Morduję się „na boku” z opracowaniem, którego treść da się zamknąć w jednym rozbudowanym zdaniu. Ludzkość (a może Europa…) mniej-więcej tysiąc lat temu omsknęła się z tzw. dobrej ścieżki rozwojowej, a potem odchylenie narastało i narastało, aż stało się, że zamiast „tam” – zmierzamy „w poprzek”, po następnych zaś kilkuset latach mamy oto – teraz – taką sytuację, że zmierzamy „z impetem wstecz”: mamy wrażenie niesamowitego galopu w przód, ale ten pierwotny szlak biegnie równolegle i to w drugą stronę. Pętla się zrobiła, nazywam ją Niedialektyczną Wielką Pętlą Historyczną.

Obrazek tej Pętli – z różnych względów – zamieściłem TU:http://publications.webnode.com/news/niedialektyczna-wielka-pętla-historyczna/

Sądzę, że nawet jeśli opamiętamy się (świat właśnie zaczyna się orientować, że coś w tym przyśpieszającym postępie jest odwrotnie niż być powinno) – to kolejnych kilkaset lat zajmie nam powrót do właściwego kierunku, do restartu, przy czym Historia w międzyczasie już nas wyprzedziła, gdybyśmy nie błądzili, świat byłby dziś dużo dalej. Ale nadal licznym wydaje się, że fajniejszej epoki w Historii Ludzkości nie było…

Dowodów narastającego opamiętania jest wiele: np. osiągnięcia techniczne w 10% nas zaspokajają, a w 90% nas niewolą i są powodem kumulujących się szkód (w ekologii, w świadomości, w gospodarce). I to przebija się do ludowej świadomości, choć ogłupianej zewsząd. Nienerwowo, spokojnie, bez pośpiechu – ale jednak.

Powodem, który odciągnął nas od właściwego kierunku rozwoju – był i jest KOMERCJALIZM. Z pozoru jest on „całkiem w porzo”: automatycznie wychwytuje „składowe rentowności” i bezlitośnie selekcjonuje wszystko co się dzieje na „efektywne” i „nieefektywne”. Czegóż trzeba więcej? Efektywne przetrwa, nieefektywne odpadnie, przez to średnia efektywności wciąż rośnie.

Rzecz w tym, że takie postawienie sprawy sprowadza wszystko do buchalterii. Ta zaś operuje w świecie pieniądza.

Pieniądz – od chwili pierwszego kumulującego się potem odchylenia – za sprawą Finansów i Bankowości wywindował się do roli Supervisor’a procesów gospodarczych i zarazem – za sprawą Budżetów – do roli Demiurga procesów społecznych, nawet tych wydających się odległymi od komercji, jak edukacja, kultura, ochrona zdrowia, nauka, wsparcie socjalne, ład wewnętrzny. Przy tym Pieniądz sam jest pieszczochem procesów doskonalących, jego postacie pierwotne, czyli monety, banknoty, zapisy oszczędnościowo-rozliczeniowe (nie mówiąc o muszelkach itp.) – są dziś zabytkami.

Wszystko jest zatem przedmiotem wyceny, a następnie towarem: praca (wł. siła robocza), człowiek (wł. kapitał ludzki), zdrowie (wł. jednostki chorobowe), wiedza (wł. certyfikaty i dyplomy), uczciwość, dobroczynność i wszystko, cokolwiek przyjdzie nam do głowy.

Niepostrzeżenie stajemy się obserwatorami komercyjnego zmagania dwóch Tytanów: Marketingu i Logistyki. O co chodzi? Logistyka symbolicznie „obniża lustro wody”, ukazując rozmaite podwodne przeszkody, które warto usuwać: poniesiesz koszty, ale nie będziesz musiał tyle wytwarzać, by osiągnąć efekt. Marketing działa w drugą stronę, podwyższając owo „lustro” (sprzedaż, obrót, byle więcej) zatapia wszystkie śmiecie i niedoskonałości, które – niewidoczne – mnożą się i mnożą.

Te zapasy odbywają się w technicznym obszarze cywilizacyjnym (Europa, Ameryka), ale drogą „osmozy” (oswojenie, aplikacja, prozelityzm ekonomiczny) rozprzestrzeniają się na inne kultury i cywilizacje. Przodownikami nad-produkcji badziewia (patrz: dziongo-bongo, http://publications.webnode.com/news/komercjalizacja%2c-reklama%2c-remutualizacja-–-wielka-pętla-historyczna/ ) stają się kraje, których nikt wcześniej nie podejrzewałby o skłonności do eskalacji produkcji kosztem innych przedsięwzięć kulturowo-społecznych. Na czoło wychodzą Chiny i ciekawe, czy nad tym jeszcze panują.

Gospodarka staje się funkcją pieniądza (jego wtórnością), pieniądz zaś staje się – sam z siebie – kapitałem, czyli narzędziem przynoszącym kolejne pieniądze. Multiplikowanie zasobów pieniężnych staje się fetyszem, prowadzi do kosztownego społecznie absurdu w postaci Kapitału Fikcyjnego, czyli takich tytułów do dochodu (do brania ze wspólnej puli), które nie mają pokrycia w czymkolwiek pożytecznym (nic nie włożono do wspólnej puli). Służą temu coraz wymyślniejsze „produkty finansowe”. Dziongo-bongo finansowe. Od stu niemal lat przechodzimy spazmy wywołane przewagą kapitału fikcyjnego nad realną gospodarką. I nic – przynajmniej rządy i służebna wobec nich inteligencja udają, że nic się nie stało, że to drobiazg, otrzepnąć i dalej jazda.

Bodaj pierwszym, który dostrzegł (może nie wprost) potrzebę opamiętania, był Andy Warhol. Pedia o nim pisze: jeden z głównych przedstawicieli pop-artu, znany przede wszystkim z prostych i seryjnych kompozycji o wysokim kontraście kolorystycznym, do których używał techniki serigrafii. Powstałe dzięki tej metodzie sitodruki prezentują produkty konsumpcyjne z przeciętnej amerykańskiej lodówki, tj.: puszki Coca-Coli czy zupy pomidorowej Campbell, oraz przedmioty z życia codziennego, np. maki, banany, pudełka proszku Brillo. Serigrafia umożliwiła Warholowi odtwarzanie wystylizowanych portretów największych gwiazd świata rozrywki, do których należeli: Brigitte Bardot, Marilyn Monroe, Elvis Presley, Jacqueline Kennedy Onassis, Marlon Brando, Elizabeth Taylor. Tworzył także wizerunki innych powszechnie znanych postaci, którymi byli wówczas Mao Zedong, Włodzimierz Lenin czy Joseph Beuys. Andy Warhol traktował wszystko co malował przedmiotowo i bez zbędnych emocji. Proszek Brillo i banknoty dolarów miały dla niego taką samą wartość jak podobizny ludzi mu współczesnych – wszystko to artykuły konsumpcyjne społeczeństwa amerykańskiego, przedmioty pop.

Dla kontrastu powiedzmy sobie, że w tym samym czasie (nieco wcześniej) powstawał manifest futuryzmu, platforma hunwejbinów komercjalizmu. Znów Pedia: Założeniem futuryzmu było „patrzenie w przyszłość”, odrzucanie przeszłości i tradycji. Futuryzm w swoim żywiołowym manifeście proponował unicestwienie akademii, bibliotek i muzeów, winnych jego zdaniem utrzymywania i utrwalania kultury przestarzałej i niedołężnej, a przez to szkodliwej i niebezpiecznej. Futuryści zawładnęli w pełni sferą estetyki. Wierzyli w profetyczną rolę artysty, którego uznawali za prawdziwego przewodnika duchowego i demiurga nowego społeczeństwa.

Oto głosi ślepy na Wielką Pętlę pisarz Filippo Tommaso Marinetti, pierwowzór futurysty:

1.      Chcemy wyśpiewywać miłość do niebezpieczeństwa, praktykę energii i zuchwałość.

2.      Podstawowymi elementami naszej poezji będą odwaga, śmiałość i bunt.

3.      Dotąd literatura wychwalała pełen zadumy bezwład, ekstazę i sen, my zaś chcemy sławić agresywny ruch, gorączkową bezsenność, gimnastyczny krok, ryzykowny skok, policzkowanie i cios pięścią.

4.      Oświadczamy, że wspaniałość świata wzbogaciła się o piękno prędkości. Samochód wyścigowy z bagażnikiem zdobnym w grube rury jak węże o buchającym oddechu, samochód rozgrzany do czerwoności, który wygląda jak pędzący pocisk piękniejszy jest niż Nike z Samotraki.

5.      Chcemy śpiewać na cześć człowieka trzymającego kierownicę, której idealna oś przecina ziemię, a ta z kolei wystrzelona krąży po swej orbicie.

6.      Trzeba, by poeta podejmował wysiłki z zapałem, błyskotliwością i roztropnością, aby podsycać entuzjastyczny zapał pierwotnych żywiołów.

7.      Jedynie walka jest piękna. Arcydziełem jest tylko to, co ma agresywny charakter. Poezja musi być gwałtownym szturmem na nieznane siły, ma zmuszać je, by leżały pokornie przed człowiekiem.

8.      Jesteśmy na samym krańcu przylądka wieków! Wczoraj umarły Czas i Przestrzeń. Żyjemy już w absolucie, stworzyliśmy już bowiem wieczną i wszechobecną prędkość.

9.      Chcemy wysławiać wojnę – jedyną higienę świata – militaryzm, patriotyzm, niszczycielski gest anarchistów, piękne idee, które zabijają, oraz głosić pogardę dla kobiety.

10.  Chcemy zniszczyć muzea, biblioteki, zwalczyć moralizm, feminizm i wszelkie przejawy oportunistycznego i użytkowego tchórzostwa.

11.  Będziemy wyśpiewywać na cześć wielkich tłumów wzburzonych pracą, przyjemnością lub buntem, wielobarwnych i polifonicznych fal rewolucji w nowoczesnych miastach, arsenałów i fabryk wibrujących nocą pod gwałtownie rozświetlonym blaskiem elektrycznych księżyców, na cześć żarłocznych dworców, wężów, które kopcą, fabryk zawieszonych pod chmurami na sznurkach dymów, mostów skaczących jak gimnastyk nad diabolicznym ostrzem rozświetlonych słońcem rzek, awanturniczych parowców węszących po horyzontach, żelaznych koni zaprzęgniętych do długich rur i na cześć szybowcowego lotu aeroplanów, których śmigło łopocze jak chorągiew i hałasuje jak oklaski rozentuzjazmowanego tłumu

Futuryści i im podobni – siedząc w środku wehikułu – nie widzą, nie chcą widzieć, że pędzi on wstecz: ważne dla nich, że tak ładnie pędzi…! Płaskomózgowie owo doprowadziło ich do poparcia Duce, bo ten to w ogóle był artysta!

Zwieńczeniem – jak dotychczas – komercjalizmu jest fenomen kodu kreskowego, który obrazuje komercjalizację informacji. Przeciętny zjadacz chleba pojęcia nie ma, jak wiele informacji znajduje się w prostym obrazku, wymyślonym w 1932 roku przez grupę studentów pod kierunkiem magistranta MIT Wallasa Flynta (http://www.moyak.com/papers/history-barcodes.html ). Dziś kod kreskowy – to niezwykle skomplikowany, rozbudowany fenomen, na którym można robić zarówno kariery finansowe, jak też naukowe.

Wielkie poczucie humory wykazują ci, którzy potrafią wznieść się ponad zniewolenie kodami kreskowymi i żartują zeń sobie: http://publications.webnode.com/news/śmieszne-kody-kreskowe/ .

Czytelnik sam widzi, że komercyjny kierunek rozwoju ludzkości nie działa: efekt masowości i taniości produkcji niczego dobrego nie przyniósł, a energia nasza (pokoleń) i czas trawione są na sprawy co najmniej bezsensowne, jeśli nie tragicznie kosztowne.

Tu przerwę. Rzecz się pisze…