo co to jest za wolność, która albo została narzucona (czyli wbrew woli), albo dostało się ją za darmo (czy to aby nie to samo, co wyciaganie ręki po zasiłki?)?
Najbardziej ponure w tych wszystkich ideologiach jest zaś to, że niezależnie od deklarowanych celów prowadzą dokładnie w to samo miejsce. Do totalitaryzmu. Niezależnie bowiem od szlachetnych intencji (załóżmy że takie właśnie przyświecają róznym plugawym bydlakom), tym co dla każdej ideologii jest niezmnienne, są wypaczenia. "Socjalizm tak, wypaczenia nie"- grzmieli niegdysiejsi bolszewicy mówiący po polsku. "To nie jest prawdziwy kapitalizm/liberalizm"- gardłuje Korwin. Itp. Wszyscy doskonale to znamy. I to naprawdę jest żadna róznica, czy jest się niewolnikiem poddanym woli jakiegoś partyjnego sekretarzyny i jego biurokratycznej machiny, czy jest się niewolnikiem banków trzymających na krótkiej, kredytowej smyczy swojego raba, który ani fiknie, bo korporacje są w stanie rozerwać nieboraka na strzępy, czy będzie się niewolnikiem liberalnego państwa, w którym jedynym regulatorem stosunków międzyludzkich jest prawo, a w ślad za nim zastępy prawników i gdzie każdy sądzi się z każdym o byle pierdołę i można zostać oskarżonym o molestowanie kobiety tylko na nią patrząc. Bo tak ona sobie wyobraża swoją wolność, a ty człowieku spróbuj jak to jest zostać oskarżonym o molestowanie seksualne. Jak na to zareaguje twoja rodzina, twoje dzieci i twoi znajomi w pracy. A w szczególności twój szef. I nawet nie musisz zostać skazany. Sam pozew i koszty sądowe wystarczą za szykany.
Tych wszystkich, zdawałoby się oczywistych rzeczy, nie rozumie GPS65. GPS65 uważa, że jedyny sposób na ideologię wegetariańską, to stworzenie ideologii jedzenia mięsa (i chyba nawet nie widzi tego, jak obłednie śmieszne to jest i do jak obłakanych konsekwencji taka ideologia natychmiast by doprowadziła). Uważa, że nie ma jak powiedzieć, że jest okradany, czyli najwyraźniej bez ideologii nie jest w stanie powiedzieć, co to jest zło, a co to jest dobro i co jest jego, a co jego nie jest.
Jak on to wszystko łączy z monarchizmem, czyli siłą, władzą, hierarchią i autorytetem pozostanie chyba tajemnicą na wieki.

Bardzo ciekawa analiza, wszystkim polecam ;-)
Pozdrawiam
A propos, dzisiaj zaposiadłem świadomość, że w roku 2003 wydano po raz pierwszy od niepamiętnych czasów bardzo intrygujące dzieło Henryka hrabiego Rzewuskiego "PAMIĄTKI JPANA SEWERYNA SOPLICY CZEŚNIKA PARNAWSKIEGO". Pytałem w zaprzyjaźnionej księgarni - nie wiedzą, ale na szczęście jest internet: http://literat.ug.edu.pl/soplica/index.htm
Biorę się więc do czytania, tym snadniej, że dzisiaj w s24 mamy prawdziwy nalot czujnych czujów ;-)
Pozdrawiam
Pozdr.
"Czujni czuje" brzmi dobrze, ale łatwo się przejęzyczyć i wtedy ban gotowy ;)
Nie twierdzę ,że na to nie zasłużyli.
Niech się sami bronią.
"Prawa naturalne" jak najbardziej są bliskie liberalizmowi.
Są oczywistością . Każdy postępuje tak by jeść i rozmnażać się.
No chyba ,że lewactwo , ci mają kłopot z rozmnażaniem:))
Piszesz:
"Wszyscy doskonale to znamy. I to naprawdę jest żadna róznica, czy jest się niewolnikiem poddanym woli jakiegoś partyjnego sekretarzyny i jego biurokratycznej machiny, czy jest się niewolnikiem banków trzymających na krótkiej, kredytowej smyczy swojego raba, który ani fiknie, bo korporacje są w stanie rozerwać nieboraka na strzępy, czy będzie się niewolnikiem liberalnego państwa, w którym jedynym regulatorem stosunków międzyludzkich jest prawo"
A co proponujesz w zamian?
Radę Starców plemienia?
Coś musi regulować skomplikowane stosunki między ludźmi.
Bo już są skomplikowane.
Należy jedynie dbać o to , by prawo było dobre.
Jakie jest "dobre" prawo? Takie,które pozwala ludziom zachować indywidualność w swoim "dążeniu do szczęścia".
Możesz nazwać to ideologią.
"Światłem niech będzie mi Krzyż Święty, a nigdy wodzem smok przeklęty."
To też ideologia:))
Cała masa rzeczy postulowanych przez liberalizm jest też bliska memu sercu. Tylko co z tego wynika w sytuacji, w której liberalizm jest ideologią totalną?
"A co proponujesz w zamian?
Radę Starców plemienia?"
A w czym taka Rada Osiedla byłaby gorsza od dzisiejszych sądów? Jak dla mnie upatrywałbym w niej większej sprawiedliwości niż w obecnym systemie.
"Coś musi regulować skomplikowane stosunki między ludźmi.
Bo już są skomplikowane."
Zawsze coś regulowało i regulować będzie. Prawo jest regulatorem najgorszym. Zwłaszcza dla tych, którzy żyją u schyłku cywilizacji, a nie w jej początkowym okresie heroicznym, kiedy praw jest mało a o prawnikach prawie nikt nie słyszał.
"Należy jedynie dbać o to , by prawo było dobre."
To niemożliwe. Prawo to system, a system podlega entropii. Z zasady. Przy okazji to czysty judaizm cywilizacyjnie obcy chrześcijańskiej Europie.
"Jakie jest "dobre" prawo? Takie,które pozwala ludziom zachować indywidualność w swoim "dążeniu do szczęścia"."
Wybacz, ale to twoja definicja dobrego prawa. Ja jej nie podzielam. Ja nie jestem w najmniejszym stopniu zainteresowany tym, by towarzysze Sierakowski i Sutowski mogli zachowywać indywidualność w swoim dążeniu do szczęścia. Ich szczęście oznacza horror dla mnie i moich bliskich.
"To też ideologia:))"
Nie, to moje prywatne wyznanie wiary. W nim nie ma słowa o tym że "Światłem niech będzie NAM" to czy tamto. To wyraża moją indywidualną relację z Bogiem a nie program polityczny dla ludzkości.
RE-WE-LA-CJA!!!
***
"Ja nie jestem w najmniejszym stopniu zainteresowany tym, by towarzysze Sierakowski i Sutowski mogli zachowywać indywidualność w swoim dążeniu do szczęścia. Ich szczęście oznacza horror dla mnie i moich bliskich. "
RE-WE-LA-CJA!!!
Pozdro :-)))
wyrus
Co się tak cieszysz?:)
Jak dla mnie Sierakowski z Sutowskim mogą indywidualnie dążyć do szczęścia.
Problem w tym ,że oni chcą się tym szczęściem podzielić!:))
No.... Liberał jesteś "całą gębą".
Dlatego Wyrus się tak cieszy:)
Słyszałam dzisiaj w Trójce , że na jakimś zadupiu w Małopolsce , ludzie nie mogąc doczekać się drogi , sami ją zrobili.
I musieli zaorać , bo była nielegalna:))
Prawo bywa głupie ale to nie jest wina prawników.
Prawo można zmienić.
Prawo stanowi Sejm , czyli politycy.
I tu wracamy do początku.
Kto wybiera posłów i Rząd?
Tak? Mogą? A co, jak oni to swoje indywidualne szczęście osiągną? Przecież ich szczęście to łagier dla Ciebie - więc?
:-))
Oświecenie zaś było epoką kłamstwa.
Oświecenie do swojego "oświecenia" musiało uciec ze światła słonecznego i rozwijać swe powierzchowne idee w mdłym blasku lampy.
Tak sobie przypomniałem, to się pochwaliłem,ale nie pamiętam kto to powiedział.
Wolność oznacza przede wszystkim prawo do nierówności. Wolność to poszanowanie indywidualizmu losu człowieczego a nie oświeceniowe
podporządkowanie go suwerennemu ludowi. zgadzam się z Panem w całości, jedynie wycofałbym rozwód z praw naturalnych.
pozdrawiam
Ich szczęście indywidualne tkwi w szczęściu zbiorowym.
Masz rację , to jest problem.
Dlatego prawo powinno zabraniać uszczęśliwiania innych.
Jakoś nie mam innego pomysłu:))
Przecież ich nie zaduszę.
Bój się Boga, dobra kobieto!
A co powiesz na taki pomysł, żeby to ci, którzy się nie chcą dać uszczęśliwić, nie dali się biorąc sprawy w swoje ręce i rozwiązując problem tak jak potrafią? Jest taki film, "Dług". Powiedz, co tam dobrego zrobiło prawo tym ludziom? Bo to prawdziwi ludzie i prawdziwa historia.
Mieli oni z tego prawa coś więcej od zgryzot?
--------
Ja też, dlatego byłem zaskoczony,że w tak mądrym tekście pojawiła się taka bzdura.
Sprawdziłem ponownie i oczywiście to mój błąd. Pan napisał:
prawo do rozrodu, ja przeczytałem: prawo do rozwodu!
(freudyzm jaki, czy inny diabeł mi w oczach literkę zamienił.)
Zechce Pan wybaczyć pomyłkę. Obiecuję czytać uważniej.
PS
Drogi Panie, za głoszenie takich poglądów: głupie kobiety, które nie potrafią utrzymać przy sobie mężczyzny umierają w samotności, pójdzie Pan niechybnie w salonowe kazamaty. Bezpowrotnie. Dziesięć lat, wie Pan bez jakiego prawa. Po pierwszej wizycie Sił Postępu (SP). A szkoda by było.
pozdrawiam
Kto normalny przejmuje się Siłami Postępu?
pzdr.
Ad vocem krótkie jednak będzie z mojej strony.
Napisałeś, że prawo naturalne, to np. "człowiek rodzi się wolnym". Albo że „chcącemu nie dzieje się krzywda”, „prawo do swobodnego rozporządzania sobą i swoją wolnością”. To są bzdety, kłamliwe bzdety, drogi wolnościowy cenzorze. Weźmy to prawo do swobodnego rozporządzania sobą i swoją własnością. Prawa naturalne, to coś niezbywalnego. Tak jak napisałem wcześniej- wypływają z samej istoty człowieka i człowiek ich pozbawiony przestaje istnieć. Ty zaś, w dzisiejszej Polsce, istniejesz jak najbardziej, ale prawa do rozporządzania sobą i swoją własnością nie masz. Jesteś ubezwłasnowolniony przez państwo. Mimo to żyjesz. Ergo- to nie są prawa naturalne. Nie odróżniasz chciejstwa, ideologicznych postulatów, od tego, co rzeczywiste.
Nie dziwi więc, że masz trudności z prowadzeniem dyskusji.
Prawo do jedzenia i rozrodu to nie są prawa naturalne lecz potrzeby biologiczne. Instytktu nie można określać pojęciem ze sfery intelektualnej. Jeśli jakiś komuch zamknie Cię do lochu i nie da nawet pajdy zgniłego chleba i miski błotnistej wody, to będziesz ssał dżdżownice i pił własny mocz. Bo musisz, a nie bo możesz. Z praw się korzysta lub nie korzysta, jeść się musi.
Wychowanie potomstwa to w ogóle nie jest prawo, lecz konwencja. Z biologicznej, behawioralnej potrzeby posiadania potomstwa nie wynika, że swój miot musisz uczyć ustępowania starszym miejsca w tramwaju. Prawa naturalne są egoistyczne.
Prawem naturalnym jest natomiast prawo życia, które Mła definiuje jako po prostu Wolność. Skoro już przy tym jesteśmym, to przez prawa naturalne rozumiem Wolność i Własność. Człowiek na bezludnej wyspie korzysta z tych praw bez ograniczeń. Gdy jednak na tej wyspie pojawia się inny człowiek, dochodzi - przy równowadze sił - do defragmentacji wolności i własności z tej prostej przyczyny, że osobiste PN zaczynają się krzyżować. Im więcej ludzi, tym więcej skrzyżowań osobistych praw. Unormowanie tej sytuacji polega albo na zastosowaniu przemocy, albo ustanowieniu jakiegoś - prawnego, zwyczajowego, doraźnego - konsensusu. Konsensus taki jest pożyteczny, ponieważ wygodniej ustalić, że chodzimy prawą stroną chodnika, zamiast co chwila wpadać na siebie i tracić czas na spory kto ma pierwszeństwo.
Czy to ograniczenie naturalnych praw oznacza ich brak? Stojąc na takim stanowisku matka powinna natychmiast po porodzie porzucać potomstwo, ponieważ z cała pewnością opieka nad gówniarzem odbiera "prawa do rozporządzania sobą i swoją własnością". Tyle, że jest to sprzeczne z Twoim rozumieniem PN...
I że nikt nie widzi, jak śmieszne to jest, że trzeba ludzi zmusić do wolności.
To nie jest śmieszne, lecz całkowicie naturalne. Człowiek to istota stadna, dlatego ilość Napoleonów dla danego pokolenia jest mniejsza od promila. Ogół ludzi nie jest zainteresowany wolnością, lecz bezpieczeństwem, nawet jeśli jest ono zgodą na niewolnictwo. Oczywiście niewolnicy z zapałem się samooszukują, starając zachować pozory wolnego wyboru - nazywają więc swój łagier "demokratycznym państwem prawa". No cóż, na zdrowie. Niemniej strach wywołuje nieznane, a nie znajomy klawisz. Wolność to terra incognita, nie ma więc zbyt wielu chętnych, aby się tam pchać. Pytanie jest więc takie: to dobrze czy to źle? Gdyby ryzykantów było w populacji więcej, to rozwój byłby krwawszy i szybszy. Ponieważ jednak ryzykantów jest mniej, to tempo mamy marszowe, ale czy to źle? Skoro, jak twierdzisz, jestestwo człowieka polega na tym, że pragnie jedynie się nażreć, pociupciać, pobawić się z dziećmi w berka i najlepiej, aby nikt mu w tym nie przeszkadzał, to sam sobie odpowiadasz na pytanie "dlaczego ludzi trzeba zmuszać do wolności". Właśnie dlatego, że w warunkach wolności mogłoby nie być czasu na wypoczynek, żarcie i seks.
Może się najpierw trochę doedukuj? Albo zacznij czytać ze zrozumieniem. Skoro bowiem napisałem, że są to prawa typu fizycznego, to znaczy, że należą do tej samej kategorii co prawo grawitacji.
"Wychowanie potomstwa to w ogóle nie jest prawo, lecz konwencja. Z biologicznej, behawioralnej potrzeby posiadania potomstwa nie wynika, że swój miot musisz uczyć ustępowania starszym miejsca w tramwaju. Prawa naturalne są egoistyczne."
Naprawdę powinieneś zaczęć czytać uważniej i ze zrozumieniem.
Zwłaszcza, że napisałem, iż prawo do rozrodu oznacza, że pozbawiając go człowieka przestaje on istnieć. Tak samo, jak po pozbawieniu go możliwości jedzenia.
Reszty twoich bredni komentować nie będę, bo, jak napisałem w tekście, urojenia się leczy a nie polemizuje z nimi.
Wystarczy wziąć to:
"Skoro już przy tym jesteśmym, to przez prawa naturalne rozumiem Wolność i Własność. "
Prawa naturalne opisują rzeczywistość i są niezbywalne. Cała reszta, to wishful thinking. Na co jest prosty dowód- możesz w każdej chwili zostać pozbawionym wolności i własności i trwać w tym stanie od narodzin do śmierci. Nie istnieje bowiem w naturze nic, co by te twoje, wydumane prawa gwarantowało. Jest wręcz przeciwnie. Natura wskazuje na fakt, że normą są wszelkiego rodzaju przymusy, a silniejszy może ze słabszym wszystko.
A teraz odejdź w pokoju, dobry człowieku i poczytaj sobie coś więcej, niż czerwoną książeczkę korwinowego agitatora.
W sumie sprowadziłeś wywód do zbioru nadętych banałów w stylu "Trzeba jeść, bo jak nie, to się umiera, naprawdę" czy "człowiek bez wody wytrzymuje kilka dni, wiecie?". To naprawdę odkrywcze, nikt z nas wcześniej nie zdawał sobie sprawy z tych zależności.
Z okoliczności, iż mogę w każdej chwili zostać pozbawiony PN, czyli Wolności i Własności nie wynika, że ich nie ma. Podałem przykłąd z bezludną wyspą - samotny Robinson jest w swoich prawa przez kogoś ograniczony? A twierdzenie, że Natura powinna coś organizmom żywym "gwarantować" jest przezabawna.
Twój konsekwentnie powielany błąd polega na tym, że upajasz się swoją uniwersytecką wiedzą o potrzebie jedzenia, spania i oddawania się rozpuście, zamiast zrozumieć, że mowa jest o prawach naturalnych człowieka, a nie prawach naturalnych hipopotama.
Zrozumiałeś cokolwiek, dobry człowieku?
No to może spróbuję prościej- co w naturze, w rzeczywistym świecie, jeśli wyrzucimy wszystkie znane nam etyki, ideologie, itp. co "fizycznie" wskazywałoby na istnienie faktyczne tych waszych "praw naturalnych człowieka"? Jest coś takiego? Masz okazję na takie coś wskazać. Ja twierdzę, że nic takiego nie istnieje, a całe wasze gadanie, to życzeniowy bełkot. Nie przeczę, że wy byście tak chcieli, żeby tak było. Ale tak nie jest. A skoro nie jest, to z tego wyciągnąć należy wnioski. Bo tylko wyciąganie wniosków z prawdziwych przesłanek ma sens przybliżający człowieka do prawdy. Intelektualna gimnastyka nad fikcjami, jakimi są "prawa naturalne człowieka" (jakościowo nie rózniące się niczym od europejskich praw człowieka- to i to jest kłamstwem), to zajęcie jałowe.
I teraz nieważne, czy prawicę zdefiniujemy jako "paleokonserwatyzm", czy jak. Ważne jest to, że prawica opiera się na tym, jak jest. Lewica opiera się na ideologiach- kłamstwie. I nie ważne, czy będzie to kłamstwo socjalizmu, czy będzie to kłamstwo liberalizmu/kapitalizmu. I jedno i drugie nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. A skoro nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, to nie są nawet w orbicie zainteresowań prawicy, bo prawica się fikcjami nie zajmuje.
Czy to już jest jasne, czy jeszcze ci coś wytłumaczyć, prostaczku?
To akurat drobiazg. Ważniejsze jest co innego - "prawa naturalne", które przypisujesz człowiekowi, nie różnią się niczym od "praw naturalnych" właściwych szympansom. Szympansy także oddychają, spółkują, odpoczywają, a nawet mają jakieś tam prymitywne formy wychowawcze wobec swoich małpiątek. Ględząc po Twojemu: szympansy także "mają prawo do sikania". Podobnie jak konie, kury czy cokolwiek innego ze świata fauny.
Co zatem różni szympansy (konie, kury, cokolwiek innego) od czlowieka? "Prawa naturalne do wysikania się" mają przecież identyczne...
Różni oczywiście to, co Ty dogmatycznie odrzucasz - różnimy się zdolnością do tworzenia abstrakcyjnych pojęć i umiejętności nadawania im treści. Szympans raczej nie rozwija teorii własności, ponieważ po prostu nie umie. W każdym razie nikt nie słyszał jeszcze od szympansie-autorze traktatu filozoficznego, chociaż teoria prawdopodobieństwa taką ewentualność opisuje jako pewną do zaistnienia (małpa posadzona przy maszynie do pisania i waląca bezmyślnie w klawisze po X latach stworzy niepowtarzalne dzieło). Na razie możemy więc przyjąć, że skoro ludzie traktaty filozoficzne produkują od tysiącleci, a małpy nie, to między ludźmi a szympansami zachodzi różnica w umiejętnościach intelektualnych.
Tak więc ludzie potrafią tworzyć abstrakcyjne pojęcia, którymi opisują właściwości i społeczeństwa, w którym żyją. Dlatego, że horyzonty ludzi przekraczają Twoje "prawo do sikania". "Prawo do sikania" nie daje odpowiedzi na pytanie "dlaczego". Sikasz i tyle. Sikasz, ponieważ jak się nie wysikasz, to przestaniesz istnieć. Czy jednak sikasz gdzie chcesz i na kogo chcesz? Można zaryzykować odpowiedź, że nie sikasz na cudze buty. Dlaczego? To "dlaczego" odnosi się do abstrakcji - wolności i własności.
Prawo naturalne czyli wolność i własność to nie jest ideologia, wbrew temu, co tam sobie, prosiaczku, wydumałeś. To po prostu stwierdzenie faktu. A fakty mają do siebie to, że mają konsekwencje (to obiektywne prawo fizyczne, a nie zacietrzewione przekonanie fanatyka). Z powodu konsekwencji nie korzystasz ze swego "prawa do sikania" zawsze i wszędzie.
I już.
Idź swoją drogą. Wesołych Świąt.
Twój strach przed odpowiedzią na to pytanie jest bardzo charakterystyczny, sfanatyzowany hipokryto.
Nie wiem, na jakie pytanie mam ci dać odpowiedź? Nie sformułowałeś żadnego, a ad vocem do zideologizowanego bełkotu nie mam w zwyczaju.
Przypomnę ci jednak moje pytanie, z początku wymiany zdań między nami. To pytanie, na które nadal nie odpowiedziałeś:
"No to może spróbuję prościej- co w naturze, w rzeczywistym świecie, jeśli wyrzucimy wszystkie znane nam etyki, ideologie, itp. co "fizycznie" wskazywałoby na istnienie faktyczne tych waszych "praw naturalnych człowieka"?".
Jakoś jestem dziwnie pewien, że sobie z tym podstawowym pytaniem nie poradzisz.
Odpowiedzi nie zauważyłeś, ponieważ każdy mój wpis okreslasz jako "bełkot", co pozwala przypuszczać, iż go po prostu nie czytasz.
Jak na tchórza masz całkiem szeroką paszczę.
"No to może spróbuję prościej- co w naturze, w rzeczywistym świecie, jeśli wyrzucimy wszystkie znane nam etyki, ideologie, itp. co "fizycznie" wskazywałoby na istnienie faktyczne tych waszych "praw naturalnych człowieka"?".
Zdolność abstrakcyjnego myślenia, to cecha jakościowo odróżniająca nas od zwierząt. W jaki sposób chcesz przy pomocy tej cechy obronić swoją wolność i własność przed silniejszym przeciwnikiem, który dla twojej wolności i własności nie ma bałwochwalczego stosunku. Wręcz odwrotnie, ma zamiar twoją wolność i własność zabrać. I zabierze ci ją, a ty nadal będziesz istnieć.
Rozumiesz już, przygłupi bęcwałku?
O czym my zresztą rozmawiamy, skoro ty ani nie jesteś wolny, ani nie masz własności- bo rząd może z tobą zrobić co chce i odebrać ci co chce. I jakoś te twoje prawa naturalne człowieka wsparte myśleniem abstrakcyjnym na nic się zdają. Urodziłeś się nigdy nie będąc wolnym, ani nigdy naprawdę niczego nie posiadając. I umrzesz w dokładnie takiej samej kondycji. Na łasce i niełasce silniejszego- u nas, rządu. I jak będą chcieli, to ci twoje nędzne życie skrócą postępową eutanazją, a jak będą chcieli, to tyle co w życiu uciułałeś- zabiorą.
Gdzie jest więc to prawo naturalne człowieka do wolności i własności? Co w rzeczywistym świecie jest tego prawa gwarantem?
Abstrakcyjne myślenie pozwala wytworzyć abstrakcyjne pojęcia. Siła fizyczna nie ma tu nic do rzeczy, ponieważ pięściami nie da się pobić filozoficznych pojęć.
Przypadkiem masz słuszność pisząc, że reżim jest posiadaczem stada niewolników zwanych "obywatelami państwa prawa" i może zrobić z nimi to, co mu się zachce. Tu stawiasz kropkę, zamiast pociągnąć wywód dalej: a skąd wiemy, że nie mamy własności? Gdyby pojęcie własności nie istaniało, to nie odczuwalibyśmy dyskomfortu z faktu bycia rabem rządu. Dociera, chłopczyku? Dzięki prawom naturalnym wiesz, co tracisz i wiesz, o co warto walczyć. Bez tych praw naturalnych czułbyś się w KRLD jak w brzuszku u mamusi.
Acha, dzidziuś się dopytuje, co jest gwarantem praw naturalnych. Otóż, jak Ci już wcześniej napisałem, nie ma żadnych gwarancji, co wynika z definicji. Natura nie daje gwarancji bycia zdrowym, natura nie daje gwarancji posiadania 2 m wzrostu i twardych kości. O swoje zdrowie, wzrost i kości musisz zadbać sam. Z tego jednak nie wynika, że zdrowie, wysoki wzrost i twarde kości nie istnieją...
Dorośnij.
"Abstrakcyjne myślenie pozwala wytworzyć abstrakcyjne pojęcia. Siła fizyczna nie ma tu nic do rzeczy, ponieważ pięściami nie da się pobić filozoficznych pojęć. "
Jasne, że nie da się pięściami pobić filozoficznych pojęć, ale można skutecznie pobić ich głosiciela tak, żeby już nigdy więcej niczego nie wygłaszał.
A teraz usiądź na chwilkę i zastanów się, jaki to ma związek z prawami naturalnymi i z moim pytaniem, które brzmiało:
""No to może spróbuję prościej- co w naturze, w rzeczywistym świecie, jeśli wyrzucimy wszystkie znane nam etyki, ideologie, itp. co "fizycznie" wskazywałoby na istnienie faktyczne tych waszych "praw naturalnych człowieka"?"."
Bo najprawdopodobniej nie odróżniasz praw naturalnych, czyli faktów, od ludzkich wymysłów oderwanych od tych faktów, czyli przeróżnych fikcji.
Świecące słońce nie jest uzależnione od tego, czy ktoś ów fakt spostrzeże i skomentuje. Człowieczeństwo i cały związany z człowiekiem aparat pojęciowy natomiast przeciwnie, choć to wszystko jest niewątpliwie ludzkim wymysłem. Niemniej nie sikasz nikomu na buty, chociaż przecież kultura osobista i poszanowanie cudzej własności jest "fikcją", "wymysłem oderwanym od faktów".
Dyskutując z Mła sam posługujesz się fikcyjnymi narzędziami, czyli abstrakcyjnymi pojęciami w rodzaju języka polskiego, dyletanckich odwołań do filozofii i popisów chamstwa. Chamstwo nie jest "faktem naturalnym"...
Chyba się nie rozumiemy głebiej, niż się mogło wydawać.
Na początek, chyba nie rozumiesz tego, co sam piszesz. Stwierdzenie faktu, że "Słońce świeci" nie jest myśleniem abstrakcyjnym. Każdy pies to stwierdza codziennie.
Moje pytanie było proste, ale może jeszcze je uproszczę.
Wymieniłeś kilka haseł, które ty uważasz za "prawa naturalne człowieka", a ja uważam za pustosłowie bez desygnatu w świecie rzeczywistym. Coś, co realnie nie istnieje. Może istnieć w cudzej głowie i ten ktoś może się nawet starać według tych prawideł żyć, a jak jest taki twardziel jak Chrystus, to nawet za te prawidła ponieść wybitnie męczeńską śmierć. Niemniej to nadal nie jest rzeczywistość. To nie są prawa natury. To nie jest jak grawitacja. O tym przecież jest chrześcijaństwo, że świat został nam dany a zmienić możemy naprawdę tylko siebie, nie ten świat. Dowodem na to współczesna sytuacja Polski, która jest przecież zaprzeczeniem tych "praw naturalnych człowieka".
Dlatego poprosiłem cię, żebyś mi pokazał, co w świecie realnym wskazuje na istnienie tych praw. Wiesz, coś takiego, jak to, że "większe zwierzęta zjadają mniejsze". Twierdzę, że niczego takiego nie ma, że "prawa naturalne człowieka" są tylko wymysłem. I to wcale nie jakiejś przewazającej liczby ludzi.
Teraz już rozumiesz? Bo prościej nie dam rady.
A jeśli tę prostą oczywistość już sobie dasz radę przyswoić, to zauważysz natychmiast, jak jest to brzemienne we wnioski. I jak daleko znajduje się liberalizm od prawicy, a jak bliźniaczo podobny jest do komunizmu.
P.S. Jesteś jakimś narcyzem, który pisząc o sobie "mła" mlaszcze z uciechy jak sam o sobie pomyśli? Chyba sobie nawet nie zdajesz sprawy, jak wiele to o tobie mówi?
Ty, w odróżnieniu od psa, usiłujesz kombinować, Kiepsko Ci to idzie, ponieważ najpierw krzyczysz na oponenta, a dopiero potem usiłjesz konstruować odpowiedź. W rezultacie plączesz wszystko dokumentnie, o czym świadczą poniższe cytaty:
To nie są prawa natury.
Dowodem na to współczesna sytuacja Polski, która jest przecież zaprzeczeniem tych "praw naturalnych człowieka".
Po pierwsze, mowa była o prawach naturalnych człowieka, które z uporem mylisz z prawami naturalnymi, a które to prawa naturalne mylisz z Europejską Kartą Obiecanek-Cacanek. Nie da się iść w jednym kierunku stojąc okrakiem na trzech drogach prowadzących w robieżne kierunki. Zdecyduj się może, o czym chciałbyś pogawędzić.
Po drugie, brak w Generalnym Gubernatorstwie (aka "Polska współczesna") poszanowania dla praw naturalnych nie dowodzi ich nieistnienia obiektywnie. Przeciwnie - to poświadczenie tego, co nam zabrano. Zabrano, a nie wykluczono ze słownika pojęć abstrakcyjnych. Kiedy ktoś mówi do Ciebie "Oddaj mi swój portfel", to naturalną reakcją jest "Nie, to moje". Pragnienie posiadania i swobodnego rozporządzania swoją forsą dowodzi, że jest ono naturalnym dla człowieka. To właśnie odzew ze strony praw naturalnych - Wolności i Własności. Gdyby takie prawa nie istniały, to byś bez sprzeciwu swój portfel oddawał.
A zatem - oddaj Mła swoje pieniądze i przepisz na Mła akt własności domu będącego w Twoim posiadaniu. Uczynisz to, zdezorientowany hipokryto?
Przypomnę raz jeszcze przykład z bezludną wyspą, którego to przykładu nie zrozumiałeś. Robinson korzysta w sposób nieograniczony ze swoich praw naturalnych, czyli Wolności i Własności. Jeśli jednak na wyspie pojawi się nagle kapitan Dżek Speroł - to PN Robinsona ulegają ograniczeniu, nawet jeśli obaj dżentelmeni ustalą daleko idący konsensus. Robinson, mając na wyspie towarzystwo, nie używa już w sposób nieograniczony z Wolności i Własności. WiW uległy defragmentacji. Im więcej w tym samym miejscu zgromadzi się ludzi, tym bardziej WiW się defragmentuje. Wynika to z krzyżowania się poszczególnych praw każdego człowieka. Wolność i Własność ulegają ograniczeniu, lecz nie znikają. Pierwszy lepszy płot dookoła obejścia oraz niechęć do oddania Mła portfela tego dowodzi wprost.
Twój końcowy wniosek jest więc tak głupi, że może być jedynie żartem. Mła uśmiał się z niego porządnie, jak należy.
PS. I tak ma właśnie być! Ma mówić!
Powtórzmy: co Mła powiesz, kiedy zażądam "Oddawaj wszystkie swoje pieniądze"? Albo gdy zaproponuję "Używajmy na zmianę tej samej pary skarpetek"?
Albo potrafisz odpowiedzieć na proste pytanie, albo nie. Ty pokazałeś, że nie potrafisz. Twoje ględzenie to zwykłe pustosłowie i chciejstwo. A ja, wybacz, do takiego poziomu się nie zniżam. O fikcjach, to mogę z dziećmi pogadać, co jest lepsze Mulan, czy król lew, ale roztrząsanie twoich urojeń tego dziecięcego czaru jest pozbawione.
Odejdź teraz w pokoju do swojej sekty wyznawców pancernej brzozy słyszących nieistniejące głosy w kabinie pilotów.