Choć do wyborów pozostało jeszcze parę dni, to już dziś można z bardzo dużym prawdopodobieństwem założyć, że przejdą one do historii z powodu masowej nieobecności Polaków przy urnach. Nie jest to dobra prognoza dla tych, którzy „trzymają” władzę w Polsce i starają się kontrolować większość ważnych procesów społeczno-politycznych. Bo jeśli nawet bojkot nie będzie w stanie zachwiać zarówno jawną, jak i utajnioną elitą władzy, to potwierdzi on zdolność Polaków do zrywania się z łańcucha destrukcyjnej dla nich indoktrynacji. Tak czy inaczej polityczne przesilenie nadchodzi do Polski wielkimi krokami. Pytanie tylko, czy bezpośrednim impulsem do niepokojów społecznych stanie się katastrofa finansów państwa i widmo głodu patrzące w oczy milionom polskich rodzin, czy też do nieuchronnej destabilizacji sytuacji w naszym kraju doprowadzą gwałtownie zaostrzające się konflikty o wymiarze globalnym.
Kryzys funkcjonowania Unii Europejskiej wchodzi dziś w ostatnią fazę, która zadecyduje o rozkładzie jej dotychczasowej formuły i upubliczni nowe, gotowe już, ale sprzeczne z sobą pomysły na kolejne lata. Polityka niemiecka już została zmuszona do podjęcia próby przyspieszonej konsumpcji koncepcji Mitteleuropy. Zbyt dużo bowiem Berlin zainwestował sił i środków w zdominowanie narodów Europy Środkowo-Wschodniej, by po raz kolejny obejść się smakiem. Na przeszkodzie Niemcom stoi nie tylko równie zainteresowana tą częścią Europy polityka rosyjska, ale i cała potęga ponadnarodowa potęga zatruta ideą budowy Stanów Zjednoczonych Europy, a kryjąca się dziś za fasadą Paryża. Jakby tego było mało, sytuację w Europie komplikuje rosnąca pozycja Turcji, która już teraz stała się liderem świata islamu i – wykorzystując gwałtowny spadek autorytetu stojących u progu wojny domowej USA – mocno angażuje się w zmianę układu sił nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale i całym fermentującym świecie arabskim. Kwestią najbliższego czasu jest ostre upomnienie się Turcji o Cypr, o który od dawna bez pardonu konkuruje ze znokautowaną dziś Grecją. Jak zachowają się wobec tego nieuchronnego konfliktu państwa europejskie i jak na tę ich postawę zareagują zamieszkujące je mniejszości islamskie? Tak czy inaczej konflikt (konflikty?) zbrojny jest w Europie tylko kwestią miesięcy.
Wydaje się wielce prawdopodobne, że oficjalne instytucje reprezentujące państwo polskie wepchną nas w koalicję interesów proniemieckich. Zadecyduje o tym nie tylko wysoki poziom zgermanizowania gospodarki i mediów, ale przede wszystkim misternie utkany, gęsty splot powiązań naszej klasy politycznej ze swoimi decydentami zza Odry. Niemiecka dominacja i uzależnienie od niej wszystkich obszarów życia publicznego prowadzić będzie do wzmocnienia haseł separatystycznych, a w konsekwencji do prób utworzenia kilku autonomii terytorialnych ciążących ku politycznym związkom z odtwarzającą się Rzeszą. To z kolei doprowadzi do wrzenia patriotycznej części społeczeństwa polskiego.
Wielcy tego świata już przygotowują różne scenariusze swoich działań, wprowadzając korekty zależne od bieżącego rozwoju wydarzeń. Odpowiednie instytucje naszego państwa z pewnością skrycie podejmują podobne przedsięwzięcia. Z tym, że gorączkowe prace sztabów kryzysowych nie mają na celu ochronienia żywotnych interesów Polski, ale wyłącznie utrzymanie optymalnej kontroli nad społeczeństwem. Zapewne już znaleziono odpowiednich odtwórców głównych ról, umiejętnie łączących cechy wymagane od ulicznych trybunów ludowych z bezgranicznym posłuszeństwem wobec swoich promotorów. Konsekwencją ograniczenia się do takich działań będzie to, że o sprawach polskich decydować się będzie ponad naszymi głowami, a to nigdy nie wychodziło nam na dobre.
Jak zatem dziś ma wyglądać polityka polska? Cóż robić, by politycznie zyskać na zbliżającym się międzynarodowym konflikcie? Czy dziś, po upływie stu lat, jesteśmy w stanie powtórzyć sukces działań podjętych środowisko patriotyczne skupione wokół Romana Dmowskiego, które tak mistrzowsko rozegrało wojenne poróżnienie największych wrogów naszej niepodległości? Trudno tu o optymizm. Klasę polityczną należy in gremio uznać za wrogą, a liderzy większości grup o patriotycznych konotacjach nie są w stanie podjąć ze sobą współpracy. Brakuje nam umiejętności myślenia strategicznego i prakseologicznego działania. Tak naprawdę nic nie rokuje naszego sukcesu. Może poza jednym: bojkot wyborów po raz pierwszy ujawni olbrzymi ładunek społecznego niezadowolenia graniczący z otwartym buntem wobec rzeczywistości. To wielki potencjał polityczny. Jeśli uda się zgryzotę dnia codziennego przekuć w patriotyczną retorykę tłumu, a nasłanych agitatorów skutecznie odizolować, odsłonią się przed Polską nowe horyzonty, nowe szanse i nadzieje. Będą one w nas rosnąć wraz z wiatrem przynoszącym coraz intensywniejszy swąd palącego się świata. Starego świata.

Pomyślmy...
Nieobecność przy urnach jest korzystna dla PiSu.
Zatem twierdzi pan, że PiS i jego sitwy trzymają władzę w Polsce?
Ciekawa sprawa...
zabraklo Ci logiki
Ty z Wyborczej ? Bo braki w logice najczesciej prezentuja ci ludzie od guru po ciure obozowego
tak juz maja
ciekawe to jest , jak mając tak tępy łeb można było nauczyć się pisać .
Gdzież ta wojna domowa w USA? Kto i o co?
To coś zupełnie nowego...
Od kiedy to Turcja stała się liderem świata islamu? Też wszyscy jakoś to przeoczyli?
"Kwestią najbliższego czasu jest ostre upomnienie się Turcji o Cypr, o który od dawna bez pardonu konkuruje ze znokautowaną dziś Grecją. Jak zachowają się wobec tego nieuchronnego konfliktu państwa europejskie..."
Ten konflikt grecko-turecki trwa już od kilkudziesięciu lat i... nic.
"sukces działań podjętych środowisko patriotyczne skupione wokół Romana Dmowskiego, które tak mistrzowsko rozegrało wojenne poróżnienie największych wrogów naszej niepodległości?"
Cóż, naśladowanie Dmowskiego byłoby polityką poddania się Rosji... czy naprawdę po to się oderwaliśmy od bloku wschodniego, wstąpiliśmy do NATO by wracać pod rosyjską dominację?
Że Ty nie idziesz głosować, to już bojkot.Chyba Ciebie równo POwyginało.
ponieważ całkowicie się z nim zgadzam
Do całej zasadniczo słusznej idei bojkotu napiszę to, co już powtarzam od jakiegoś czasu – bojkot musi być odpowiednio przygotowany i rozpropagowany, tj. trzeba wyjaśnić szerokim kręgom społecznym a najlepiej wszystkim, o co chodzi i dlaczego bojkot. To jest warunek podstawowy realnego działania. Jeśli do wszystkich to dotrze, to wtedy – jak ktos słuszne napisał – będzie mozliwe „policzenie się” ile jest sługusów i zarazem beneficjentów systemu, ktorzy podpieraja go swa frekwencją, a jaki jest opór społeczny. Ale poza pokrzykiwaniem na kilku niszowych blogach nikt nie podejmuje szerokiej akcji uświadamiającej o tym bojkocie. Więc zasadniczo słuszna idea pali na panewce w takich okolicznościach…
Po drugie jesli będzie przygotowany bojkot, to natychmiast trzeba przygotowywać alterntywę dla obecnego skorumpowanego systemu. A „jedyna alternatywa” jest taka, ze musi nastąpić oddolne organizowanie sie ludzi poprzez wszelkie mozliwe organizacje, kluby stowarzyszenia i nawet lokalne, może jeszcze nieskorumpowane oddziały obecnych partyj po to, by z jednej strony w kolejnych wyborach wyłonić prawdziwych lokalnych przywódców i reprezentantów narodu, a nie „partyjnych”, a po drugie organizować sie do różnych działań społeczno – ekonomicznych wobec nadchodzącego krachu euro, krachu swiatowych finansów, widma głodu, nawet wojny, organizować koła samopomocy, dostawy ekologicznej zywnosci od rolników, wymianę towarów i usług, zwiekszenie samoświadomosci, oporu anty NWO, zaplanować odzyskanie państwa i zasobów, zakładów pracy, itp., itd.
Niczego takiego na razie nie widać poza spotkaniem partii i komitetów „wykluczonych” z wyborów 2011, powstania ruchu Urbasia, nowego ekranu itd. To dopiero zalązki.
W takiej sytuacji kompletnego niemalże nieprzygotowania i „działaczy” i społeczeństwa nawoływanie do bojkotu to głupota i agentura, albo czysty „doktrynerski fanatyzm”, bo przeciez lepiej wybrać tych „lepszych ze złych” albo „mniejsze zło” w obecnym systemie. To prawda, ze został omamionemu i skołowanemu komuną społeczeństwu narzucony, ale póki co nie ma sił i wystarczajacej organizacji, by to odrzucić i trzeba w tej grze w brydża z trzema wariatami uczestniczyć, którzy z braku czwartego dopadli przypadkowego przechodnia i sterroryzowali pistoletem, aby był „4tym do brydza”, bo oni „chcą sobie pograć”. A jak sie powie, ze „nie chcę brać w udziału w tej >grze<" to powiedzą, ze oddajesz walkowera i masz płacić… czy grasz czy nie to wynik i tak jest bezsensowny, ale "grając" przynajmniej zyskujesz coś na czasie. A wtedy moze nadejść pomoc, inni mogą pomóc, samemu można coś zrobić, itd.<br /> W naszych warunkach znaczy to przygotować ów bojkot przynajmniej w opisany powyżej sposób, bo inaczej to robota dla wariatów.