Jako że Druga Białoruś, yyy, Yrlandia, jak długa i szeroka żyje zatrzymaniem autora stronki Antykomor.pl, i ja, wiedziony obywatelskim poczuciem obowiązku, postanowiłem wtrącić swoje 3 grosze. Precyzując - zatrzymaniem internauty emocjonują się głównie kaczystowscy opozycjoniści, zwolennicy Partii Miłości przyjęli (niejako w sprzeczności z obecną linią władzy) postawę kibiców piłkarskich, którzy po każdym meczu reprezentacji śpiewają "Polacy, nic się nie stało". Czyżby?

Pewnym pozytywem jest, iż, po czterech latach absolutnej władzy pisowskiej opozycji, pełowskiemu rządowi udało się coś wreszcie zrobić i przy pomocy ABW zatrzymali pisiora. To zawsze jakaś ulga, że rząd coś jednak kontroluje, do tej pory za cienką czerwoną linię, oddzielająca Siły Postępu od moherowej czerni z nazistowskimi pochodniami (i pisowskich handlarzy z Blaszaka) robiła jeno straż miejska HGW, okazyjnie wzmacniana ochotniczymi hufcami Dominika Tarasa. Na tym sukcesie rządu, moim skromnym zdaniem, plusy jednak się wyczerpują, a zaczynają  plusy ujemne całej sprawy.

Po tym co słyszałem o zawartości strony mogę się zgodzić, że podstawy prawne do ścigania jej autora były (art. 2 paragrafu 135 KK). Tylko, że gdy opierając się na tejże podstawie swego czasu wymiar sprawiedliwości ścigał bluzgających na ś. p. Lecha Kaczyńskiego, wszelkiej maści autoryteta moralne, ętelektualiści i całe rzesze Młodych, Wykształconych z Dużych Miast wyły z oburzenia, jak to PiSuary wprowadzają nam państwo policyjne, kompromitują nas na Jamajce i budują Putinland (tak, tak, drogie dzieci, drzewiej bywało, iż płk Putin nie był nam bratem i to obmierzłego Kaczora przyrównywano do nastajeszczowo druga Donalda Franciszka Organu Konstytucyjnego-Tuska). Dziś, ci sami ludzie albo nabrali wody w usta, albo przypomnieli sobie, że "Durex sed lex" (czy jakoś tak) i że Strażnikowi Żyrandola i Pogromcy Kaszalotów należy się szacunek jako głowie państwa. Gdzie był ten szacunek, gdy głową państwa był (cytuję) "cham, dureń, mały, zakompleksiony człowieczek i sk***syn"? Chyba na Jamajce.

Naloty służb o 6 rano, zdaniem przeciwników PiS, miały być kolejnym dowodem na totalitaryzm rządów PiS. Co było oczywistym idiotyzmem, jako że podejrzanych, którzy mogą być potencjalnie niebezpieczni/ dać nogę za granicę/ zdążyć zniszczyć dowody, odpowiednie służby powinny zatrzymywać o porze jaka daje gwarancję skutecznego zatrzymania i może to być właśnie 6 rano - zarówno pod rządami PO, PiS czy Polskiej Partii Monarchistycznej. Jeśli ktoś twierdził inaczej, a teraz (skądinąd słusznie) broni prawa służb do zatrzymywania o 6 rano, to niech dla przyzwoitości (jest takie słowo, nawet autokorekta w Ofisie rozpoznaje) przeprosi za wygadywanie głupot o rządach PiS.

O ile poprzednie zarzuty można traktować w kategoriach humorystycznych, o tyle fakt użycia do zatrzymania internauty ABW już śmieszny nie jest. Tego typu zatrzymań powinna dokonywać policja, ABW (co wbrew pozorom nie jest skrótem od Agencja Bronienia Wąsacza) ustawowo jest do innych celów (bajdełej, naprawdę nasze Bądy i Sztyrlice nie mają pilniejszych zadań przed wizytą Obamy?)

http://www.abw.gov.pl/portal/pl/4/63/Zadania.html

Odnosząc się do dzisiejszych informacji o uprzednim konflikcie antykomorzysty z prawem - ściganie recydywistów też do zadań ABW nie należy. Jedno co mogłoby uzasadnić nasłanie Abwehry na internautę, to uznanie niewybrednych żartów z Antykomora za zdradę tajemnicy państwowej, ale chyba nie o to obrońcom czci Pierwszego Bigosiarza RP chodzi?