Obiecywałem sobie, że już nigdy nie będę zajmował się tym pustosłowiem z Davos. Nie wytrzymałem. Biję się w piersi. Ale też targowisko próżności, które się tam rok rocznie urządza, powinno spotkać się z jakąś ripostą. Oczywiście, tylko dlatego, że jeden z dni poświecony został Chinom.
I tutaj pierwsza sprawa- a tych będzie w tekście kilka. Otóż : „Wiele uwagi poświęcono Chinom i temu, w jaki sposób Państwo Środka może pomóc rozwiniętym gospodarkom w Europie i Ameryce uniknąć nowej recesji” - relacjonuje gospodarz debaty Associated Press. To jakaś perwersja! Debata jest poświęcona Chinom, a gospodarzem debaty jest amerykańska agencja prasowa.
To tak jakby w Davos miała miejsce debata o Polsce a gospodarzem debaty była np. Komsomolskaja Prawda. Jakby nam się to podobało? No przecież piszczelibyśmy z zachwytu nad tak wspaniałym pomysłem. Nieprawdaż?
Myślę, że Chińczycy też byli z tego powodu przeszczęśliwi.
A później było już tylko przyjemniej- oczywiście zaproszonym Chińczykom.
Organizatorzy zapewne zdecydowali, że jeśli oddelegowani do Davos chińscy oficiele nasłuchają się różnych mniej lub raczej bardziej durnowatych zarzutów, to ruszą ich wyrzuty sumienia, przyjadą do siebie do Pekinu, zrobią tzw.jaśminową rewolucję, która marzy się różnym kretynom przynajmniej od roku i ochoczo zaczną wdrażać dezyderaty, które usłyszeli w Davos. Dezyderaty równie głupawe, jak ci którzy je wygłaszają. Chiński naród tylko na to czeka. Z utęsknieniem!
Pierwszy, ale wcale nie najgłupszy z nich, to zarzut eksportowania nadwyżek finansowych chińskiego handlu zagranicznego w świat. No przecież jak można, mając taką furę pieniędzy, wybierać się w świat na zakupy i kupować, kupować: a to przedsiębiorstwa, a to długi państwowe, a to pola naftowe czy inne dobra, które mają inni i chcą je sprzedać, żeby mieć pieniądze. No jak można tak postępować? I w dodatku po niskich cenach! (Tak brzmiał zarzut!) Jeśli już koniecznie chcą kupować , to powinni przepłacić co najmniej w dwójnasób. No i to – zdaniem dyskutantów w Davos- miałoby sens. Śmiać się czy płakać?
Tutaj by się przydało zacytować powiedzenie z mojego dzieciństwa, które jest zupełnie niepoprawne politycznie (a jak czytelnicy wiedzą, ja staram się jak mogę...tyle, że chyba nie mogę), ale za to oddaje istotę sprawy: co wolno wojewodzie, to nie tobie mały smrodzie. No bo to co było i jest oczywiste dla tzw. rozwiniętych demokracji lub tych państw, które są za takie uważane, nie może- to oczywiste- być stosowane w odniesieniu do takich państw jak Chiny. Przecież to jasne. No widział kto, żeby tego nie rozumieć?
Dalej, było już tylko ...lepiej- oczywiście. ”Dyrektor generalny Światowej Organizacji Handlu (WTO) Pascal Lamy powiedział, że Chiny nadal będą miały "problem z publiczną percepcją" ze względu na inwestycje za granicą. Sposobem na złagodzenie niepokojów reszty świata wywołanych "ekstrawaganckimi korporacyjnymi zakupami" Pekinu mogłoby być jego bardziej otwarte podejście do kwestii ubóstwa w jego własnym kraju - dodał Lamy”. No i widzicie Państwo, jak coś powie taki rozgarnięty –inaczej- przedstawiciel wyższej rasy, to od razu wiadomo czego się trzymać. Jako ze jestem: starym, biednym i ze wsi- w przeciwieństwie do młodych, wykształcony z wielkich miast- więc musiałem to zdanie Czcigodnego Kretyna przełożyć na własny język. I wyszło na to, że ci Chińczycy nie powinni wyściubiać swojego żółtego nosa poza granice kraju, tylko pilnować własnych interesów tamże, a najlepiej, jak wezmą p. Lamy, w roli eksperta, dadzą mu kilka milionów dolarów i wtedy On Im pokaże! Oj, pokaże. I udowodni, że nic nie jest dane raz na zawsze. Że trzeba się pilnować i to mocno, bo przyjdzie taki Lamy i znowu WSZYSCY będą jeść garstkę ryżu raz dziennie. No ale za to, jego konto będzie grubsze. Przecież nie Chińczycy są ważni, WAŻNY i MĄDRY inaczej jest p. Lamy.
Kolejny dyskutant, dyrektor zarządzający Uniwersytetu Yale Richard C. Levin zasugerował, że może nie jest tak źle, że Chińczycy inwestują na całym świecie, ponieważ po jakimś czasie jak rząd już się obkupi, to zostanie parę centów dla tej biednej chińskiej ludności. Stwierdził też, że "jakiś ułamek tych bilionów (dolarów) mógłby zostać wykorzystany na rynku wewnętrznym", mając na myśli resztki po chińskich wydatkach za granicą.
Dlaczego ja u licha, nie jestem jakimś dyrektorem tfu, tfu, zarządzjącym! Przecież ja takich kretynizmów nie powiedziałbym nawet będąc nawalonym jak stodoła, przy stole „u cioci na imieninach”! Czy ten p. Levin trzy lata temu, gdy chiński rząd przeznaczył prawie 600 mld $ na stymulację rynku wewnętrznego, był na narkotykowym haju? Albo miał głowę miedzy nogami swojego sekretarza? Tak czy siak, bredzi jak nieprzytomny, licząc na to, że ci, do których mówi, przytakną mu w każdej okoliczności.
No, czas na wyższe loty. W pewnym momencie głos zabrał przedstawiciel najstarszej demokracji świata, brytyjski PM Cameron. Jako, że Brytyjczyk, więc musiał pokazać, że „British is the best” i stwierdził, że „kapitalizm państwowy” w Rosji i Chinach jest niczym w porównaniu z „prawdziwym kapitalizmem rynkowym”. Jak to przeczytałem, to musiałem siąść i na płacz mi się zebrało. No bo ja, głupi, do tej pory byłem pewien, że chiński eksperyment gospodarczy nie tylko nie ma na razie żadnej rozsądnej nazwy, ale nawet nie jest skończony. Ba, on się dopiero wykształca! Nie można go nijak zdefiniować! A w ogóle stawianie pospołu, zarządzania chińską gospodarką z rosyjską, to ...Matko Boska- ja nawet nie znajduję słów... A tu p. Cameron mówi mi pośrednio, że ja nic nie wiem. Że jestem nieukiem. Ale on, Brytyjczyk to wie lepiej, duuuuużo lepiej. I masz ci babo placek. (już się boje, bo czy to przypadkiem nie seksizm?)
Ale najważniejsze są wartości. Ma się rozumieć „zachodnie wartości”. I tych Pan Cameron będzie pewnikiem bronił, jak własnej kieszeni. No i kraje wolnorynkowe, "powinny powstać i głośno bronić swych wartości". Panie Cameron, ja mam do Pana tylko jedno pytanie. Małe pytanie. Bo ja jestem mały polski chłopek i niczego nie rozumiem. Jak Wy możecie powstać, skoro Wy leżycie i kwiczycie? Leżycie finansowo i w każdej innej dziedzinie na obydwu łopatkach i kwiczycie o pieniądze od tych biednych Chińczyków. A te Wasze wartości widać na przykładzie przerabianym teraz w Polsce. Te wartości nazywają się teraz ACTA.
No i co- ja się zapytuję?
Ale to dopiero były przystawki. Główne danie przyszło później. Pan Thorning-Schmidt, premier Danii, którego kraj sprawuje obecnie rotacyjną sześciomiesięczną prezydencję w UE, chciałby możliwości "zwiększenia współpracy" z Chinami, dodając, że kraj powinien "być częścią rozwiązania". Oczywiście, jak nie wiadomo o co chodzi, to oznacza, że chodzi o pieniądze. Chodziło o to, aby rząd Chin poczuł się odpowiedzialny za świat, a w szczególności za UE i wysupłał trochę grosza na pomoc dla biednych, bo głupich Europejczyków. I tu odpowiedział mu Pan Li Daokiu, profesor ekonomii na Tsinghua University i doradca do spraw polityki banku centralnego Chin.
Powiedział On, że w Pekinie nikt nie zmienił polityki w stosunku do udziału w ratunkowym finansowaniu Europy, ale podkreślił: "Muszą być spełnione pewne warunki". Po pierwsze, UE musi opracować własny SKUTECZNY pakiet ratunkowy, a po drugie, wysiłki te muszą być wielostronne, a nie tylko dwustronne. Po trzecie dodał: obecnie kraje europejskie kontrolują ponad 40 procent głosów w MFW. W domyśle- a My co?
"To rozsądne, że Europa wykazuje wolę (aby scedować prawa do głosowania na wierzycieli)"- powiedział profesor. "(Chiny) mogą zaoferować pomoc, ale potrzebujemy także pewności ze strony europejskiej. Europa nie może prosić o pomoc, bez podejmowania własnych działań. Trzeba pomóc sobie bezpośrednio, lecz również poprzez reformy (w MFW- Międzynarodowy Fundusz Walutowy)." Chodziło o to, co powyżej, w domyśle.
Jak by na to nie patrzeć: strasznie i śmiesznie.
Jedni przy okazji tego spędu, krytykują Chiny, gdzie się da i za co się da.
Inni proszą o pomoc.
Jestem chyba z jakiejś innej planety, bo raczej takim nieskoordynowanym działaniom nie wróżę powodzenia. Szczególnie, gdy odbiorcami tych działań są Chińczycy. Bo Oni od bardzo dawna, postrzegają nas jak barbarzyńców i chyba niestety mają coraz więcej racji, a my dostarczamy im wciąż nowych argumentów.

Zaciekawiło mnie jednak ostatnie zdanie podsumowujace Pana wypowiedz: "Bo Oni od bardzo dawna, postrzegają nas jak barbarzyńców i chyba niestety mają coraz więcej racji. "
Otoz nie ma Pan tu racji. To Chiny kopiują Europe Zachodia i Stany we wszystkim: od ubrań, gadzetow, sposobów na prowadzenie biznesu, zachowań....tid. Kultura "chińska" została w 200% zdominowana przez amerykańska z jej własnej i nieprzymuszonej chęci. I więcej, Chińczycy chca byc bardziej amerykanscy niz Amerykanie. ( Podobnie jak Japonczycy od 20 lat).
Niestety to oni sa "barbarzyńcami".
Ma Pna bardzo europocentryczne widzenie świata. A to przeszkadza w oglądzie innych kultur.
["JEŚLI TRAFISZ MIĘDZY WRONY
MUSISZ KRAKAĆ TAK JAK ONE"]
Człowiek nieuświadomiony krytykuje to co jest związane z Chinami... i to mnie boli. Powtarzam nauczmy się najpierw Chin, a potem pouczajmy innych!
;)