Natłok informacji zalewa nas ostatnio, a w takim natłoku szczegóły łatwo uciekają. A przecież diabeł tkwi w szczegółach.... Więc warto je wyłuskać i uwypuklić.
Po pierwsze, ze stenogramów rozmów na "wieży" (które cudów nie ujawniają, bo proszę pamiętać o zeznaniach świadków, którzy mówili, że kontroler kilkukrotnie wychodził z wieży, żeby zadzwonić przez telefon komórkowy - ewidentnie by to co nie trzeba się nie nagrało) wynika jedna konkretna rzecz:
ludzie na "wieży" wiedzieli już o godz. 10:42 że samolot się rozbił i znali dokładną lokalizację wraku. O ile najpierw przez kilkadziesiąt sekund panuje konsternacja i niepewność, już o 10:42:49 pada konkretna informacja wypowiedziana przez osobę o nazwisku Judin: "Posle bliżnego upał, lewieje dorogi" (Spadł za bliższą, na lewo od drogi). Proszę zauważyć: Judin stwierdza nie tylko fakt katastrofy, ale i jej DOKŁADNE MIEJSCE. EWIDENTNIE więc otrzymał w tej sprawie od kogoś telefon lub informację przez radio. Przecież tak dokładnej lokalizacji będąc na "wieży" lub w jej pobliżu NIE MÓGŁ MIEĆ w tej mgle w żaden inny sposób niż otrzymując wiadomość od kogoś z miejsca katastrofy. A więc nie tylko "wieża" wiedziała o katastrofie już o 10:42:49, ale też w pobliżu miejsca katastrofy musiał być ktoś, kto miał z owym Judinem kontakt telefoniczny lub radiowy (a więc nie przypadkowy przechodzień lub okoliczny działkowiec).
Dlaczego ta informacja jest ważna? Bo po raz kolejny udowadnia, że włączenie syren alarmowych i rozpoczęcie akcji ratunkowej dopiero o godz. 10:56(tj. 14 minutpóźniej) musiało BYĆ CELOWE i mieć istotny powód. I ten powód w sposób jeszcze bardziej dobitny uprawdopodobniany jest przez to, że w ciągu pierwszych tygodni OFICJALNIE wmawiano godzinę 10:56 jako czas katastrofy, choć już PÓŁTOREJ MINUTY po katastrofie na "wieży" posiadano tak precyzyjne informacje jak nie tylko jej czas ale i dokładne miejsce. Proszę również nie zapominać, że w ciągu tych 14 minut dezinformowano Polaków oczekujących na Tupolewa na lotnisku - np. załodze Jaka (wg ich zeznań) osoby które wybiegły z "wieży" powiedziały, że Tupolew odleciał. Teraz już wiemy, że nie była to pomyłka lub chaos informacyjny - o katastrofie samolotu i miejscu jego upadku wiedziano DOKŁADNIE w ciągu półtorej minuty, a pilotów Jaka po prostu DEZINFORMOWANO.
Po co potrzebne było te 14 minut? Tutaj musimy wciąż próbować analizować film "1:24", bo to jedyny dowód ukazujący miejsce katastrofy właśnie w czasie tych 14 minut, PRZED ogłoszeniem alarmu - syreny odzywają się dopiero w połowie filmu. Słyszymy strzały, których nie zanegowały dwie analizy (ABW i KGP). Widzimy także - i to WYRAŹNIE (przy poklatkowym przeglądaniu filmu) - przesuwające się, zwisające z góry liny bądź sznury, za którymi przez pewien czas autor filmu podąża kamerą. Jest to rzecz ignorowana i wyśmiewana (choć jest widoczna jak na dłoni i zdecydowanie nie będąca złudzeniem bądź wynikiem "artefaktów" kompresji wideo) , a może okazać się jedną z ważniejszych.
Strzały - dopóki choć jedna analiza ich nie wykluczy - pozostają FAKTEM. I to jest jedna sprawa, szeroko i wiele razy dyskutowana, więc tu ją pominę w kwestii ewentualnego dobijania rannych, natomiast zwrócę uwagę na to, że są dowodem na OBECNOŚĆ SŁUŻB (bo przecież przypadkowi przechodnie nie strzelali), a więc po raz kolejny na pełną świadomość miejsca i czasu katastrofy niemal natychmiast po jej nastąpieniu. Drugą natomiast sprawą jest to, że to właśnie w ciągu tych 14 minut z miejsca katastrofy MUSIAŁ wyparować KOKPIT. I tu w zasadzie nawet nie ma o czym dyskutować. Rosjanie WIELOKROTNIE POTWIERDZILI, że kokpit posiadają (wg ich własnych informacji znajduje się on w ich laboratorium, wg ich własnych informacji sprawdzali w nim kto gdzie siedział, posiadają wszystkie instrumenty z kokpitu jak TAWS, sztuczny horyzont, i tak dalej). Kwestia więc tego, że kokpit się zachował (i to najwyraźniej NIEŹLE, skoro można w nim było nawet ustalić kto siedział na jakim fotelu lub gdzie stał) jest bezsporna. Ale skoro kokpitu NIE MA JUŻ nawet kilkanaście minut po katastrofie (na filmie Wiśniewskiego i innych, nagranych gdy strażacy gasili ogień) więc - powtórzę - MUSIAŁ zostać usunięty z miejsca katastrofy w ciągu owych 14 minut. I tu nie potrzeba dalszych wywodów, bo jest to tak logiczne, że uzasadnia się samo.
Mamy więc już powód tego, dlaczego z ogłoszeniem alarmu, rozpoczęciem akcji ratunkowej oraz poinformowaniem Polaków czekano 14 minut, a następnie przez kilka tygodni próbowano wmówić, że katastrofa nastąpiła o 10:56. Nie jestem w stanie udowodnić, że strzały na filmie to dobijanie tych którzy przeżyli (i tu udowodnić cokolwiek generalnie będzie trudno, bo zawsze będzie mogło to być zbite tłumaczeniem, że strzałami odstraszano gapiów - w końcu to Rosja), ale posiadam PEWNOŚĆ, że czas ten był potrzebny na NATYCHMIASTOWE ZABRANIE KOKPITU, bo jego ISTNIENIE w rosyjskim laboratorium (co sami potwierdzili) w zestawieniu z jego BRAKIEM gdy na miejsce katastrofy dotarli polscy świadkowie i Wiśniewski po prostu INACZEJ WYTŁUMACZYĆ SIĘ NIE DA.
Idźmy dalej. Skoro z miejsca katastrofy w ciągu 14 minut (a zapewne JESZCZE SZYBCIEJ, bo na filmie "Koli" który rozpoczyna się na chwilę przed włączeniem syren kokpitu już nie widać) zdołano usunąć tak DUŻĄ i CIĘŻKĄ rzecz jak kokpit samolotu, to automatycznie pojawia się pytanie: jakim cudem w ciągu kilkunastu minut Rosjanie mogli to zrobić NIE WIEDZĄC WCZEŚNIEJ ŻE KATASTROFA WYSTĄPI? Sprzęt do podniesienia i zabrania kokpitu MUSIAŁ tam oczekiwać, bo inaczej w ciągu kilkunastu minut nawet nie zdążył by tam się znaleźć. I tu problem zamachu powraca jak bumerang, bo skoro sprzęt OCZEKIWAŁ na miejscu to musiano wiedzieć, że będzie (no, powiedzmy: że MOŻE BYĆ, bo zawsze mogło się nie udać) potrzebny.
Problem drugi: PO CO zadano sobie tak OGROMNY TRUD by z miejsca katastrofy NATYCHMIAST zabrać kokpit samolotu? I tu logiczna odpowiedź może być tylko JEDNA: bo w kokpicie są wszystkie instrumenty. Jeśli przy nich było coś "majstrowane" to mogły być WAŻNIEJSZYM DOWODEM niż czarne skrzynki.
I tu dochodzimy do najnowszych informacji zaprezentowanych przedwczoraj. Dowiedzieliśmy się, że "pilot celowo wyzerował wprowadzone ciśnienie do standardowego" (co spowodowało, że wysokościomierz barometryczny zaczął wskazywać wysokość o ponad 100 metrów wyższą od prawdziwej) aby w ten sposób "pozbyć się alarmów TAWS".
Czy aby na pewno? Po pierwsze, alarmów TAWS to i tak NIE przerwało,pojawiają się wielokrotnie nadal, co - gdyby pilot rzeczywiście wyzerował BW świadomie - z pewnością natychmiast wzbudziłoby jego zdziwienie i uwagę, bo skoro dzięki takiemu "zabiegowi" oszukał TAWS na ponad 100 metrów a TAWS mimo wszystko alarmów nie zaprzestał to oznaczać mogłoby to tylko jedno: że wysokość jest DUŻO niższa od zakładanej. Pilot tej klasy co mjr Protasiuk (rzekomo świadomie zerujący ciśnienie, a więc wiedzący jaki jest związek między ciśnieniem a wysokością) po prostu natychmiast by to skojarzył.
Po drugie, dziś TVN24 zaprezentował jeszcze ważniejszą informację - WYMIANĘ ZDAŃ między 1-szym a 2-gim pilotem na temat JARU przed pasem startowym - rozmowę, której w rosyjskich stenogramach NIE BYŁO W OGÓLE, a której NIE ZAUWAŻYŁEM RÓWNIEŻ W PREZENTACJI POLSKIEJ KOMISJI. Nie nagrałem programu więc cytuję z pamięci, ale zdania wypowiedziane przez pilotów brzmiały mniej więcej następująco: "Tam zaraz będzie to zagłębienie" i odpowiedź: "Tak, tam będzie takie to....".
Ta wymiana zdań wskazuje DOBITNIE, że piloci byli W PEŁNI ŚWIADOMI topografii terenu, że PAMIĘTALI o obecności JARU (zapewne z poprzednich lotów) oraz że uważali to za rzecz istotną dla bezpieczeństwa lotu skoro na ten temat w sposób tak wyraźny wymienili ze sobą zdania.
I tu dochodzimy do sedna sprawy.
Jeśli piloci byli w pełni świadomi istnienia JARU przed pasem i uważali to za na tyle istotne by sobie nawzajem o tym przypomnieć, to jest rzeczą niemożliwą by w tym samym czasie świadomie skasowali ustawienie ciśnienia, a co za tym idzie pozbawili się jedynego wskazania wysokości niezależnego od rzeźby terenu. Może zrobiłby to młody pilot szybowcowy w podmiejskim aeroklubie, ale nie dwóch pilotów klasy mistrzowskiej z kilkunastoletnim doświadczeniem. Posądzanie pilota o celowe wyzerowanie ciśnienia w sytuacji gdy WIEDZIAŁ (i uważał za sprawę istotną skoro rozmawiał o tym z drugim pilotem) że za chwilę będzie przelatywał nad tym jarem jest TAK IDIOTYCZNIE BEZSENSOWNE jak dopuszczanie możliwości, że kierowca jadący w nocy 150 km/h nieoświetloną szosą za miastem nagle przełączy się ze świateł drogowych na postojowe by oszczędzać prąd w akumulatorze. KROPKA.
Skąd więc teoria o tym, że to pilot świadomie skasował ustawione ciśnienie? Ktoś po prostu tak ZAŁOŻYŁ, bo dowodów na to po prostu nie ma - bo i skąd, przecież kokpit nie był filmowany. Równie dobrze mogła to być usterka przycisku, który sam "zakontaktował" - miałem kiedyś takiego pilota do telewizora, który sam "lubił" przełączać kanały, bo styk jego przycisku "Channel +/-" stykał od czasu do czasu sam z siebie. Mogła to być również usterka innego elementu elektroniki BW, lub nawet błąd oprogramowania. Ale po prostu NAJŁATWIEJ jest założyć, że zrobił to pilot (przecież się nie obroni i nie zaprzeczy) więc znów ewidentnie idzie się w tym kierunku, próbując nam wszystkim wmówić, że piloci byli IDIOTAMI pozbawiającymi się świadomie odczytu wysokości z BW na chwilę przed przelotem nad jarem O KTÓRYM WIEDZIELI. Otóż są jeszcze w tym kraju ludzie myślący, którzy w taki kanał dać wpuścić się nie chcą.
Skracając wywód, w świetle tego, że obaj piloci wiedzieli o jarze, świadome wyzerowanie ciśnienia jest po prostu NIELOGICZNE. Pozostaje usterka, a co za tym idzie pytanie: samoistna czy przez kogoś spreparowana. A może zakłócenie pracy urządzeń. A z tą usterką nieodparcie łączy się kolejna, zaraz potem: brak reakcji przycisku "Uchod", którego działanie (jak się sugeruje) wyłącznie wtedy gdy na lotnisku jest system ILS wydaje się rzeczą WIELCE NIEPRAWDOPODOBNĄ. Przycisk "Uchod" umieszczony jest w tak eksponowanym i łatwo dostępnym miejscu - na wolancie - gdzie po prostu RZUCA SIĘ PILOTOWI W OCZY i niemal PROSI SIĘ o błyskawiczne naciśnięcie w krytycznej sytuacji, by mógł zostać użyty natychmiast, niemal automatycznie, gdy wymaga tego sytuacja. Związanie jego działania WYŁĄCZNIE z obecnością systemu ILS niejako PRZECZY LOGICE. Proponuję więc daleko idącą nieufność wobec takiego wytłumaczenia braku jego zadziałania i pozostaję w nadziei, że zapowiadany eksperyment z drugim Tupolewem pozwoli to WIARYGODNIE sprawdzić, choć jednocześnie obawiam się, że ze względu na "pobyt" 102-ki w zakładach w Samarze przez 6 miesięcy po katastrofie - jeśli jego niezadziałanie spowodowane zostało "czyjąś" świadomą ingerencją - drugi Tupolew mógł zostać odpowiednio "przystosowany".
Jest jeszcze jeden istotny fakt: bez względu na to, czy ciśnienie zostało skasowane przez pilota czy też w wyniku usterki bądź czyjegoś zamierzonego działania (co w skrócie nazwijmy sabotażem), w "czarnych skrzynkach" zapisał się jedynie sam fakt wyzerowania ciśnienia, A NIE TO CO DO NIEGO DOPROWADZIŁO. I analogicznie z przyciskiem "Uchod" - zapisy FDR czy QAR ukazują jedynie jego użycie, a nie informacje o tym, dlaczego nie zadziałał. Rzetelne ustalenie tego co rzeczywiście spowodowało wyzerowanie ciśnienia czy brak reakcji na "Uchod" wymagałoby sprawdzenia samych urządzeń. Karmieni jesteśmy opowieściami o niezbędności systemu ILS, a w rzeczywistości sprawa mogła być tak TRYWIALNA jak ODLUTOWANIE JEDNEGO KABELKA w przycisku pilota. Pilot wcisnął przycisk, kilka sekund czekał na reakcję, i gdy zorientował się że jej nie ma zaczał odchodzić ręcznie, być może równolegle z próbami wciśnięcia przycisku "Uchod" przez drugiego pilota na jego wolancie...
I w tym miejscu zamykamy krąg i wracamy do początku, tj. do kwestii błyskawicznego usunięcia kokpitu. Tylko jedno uzasadnienie tak szybkiego jego zabrania wydaje się logiczne - zapewnienie, że nikt nie będzie miał dostępu do urządzeń w kokpicie i nikt nie będzie mógł ich zbadać pod kątem przyczyn opisanych powyżej anomalii - wyzerowania ciśnienia i niezadziałania przycisku "Uchod". ŻADNE INNE WYTŁUMACZENIE nie uzasadnia NATYCHMIASTOWEGO zabrania kokpitu z miejsca katastrofy.
I na koniec powtórzę jeszcze raz: już samo to, że kokpit usunięto z miejsca katastrofy w ciągu zaledwie KILKUNASTU MINUT świadczy o tym, że akcja taka musiała być z góry precyzyjnie przygotowana, bo inaczej byłaby FIZYCZNIE NIEMOŻLIWA do realizacji w tak krótkim (a nawet kilkukrotnie dłuższym) czasie. To, że na "wieży" wiedziano że Tupolew się rozbił i gdzie dokładnie upadł już o godz. 10:42:49, a mimo to czekano z ogłoszeniem alarmu do godz. 10:56, w tym czasie DEZINFORMUJĄC znajdujących się na lotnisku Polaków że samolot ODLECIAŁ, fakt ten jedynie POTWIERDZA, tak samo jak to, że przez pierwsze tygodnie (do chwili gdy okazało się, że prawdziwego czasu katastrofy nie da się ukryć, bo tacy świadkowie jak Bater zdążyli się wygadać a Wiśniewski nagrał przylot na kamerze) OFICJALNIE informowano, że katastrofa nastąpiła o 10:56. Strzały na filmie "Koli", bez względu na to czy było to dobijanie rannych czy odstraszanie gapiów są KOLEJNYM POTWIERDZENIEM, że SŁUŻBY były na miejscu katastrofy na długo PRZED TYM gdy oficjalnie ogłoszono alarm, a sfilmowane przez "Kolę" zwisające (i przemieszczające się) liny bądź sznury za którymi przez kilka sekund wodzi kamerą też w tę sytuację się wpisują. Fakt zaś, że kokpit (choć jego istnienie wielokrotnie potwierdzono i oświadczono że znajduje się w "laboratorium" gdzie badano m.in. kto gdzie siedział lub stał) jest częścią wraku której NIKT NIGDY nie widział, ani już kilkanaście minut po katastrofie ani nigdy później (nawet choćby na zdjęciach, których dużą ilość ukazującą INNE części wraku i miejsce katastrofy MAK chętnie publikował) DOWODZI, że dla Rosjan musiało być NIEZMIERNIE ISTOTNE by ukryć go przed jakimikolwiek badaniami, choćby nawet zobaczeniem jego wyglądu na zdjęciach.
Reasumując, poniższe elementy układają się w logiczną całość:
- skasowanie ciśnienia NIE nastąpiło przez pilotów, którzy (w świetle podawanego dziś przez TVN24 cytatu rozmowy między pilotami o nadlatywaniu nad jar) doskonale wiedzieli, że za chwilę znajdą się nad mocno pofałdowanym terenem, a więc nie pozbawiliby się jedynego niezależnego od ukształtowania terenu odczytu wysokości. Wyzerowanie ciśnienia musiało więc EWIDENTNIE nastąpić w wyniku USTERKI, SABOTAŻU lub ZAKŁÓCENIA PRACY URZĄDZEŃ
- niezadziałanie przycisku "Uchod" ze względu na brak systemu ILS wydaje się tłumaczeniem NIEDORZECZNYM zważyszy na jego umiejscowienie i rolę (jest przyciskiem umiejscowionym przed samymi oczami pilota na wolancie, gdzie niejako automatycznie skłania do jego naciśnięcia W KAŻDEJ sytuacji wymagającej błyskawicznego odejścia, a nie wyłącznie wtedy gdy na lotnisku jest ILS). Proszę mnie poprawić jeśli się mylę, ale w czasie produkcji Tu-154 system ILS nie był chyba raczej podstawowym wyposażeniem każdego lotniska w Rosji. Jest więc możliwe, że jego niezadziałanie wynikało z USTERKI, SABOTAŻU lub ZAKŁÓCENIA PRACY URZĄDZEŃ, a tak szybkie i łatwe odrzucenie takiego wariantu przez ekspertów wydaje się pochopne.
- na "wieży" wiedziano już o godz. 10:42:49, że Tupolew się rozbił, a mimo to akcję ratunkową ogłoszono dopiero o 10:56, w międzyczasie dezinformując Polaków, że Tu-154 odleciał. Jeszcze przez kilka tygodni po katastrofie próbowano oficjalnie forsować 10:56 jako czas katastrofy, do czasu gdy okazało się, że manipulacja nie jest możliwa gdyż są świadkowie prawdziwego czasu katastrofy
- w ciągu kilkunastu minut od katastrofy z jej miejsca ZNIKNĄŁ KOKPIT. Nie widać go ani na filmie "Koli", który nagrany został ok. godz. 10:55, ani na kolejnych filmach (Wiśniewskiego i innych), nie ma go na zdjęciach satelitarnych. Na filmie "Koli" widać zwisające i poruszające się liny bądź sznury, za którymi autor filmu podąża kamerą. Film "Koli" dokumentuje również, że na miejscu katastrofy SŁUŻBY rosyjskie były już w chwilę po katastrofie - świadczą o tym strzały (bo przecież przypadkowi gapie-cywile nie strzelali).
- tak błyskawiczne (kilkanaście minut) zabranie kokpitu z miejsca katastrofy DOWODZI tego, że akcja MUSIAŁA BYĆ WCZEŚNIEJ PRZYGOTOWANA, bo inaczej nie byłaby fizycznie możliwa. Sam dojazd nie spodziewających się niczego służb zajałby więcej. Jeśli więc odpowiedni sprzęt był gotowy na miejscu, jedynym wytłumaczeniem jest PRZYGOTOWANIE ZAMACHU.
- zadanie sobie takiego trudu z natychmiastowym zabraniem kokpitu MUSIAŁO MIEĆ CEL. Jedynym sensownym celem jest usunięcie dowodów - uniemożliwienie zbadania urządzeń, które zawiodły. Bez fizycznego i bezpośredniego zbadania urządzeń, wyzerowanie ciśnienia czy niezadziałanie przycisku "Uchod" pozostawiają w FDR i QAR jedynie informację o SAMYM FAKCIE skasowania (się) ciśnienia i braku reakcji na "Uchod", a NIE jakiekolwiek informacje na temat PRZYCZYN tych anomalii. Bez możliwości zbadania urządzeń w kokpicie NIE MA MOŻLIWOŚCI UDOWODNIENIA, że urządzenia te zostały celowo uszkodzone lub zmodyfikowane.
--------------------
P.S. Chciałem w notce zawrzeć dosłowne cytaty (oraz podane dokładne czasy, których nie zdążyłem zapisać) rozmowy pilotów na temat jaru i spodziewałem się zobaczyć na TVN24 powtórkę tej wiadomości. Dziwnym trafem, choć wszystko inne jak zwykle powtarzano wiele razy do znudzenia, ta wiadomość NIE ZOSTAŁA POWTÓRZONA ANI RAZU przez kolejne kilkanaście godzin. Czyżby kontrola przepuściła coś co pójść nie miało i z powtórek już to wycięto?
P.S.2. Wszystkich agentów wpływu i inne lemingi które mają zamiar trollować pod tą notką proszę o rozpoczęcie od odpowiedzi na następujące proste pytanie: jeśli to nie był zamach to JAKIM CUDEM Rosjanie byli w stanie usunąć kokpit z miejsca katastrofy w ciągu kilkunastu minut jeśli nie byli do tego wcześniej przygotowani, PO CO tak ogromny trud sobie zadawali bez powodu, dlaczego "wieża" znając już po 1,5 minuty czas i dokładne miejsce katastrofy czekała 14 minut z ogłoszeniem alarmu dezinformując wszystkich Polaków a następnie przez kilka tygodni OFICJALNIE utrzymując, że katastrofa nastąpiła o 10:56, i wreszcie dlaczego kokpit jest JEDYNYM elementem który CAŁKOWICIE UKRYTO przed jakimkolwiek dostępem i od 9 miesięcy nie pokazano choćby nawet jednego zdjęcia. Bez sensownej odpowiedzi na te proste i logiczne pytania ż żadnym trollem dyskusji podejmować nie będę.
---------------------
A tak z innej beczki, nie można już opluwać gen. Błasika w sprawie rzekomych promili i nacisków bo się okazało że dowodów NIET, więc właśnie w wiadomej telewizji rozpoczęła się nowa kampania: obwiniania go o katastrofę CASY.

http://ostateczne.salon24.pl/270010,odchodzimy-od-kursu-na-prawde
Pozdrawiam
http://www.youtube.com/watch?v=r1zkwStI4Fg
ale oczywiście nie zaszkodzi lemingom powtarzać (do znudzenia)
Pozdrawiam
Sprawa kokpitu jest naprawdę intrygująca i wydaje się być kluczowa;
Informacje medialne i nie tylko jego dotyczące
są sprzeczne - np. Osiecki snuje hipotezę, że w kokpicie w momencie lądowania znajdowali sie pasażerowie, jednocześnie mówi się że kokpit uległ całkowitemu rozpadowi w skutek uderzenia z ziemią,
Szczerze mówiąc nigdy nie słyszałem informacji o posiadaniu przez ruskich kokpitu w labolatorium, przekaz jest taki iż cały wrak spoczywa na płycie lotniska,
jeżeli faktycznie kokpit został zabrany to ruscy muszą odpowiedzieć kiedy i przedstawić zdjęcia;
inaczej sobie tego nie wyobrażam!
Na teraz, tak na szybko,widzę jeden problem:
Jak przed katastrofą przewidzieć w jaki sposób będzie rozczłonkowany i ułożony samolot, co jest konieczne do przeprowadzenia takiej operacji w tak ograniczonym czasie ?
Pozz.
Nie oglądałem, z reguły opisuję WŁASNE przemyślenia. A poza tym, o naciśnięciu przycisku Uchod i wyzerowaniu ciśnienia wiemy dopiero od dwóch dni, na to że na wieży wiedziano dokładnie o katastrofie już po 1,5 minuty dowody mamy dopiero od wczoraj, a o rozmowie pilotów nt. jaru wiemy dopiero od dzisiaj. Nie sądzę więc, że to co napisałem mogło być "opowiedziane już dawno", w każdym razie na pewno nie w oparciu o informacje które pojawiły się dopiero w ciągu kilku ostatnich dni.
Myślę, że po prostu nie chciało się Panu dokładnie przeczytać, a może warto.
Proponuję nauczyć się prostej zasady: jak się czegoś nie czytało (np. bo się panu nie chciało) to proszę nie komentować, bo to jest tak jakby pan dyskutował o smaku czegoś czego pan nie jadł.
I pan wybaczy, ale naprawdę komentarze w stylu że 'nie jestem up-to-date' mnie nie grzeją. Ja pana do odwiedzania mojego bloga nie zmuszam.
A czy Judin wiedział 5 minut po czy 2 dni przed jest dla mnie akurat kompletnie nieistotne. Ja się opieram na tych FAKTACH, które DOWODZĄ, że akcja musiała być planowana (możliwość usunięcia kokpitu w parę minut), a nie na GDYBANIU kiedy Judin się dowiedział. Na razie jest dowód na to że wiedział już o 10:42, a to już mówi bardzo dużo.
Proszę się dalej zajmować hipotezami o inscenizacjach skoro pana bardziej fascynują, a ja się będę dalej skupiał na nudnych i "not up-to-date" faktach, jeśli pan łaskawie pozwoli. Z góry dziękuję.
Dziwię się dlaczego do dnia dzisiejszego nikt nie zapytał prokuratury o to, czy wytypowano potencjalnych sprawców w hipotezie zamachu? Czy w gronie podejrzanych może być strona rosyjska i polski rząd, czyli ci którzy dysponują wszelkimi dowodami w sprawie? Jakie podjęto kroki prawne, by ewentualni podejrzani nie byli sędziami we własnej sprawie?
Myślę, że zawsze jest kilka wariantów. Na przykład: jeśli tak się rozcżłonkował że da się zabrać to zabrać. Jeśli nie to wysadzić w cholerę.
Skąd ta informacja?
Zgodnie z raportem:
"10:43 - ogłoszenie alarmu przez kierownika RPSB i wydanie rozkazu do wyjazdu zmiany
dyŜurnej;
10:46 - wyjazd samochodu Kamaz-43108 oddziału poŜarniczego jednostki wojskowej
06755 na miejsce zdarzenia lotniczego;"
______________________
Chyba jednak nie, ślady po materiałach wybuchowych to najmniej pożadana rzecz na miejscu katastrofy.
Oczywiście z perspektywy ew zamachowca...
Pozz.
Pytać można, ale odpowiedzi raczej trudno się spodziewać. Właśnie podano, że prokuratura po raz kolejny odmówiła przesłuchania Tuska.
Eeee tam. Po pierwsze, kto miałby je wykryć, skoro archeologów wpuszczono dopiero po 6 miesiącach wiatru, deszczy i innych tam takich.
Po drugie, nie bez kozery ktoś podał przykład bomby termobarycznej, po której pozostaje co najwyżej smród paliwa.
Wszak inne katastrofy tutek pokazują, ze lądowanie w zagajniku taką tutkę tylko "podrapie".
O właśnie, całkiem dobra metoda na oddzielenie potrzebnego kokpitu od niepotrzebnej reszty.
chodziło raczej o główne założenia, typu: po co było potrzebne oszustwo z czasem katastrofy, do czego zostały użyte liny i czy mogły się tam pojawić, gdyby tragedia zaskoczyła naprawdę wszystkich.
Niektórych po prostu nie zaskoczyła - i to zasadniczo wyjaśnia sprawę.
Jeszcze jedno - jeśli dopuszczamy możliwość, że czekiści sfałszowali stenogram, czyli wypadałoby założyć, że również zapis VCR'a, to naprawdę nie można traktować innych zdarzeń które pojawiają się w mediach, typu "Uchod", typu "wyzerowanie" ciśnieniomierza, typu "Odchodzimy" - za absolutne PEWNIKI.
Pewnikami natomiast są (co do których między nami panuje zgoda):
- zmiana 8:56 na 8:41
- film Koli i "fruwające liny" (na marginesie: z filmu Koli wynika wprost, że "gdzieś" wiedziano niemal natychmiast o miejscu tragedii)
- brak kokpitu
Dlatego nich tylko można opierać solidną konstrukcję logiczną i główną narrację. Jak słusznie zauważa A.Ścios - reszta może (choć oczywiście nie musi) być tylko elementem starannie zaplanowanej dezinformacji.
nie jest moją intencją wytykać coś lub sprzeczać się o detale, moją intencją nie jest się wyprowadzić aparatowi sowieckiej dezinformacji w pole.
Zgodnie z raportem:
"10:43 - ogłoszenie alarmu przez kierownika RPSB i wydanie rozkazu do wyjazdu zmiany
dyŜurnej;
10:46 - wyjazd samochodu Kamaz-43108 oddziału poŜarniczego jednostki wojskowej
06755 na miejsce zdarzenia lotniczego;"
Próbuje mi Pan powiedzieć, że powszechny alarm, który widzieli i słyszeli wszyscy na lotnisku, był o 10:43, a następnie przez miesiąc oficjalnie podawano godzinę katastrofy jako 10:56? Wolne żarty.
To chyba było raczej odwrotnie - raport dopasowano tak by TERAZ wskazywał 10:43 gdy już nie mieli wyjścia i musieli przyznać, że katastrofa była o 10:41. W raporcie nie mogli oficjalnie, na piśmie stwierdzić, że akcja ratunkowa zaczęła się po kilkunastu minutach, bo to by się pod sąd kwalifikowało. Są procedury które regulują czas w jakim ma rozpocząć się akcja ratunkowa.
Niech pan sobie obejrzy filmy dostępne w Internecie - Wiśniewskiego i innych, i niech Pan sam sobie skalkuluje po ilu minutach taki Wiśniewski mógł dotrzeć z hotelu na miejsce, po ilu pojawiły się karetki i straż, itp.
Bezkrytyczne przyjmowanie raportu MAK raczej do niczego Pana nie doprowadzi.
Dalej w raporcie:
"10:55 - przybycie pierwszego zespołu straŜackiego z PCz-3, podano dwa strumienie
GPS-600 (pianowe) i 2 strumienie SWP;
(...)
"10:58 - przybycie na miejsce zdarzenia lotniczego pierwszej brygady medycznego
pogotowia ratunkowego;"
Skąd wziąłeś swoją informację, że alarm ogłoszono o 10:56?
Samolot "nie wisiał" dwie minuty w powietrzu....
Stąd kontrola lotów mogła wiedzieć gdzie się rozbił.
Jak już Pan operuje stenogramami z wieżyc proszę zauważyć , że straż została zawiadomiona od razu więc nie wiem skąd 10:56.
Kokpit nawet Miller wie gdzie się znajduje , ale PiS zamiast zadawać konkretne pytania skupia się na jątrzeniu przez co mamy o tym wiedzę z konferencji Millera sprzed kilku miesięcy. Zapewne Polacy też badali urządzenia , ale o to trzeba się pytać a nie uprawiać propagandę wyborczą.
a teraz knot za knotem...
Pozz.
Pozdrawiam!
W pełni się zgadzam. I oczywiście świadom jestem tego, że wszystko co się pojawia może być wrzutką obliczoną na dezinformację i wywołanie zamieszania. Skoro mogą być takie wrzutki jak słowa gen. Błasika czy pilotów których nigdy nie wypowiedzieli (np. "Tak lądują debeściaki", "Wkurzy się jeśli" itp - nota bene, wszystkie te JUŻ OBALONE teksty jak GŁUPI plótł dziś z mównicy sejmowej Borowski vel Berman) i potem okazuje się że czegoś takiego w ogóle nigdy nie było, to taką samą wrzutką może być Uchod, skasowanie ustawienia ciśnienia, czy COKOLWIEK innego.
Ale ja do tego podchodzę inaczej. Słyszę coś nowego to staram się to spasować z resztą. Jeśli się potem okazuje że to była wrzutka, lewizna, to po prostu o tym zapominam i zajmuję się nowymi rzeczami. I tak do upadłego. Po prostu SPRAWDZAM każdy wariant, na zasadzie teorii. Mniej więcej tak samo robi każdy oficer dochodzeniówki :-) Czasem trzeba skonstruować po kolei dwadzieścia wersji a dopiero dwudziesta pierwsza jest ta właściwa...
Co nie znaczy, że we wszystko bezkrytcznie wierzę. Jak to Komoruski zacytował w USA (myśląc, że to "rosyjskie przysłowie ludowe") trzeba ufać ale sprawdzać :-)
Samolot "nie wisiał" dwie minuty w powietrzu...."
Przy założeniu, że oba zegary miały ustawiony ten sam czas.
A ja piszę o tym, że na lotnisku alarm NIE został ogłoszony o 10:43 bo od 9 miesięcy wiadomo, że syreny zawyły o 10:56, co było potem podawane jako godzina katastrofy.
Ale Pan się chyba obudził dopiero dzisiaj.
Skąd wziąłeś swoją informację, że alarm ogłoszono o 10:56?
Z autopsji. Pół roku było wałkowane.
A tak na marginesie, skoro twierdzisz, że alarm był jeszcze wcześniej, to jednocześnie JESZCZE BARDZIEJ skracasz czas na usunięcie kokpitu z miejsca katastrofy.
Może pokusisz się więc o wyjaśnienie JAKIM CUDEM wyparował w kilka minut? Bo jak strażacy zaczynali polewać ogień (co jest uwidocznione na kilku filmach) to kokpitu już NIE BYŁO.
Od tego może zacznijmy, bo to najistotniejsze, a później będziemy się rozwodzić nad detalami.
Samolot "nie wisiał" dwie minuty w powietrzu....
Pewnie że nie wisiał, bo W OGÓLE go tam nie było. W chwili zerwania linii energetycznej Tutka jeszcze dalszej radiolatarni nie minęła na wysokości prawie pół kilometra. Linię zerwało coś innego, lub ktoś inny. Kolejna rzecz wałkowana od pół roku.
Ależ ja też tak podchodzę! (vide: ostatnia moja notka, starająca się różne rzeczy ze sobą spasować - chyba się udało)
:)
Pozdrawiam serdecznie
ORKS
Stąd kontrola lotów mogła wiedzieć gdzie się rozbił.
Ja doceniam twoją przenikliwość w najmniej istotnych detalach, ale raczej wolałbym od ciebie usłyszeć jakim cudem kokpit zabrano w paręnaście minut, bo TO wymaga wyjaśnienia, a nie czy o samolocie Judinowi zgłosiła obsługa NDB czy babcia Swietłana, która akurat z pieskiem Wową wyszła na łąki obok lotniska na spacer.
Skup się na rzeczach ISTOTNYCH, a nie na pierdołach.
Jak już Pan operuje stenogramami z wieżyc proszę zauważyć , że straż została zawiadomiona od razu więc nie wiem skąd 10:56.
Jak już jesteś taki przenikliwy to zrozum, że po 9 miesiącach stenogramy można było ułożyć pod potrzebny wariant w niemal dowolny sposób, więc się ich nie czepiaj jak tonący brzytwy bo się możesz pokaleczyć.
"Kokpit nawet Miller wie gdzie się znajduje"
Ale mnie nie obchodzi czy on wie. Ja chcę wyjaśnienia jakim cudem już kilkanaście minut po katastrofie KOKPITU NIE BYŁO na miejscu. ODFRUNĄŁ do laboratorium?
ale PiS zamiast zadawać konkretne pytania skupia się na jątrzeniuKokpit nawet Miller wie gdzie się znajduje , ale PiS zamiast zadawać konkretne pytania skupia się na jątrzeniu przez co mamy o tym wiedzę z konferencji Millera sprzed kilku miesięcy. Zapewne Polacy też badali urządzenia , ale o to trzeba się pytać a nie uprawiać propagandę wyborczą.
Trol warning, a następny będzie ban. Guzik mnie obchodzą Twoje antypatie polityczne. O meritum proszę.
a teraz knot za knotem...
Proszę nie czytać. Jest Pan masochistą, że dręczy się pan knotami?
Tyle ekip, tylu gapiów, każdy pstrykał zdjęcia i choćby na jednym nie pojawił się cień kokpitu.
Wszystko to wskazuje na celowe działania, wcześniej zaplanowane niestety:((
Pozdrawiam serdecznie
Nie wydaje mi się by był to kokpit. Proporcje zupełnie się nie zgadzają. Proszę sobie na jakimkolwiek zdjęciu zobaczyć jakiej wielkości jest kokpit Tupolewa i porównać to z tym co widać na filmie, szczególnie z kołami które są obok. Kokpit byłby kilkakrotnie większy. I to nie jest kwestia odległości/perspektywy bo to jest zaraz za podwoziem.
Dodam jeszcze,ze na filmie Andreya ewidentnie słychać poslkie dialogi
Tak, to prawda. Na pewno nie tyle ile co poniektórzy słyszą, ale co najmniej dwa zdania są ewidentnie po polsku, przede wszystkim owo sławne "Uspokój się". Jest to tak wyraźne, że nawet głuchy usłyszy. Co jednak nie przeszkodziło by ci co ostatnio robili analizę oświadczyli, że tam po polsku nic nie ma.
Na jaką i kogo się analizę filmu 1.24 się Pan powołuje???
Wczoraj słuchałem debaty,ale w trakcie odpowiedzi ministrów rządu na zadane pytania.Minister Sikorski wprost pytał,jak posłowie opozycji(PISu) wyobrażają sobie stosunki polsko-rosyjskie,gdyby uznać zamach na prezydenta RP?I chyba tak to wygląda,choćby były ewidentne dowody na zamach to takich nie opublikują za cenę stabilizacji.I tak będzie również z kokpitem i pańskimi pytaniami o niego i wiele innych.Jedyna nadzieja,że ktoś ze strony polskiej lub rosyjskiej w najbliższych latach puści parę z ust jak to naprawdę było...
Pzdr.
No właśnie. Tylko dziwne jest to, że ANI RAZU nie zostało to juz powtórzone. Zaczynam myśleć, że ktoś wypuścił coś co nie miało iść w eter i szybko to usunięto.
Przecież oni byli doskonale zorientowani topograficznie.
Zgadza się. To była konkretna wymiana zdań na temat tego, że zaraz nadlatują nad jar. Pierwszy stwierdził, że zaraz będzie jar, drugi to potwierdził. Podawane były dokładne czasy, których nie zdążyłem zapamiętać. Siedziałem potem jak głupi i czekałem - WSZYSTKO INNE powtórzyli ze trzy razy, a to znikło...
Już mi się wydawało, że się przesłyszałem, ale teraz Pan potwierdził, to co słyszałem.
Potwierdzam, jak najbardziej. Ale jeśli to się więcej nie pojawi to będziemy mieli dowód na totalną manipulację informacją. Może telefon dostali po emisji że to miało nie iść?
Była ostatnio druga analiza wykonana przez Kryminalistykę Komendy Głównej Policji.
Minister Sikorski wprost pytał,jak posłowie opozycji(PISu) wyobrażają sobie stosunki polsko-rosyjskie,gdyby uznać zamach na prezydenta RP?
A ja bym zadał Sikorskiemu inne pytanie: ilu jego zdaniem Polaków musieliby Ruscy zabić (nawet ujmując rzecz czysto teoretycznie, po prostu żeby poznać opinię pana ministra) by on uznał, że już można (i trzeba) zareagować? Skoro Prezydent i 95 innych osób (w tym całe dowództwo wojska i wielu urzędników, także ministrów) to za mało to ilu by potrzeba? 22.000 jak w Katyniu czy jeszcze więcej? Może przeciętnej wielkości miasto wojewódzkie, np. po uderzeniu uzbrojonym w głowicę jądrową Iskanderem? Dobrze by było wiedzieć.
Kokpit jest na lewo od podwozia - troche w glebi. Tyl samolotu, statecznik jest na prawo od podwozia i salonki. Co na miejscu katastrofy robi kokpit od innego samolotu niz TU-154.?
Pozdrawiam!
Pozdrawiam!
Z Sikorskim jak i całą ferajną jest tak,ze dla nich nie ma Polski,Rzeczypospolitej Polskiej jako takiej ze swą historią i patriotyzmem!Dla nich to jest taka firma,w której robią przekręty bez jakiejkolwiek odpowiedzialności za podejmowane decyzje.To nie jest żaden twór demokratyczny,raczej mafiokratyczny.Oni już chyba nawet są zdolni do fałszowania wyborów,bo władzy oddać nie mogą,nie teraz,nie kiedy tyle piwa naważyli...
Dziękuję i serdecznie pozdrawiam!
I to jeszcze jak zabawne! Powtarzanie z uporem maniaka, że Seremet to "człowiek wyznaczony przez Lecha Kaczyńskiego" jest wprost groteskowe. Lech Kaczyński jako Prezydent mógł jedynie wybrać jednego z dwóch PRZEDSTAWIONYCH mu kandydatów, więc wybrał, na zasadzie mniejszego zła. Nie mógł powołać swojego kandydata - miał jedynie wybór spośród przedstawionych mu osób...
A twierdzenie, że prokuratura jest niezależna podczas gdy budżet prokuratury ustala rząd, a wojskowych prokuratorów się awansuje na generałów na samym początku śledztwa to naprawdę jest niezły dowcip.
Teraz Rosjanie twierdza, ze wlasciwie nic z tego kokpitu nie ztalo.
Musialabym poszukac, ale wiem, ze czytalam to i podawalam gdzies te info.
Z tak fatalnej kopii przemielonej przez konwersję YouTube nie da się tego ocenić w zaden sensowny sposób więc ja w to na tym etapie nie wchodzę, bo z tych pikseli możnaby w zasadzie ułożyć wszystko.
Trzebaby w końcu dotrzeć do osoby która jako pierwsza wrzuciła to na YouTube (użytkownik "rastych"). Przecież gość jest do namierzenia przez Google w kilka minut - prawdziwe nazwisko, miasto, nazwa Skype, email... Przecież może mieć oryginał i informację skąd film wziął. Dziwne że nikt tego nie robi, bo gość jest naprawdę prosty do namierzenia.
Natomiast jeszcze co do filmu, te liny/sznury są czyste, ostre i wyraźne, i tu nie ma mowy o jakieś pikselozie z powodu kompresji - to jest wyraźny obiekt na tle białego nieba, więc o tym można mówić nie jako o złudzeniu, ale o jako faktycznym obiekcie sfilmowanym przez kamerzystę, który ewidentnie śledzi ruch tych lin kamerą.
w pewnym momencie i rzeczywiście widać było biegnącą osobę koło gondoli,ale oczywiście to mógł być ratownik,ktoś z Rosjan.
Tam jest dość sporo osób, które widać wyraźnie. Przede wszystkim tych przechodzących za kołami, ale także jedna osoba która zeskakuje z odwróconego do góry nogami ogona samolotu. Akurat te osoby są na tyle wyraźne, że to nie ulega żadnej wątpliwości.
Co do całej reszty rzekomych machających rąk i takich tam, nie wypowiadam się bo ja tego nie widzę. To znaczy widzę coś, co może być w zasadzie wszystkim, bo po prostu jakość kopii jest fatalna po rekompresji YouTube.
----
Muszę niestety wyjść, więc na resztę postów będę mógł odpowiadać dopiero po południu.
Bo tego nie było ani w ruskich stenogramach ani w polskiej prezentacji przedwczoraj. To się pojawiło w TVN24 po raz pierwszy - no i okazuje się że jak dotąd jedyny.
Gdyby to miała być celowa wrzutka, to by ją wałkowali do bólu, bo wrzutka jest po to by ją ludzie widzieli. Skoro to natychmiast znikło to mogło być wypuszczone przez pomyłkę - wypsnęło im się.
Pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze ktoś to zauważył i nagrał, albo chociaż zapisał czasy w jakich te zdania padają. Ja nie zdążyłem, a i nie starałem się bo byłem pewien, że jak wszystko w tej stacji będzie to powtórzone 20 razy... A tu cenzura...
Cóż można żałować ,że zwykle ogadając tv nie włącza się automatycznie nagrywania:) ...ale i bez tego bardzo wartościowa i logiczna analiza
Pozdrawiam
Jesli to rzeczywiscie byl helikopter podnoszacy kokpit i wywozacy go gdzies, to nasuwa mi sie kolejna mysl.
- Ten helikopter musial byc duzy (10-20ton udzwigu) poniewaz nie mogli wiedziec jak duzy kawalek kokpitu i kadluba samolotu sie odlamie, no chyba ze ladunki wybuchowe jednak byly uzyte ktore gwarantowaly miejsce odciecia kokpitu od kadluba. Ale tego argumentu nie zamierzam bronic poza jedynie sugestia, ze moglo tak sie stac.
- Podnaszac kokpit, helikopter ten musial byc na sporej wysokosci aby nie byl zauwazalny w sensie halasu przez nikogo z ziemi. Jaka moglaby byc wysokosc? Mnie sie wydaje ze 500m+++
-Skoro mamy juz napewno jeden helikopter, to moze bylo ich wiecej i moze byly ustawione "nad sciezka" tupolewa a ich ciag zlokalizowany nad pewnym odcinkiem tejze sciezki mogl spowodowac ze tupolew nadlatujac pod nimi zostal przez ulamek sekundy zepchniety w dol. Zepchniety przez ped powietrza jak i chwilowe zachwianie nosnosci skrzydel. Ten dystans zepchniecia ze 100m wysokosci decyzyjnej mogl wystarczyc aby nie mozna bylo go juz wyprowadzic o wlasnych silach z tej pulapki
-Nastepnie po katastrofie, sposrod kilku helikopterow, wszystkie odlatuja poza jednym z przygotowanym takielunkiem linowym aby sprawnie wyciagnac kokpit z pobojowiska i go gdzies wywiezc
Ciekawą sprawą jest też samolot, który pojawia się nad Siewiernym i łączy z Pliusninem o 8:10. Pytają o pogodę, choć nie zamierzają lądować. Przysłała ich Moskwa. Pojawienie się tego samolotu dziwnie koresponduje z zapisami z kokpitu (10:27:58 - "zakonczyłem zrzut, zniżanie na wschód"), które zniknęły zarówno z prezentacji MAK, jak komisji Millera. To też jest sprawa bardzo ważna dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy.
Może tutaj uda się komuś odszukać rozmów pilotów o jarze...
"8.39.54
AZ: Czterysta metrów.
8.40.02
RG: Tam jest obniżenie.system TAWS: TERRAIN AHEAD („ziemia przed tobą”)
8.40.04
RG: Tam jest obniżenie Arek.
8.40.06
AP: Wiem, zaraz będzie. Tam to jest taki.
RG: Może coś się.
8.40.09
Wieża: Cztery na kursie ścieżce."
Pozdrowienia
Od początku sposób w jaki starano się przykryć tą "katastrofę", świadczy jednoznacznie o ZAMACHU, a sprawcy nieświadomie, mimo coraz większego wkładu w zamglenie istoty tego CZYNU, stają się żałośnie "rozebrani".
To zasługa również Szanownego Autora.
Dziękuję za tą notkę, pod którą podpisuję się dwoma rękami..
Pozdrawiam.
Z przyciskiem Uchod sprawę można podzielić na 2 elementy
1. Czy działał poprawnie
Tu moim zdaniem sprawa jest prosta. Potrzebujemy do tego nie Tupolewa tylko instrukcji i dokumentacji (krótko mówiąc papierów).
Dokumentację polska strona jak rozumiem posiada (no chyba ,że o to nie zadbaliśmy tzn. ,że latamy tym sowieckim złomem "na wyczucie" i sami odgadujemy jak działa. Ale jeżeli tak jest to niezależnie od tego jakie były przyczyny katastrofy wina po stronie Polskiej jest bezsporna)
Dokumentacje i instrukcje BARDZO DOKŁADNIE badamy. Jeżeli jest gdzieś tam napisane "Uchod bez ILS'a nie działa" to znaczy ,że "przycisk zachował się poprawnie" a piloci nie byli dobrze wyszkoleni (bo powinni byli od razu odchodzić ręcznie).
A jeżeli nie ma tam niczego takiego to znaczy ,że UCHOD POWINIEN DZIAŁAĆ A NIE ZADZIAŁAŁ (czyli nastąpiła awaria)!!! Albo ,że PILOCI MIELI PODSTAWY ŻEBY UZNAĆ , ŻE UCHOD ZADZIAŁA (tzn. zachowali się prawidłowo i nie popełnili błędu).
Jedno i drugie ustalenie oznacza ,że strona Rosyjska ma spore kłopoty.
(bo albo sprzedali nam niesprawny samolot albo maszynę z różnymi "tajnymi" nieudokumentowanymi opcjami)
2. Jakie były przyczyny niepoprawnego działania przycisku UCHOD
Hmm tu zaczynają się schody. Bo bez zbadania dosłownie każdej najdrobniejszej części tego się nie ustali.
Przyczyną nie musiał być "agent Misza" dysponujący przecinakiem.
Trzeba pamiętać ,że na krótko przed katastrofą samolot zderzył się z ptakiem. A poza tym "Iwan lutujący kabelki" mógł coś pomylić w czasie remontu.
Tak jak powiedziałem trzeba zbadać każdą najdrobniejszą nawet część.
Pozdrawiam
V
przeczytałam notkę ,, od deski do deski '' - jest logiczna i zrozumiała dla laików.
bardzo dziękuję
pozdr.
jestem ja i wszyscy którym dałem namiar na wasze wypowiedzi-a wielu z nich to nie obrażając ich to zwykłe jak to ujmujecie lemingi ,którzy po lekturze WASZYCH tekstów zaczęli inaczej patrzeć na świat - pod wielkim wrażeniem WASZEGO zaangażowania w tą sprawę .tak dalej
a teraz mój skromny może pomysł. pamiętacie katastrofy naszych iłów za czasów komuny? inżynierowie na przekór wszystkim i wszystkiemu doszli do powodu, którym był fakt forsowania gwałtownego silników .....co było przyczyną awarii
i teraz ta pierwsza wrzuta że samolot był sprawny w konfrontacji świadków którzy mówili o tym samym .........
Jasne, a Rosjanie przewidzieli, że Iwan coś popsuł, samolot się rozbije i dlatego czekali na niego z potrzebnym sprzętem, żeby w trymiga odciągnąć i zabezpieczyć kokpit.
Czytam intensywnie różne notki i komentarze u wielu blogerów - tu i w innych miejscach - ale nie trafiłem na info ani wiedze, ze 25 osób przeżyło. Gdzie można zapoznac sie z bodaj doniesieniami? Na podstawie czego az taka pewnosc?
Dzieki za info.
Pozdr
Za to kawalek kadluba z kokpitem to mysle ze bez problemu.
Może "zabezpieczali" materiały które miały dla nich wartość wywiadowczą (telefony, komórki,laptopy, notatki itp.)
W Tupolewie takich materiałów było naprawdę sporo. Dzięsiątki rosyjskich szpiegów musiałoby się narażać przez lata żeby zdobyć porównywalne informacje.
A może "zabazpieczali" to co ich zdaniem mogłoby obciążyć ich fabrykę albo wieżę (tzn. brali w panice "jak leci" to co ich zdaniem mogło się zepsuć licząc ,że im się uda "zabezpieczyć" tą właściwą część)
Będą dowody będzie rozmowa. Na razie wiemy za mało
Pozdrawiam
V
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,8968858,Rozmowy_miedzy_pilotami_Tu_154__Jaka_40_i_wieza_kontroli.html?as=12&startsz=x
8.39.45 ATC: Podchodzicie do dalszej, na kursie ścieżce, odległość sześć.
8.39.46 2 Pilot: Dalsza.
8.39.50 1 Pilot: Cztery.
8.39.54 Nawigator: Czterysta metrów.
8.40.02 2 Pilot: Tam jest obniżenie.
TAWS: TERRAIN AHEAD
8.40.04 2 Pilot: Tam jest obniżenie Arek.
8.40.06 1 Pilot: Wiem zaraz będzie. Tam to jest taki.
2 Pilot: Może coś się.
8.40.09 ATC: Cztery na kursie ścieżce.
8.40.14 2 Pilot: Dwa - osiem - zero.
8.40.16 Nawigator: (?) Trzysta.
8.40.19 Nawigator: (?) Dwieście pięćdziesiąt metrów.
8.40.21 Nawigator: Dwieście pięćdziesiąt.
8.40.22 ATC: Trzy na kursie ścieżce.
8.40.27 ATC: Reflektory włączcie.
8.40.28 Nawigator: Dwieście.
TAWS: TERRAIN AHEAD
2. jaka jest wiarygodność informacji o rzekomym posiadaniu kokpitu ?
Zapewne duża część z pasażerów tego lotu została w zabranej części z KOKPITEM. a potem pod osłoną nocy "odpowiednio spreparowana" dowieziona na miejsce ZAMACHU.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101222&typ=po&id=po01.txt
2. Dywagacje na temat wysokościomierza barometrycznego są bezprzedmiotowe, skoro załoga i tak kierowała się wskazaniami radiowysokościomierza. Wskazuje na to nagłe "opadanie" samolotu po komendzie "Odchodzimy", którego nie da się wyjasnić inaczej jak przyjmując, że to nie samolot zaczął opadać, ale to teren zaczął się nagle podnosić, co samo przez się implikuje używanie radiowysokościomierza. Problem polega na tym, że nawet kierując się tylko jego wskazaniami załoga mogłaby uniknąć katastrofy, gdyby do miejsca wysokości decyzyjnej doleciała po ścieżce, a nie pod nią.
3. teoria zniknięcia kokpitu opiera się na założeniu, że Rosjanie ze szwajcarską precyzją ściągnęli samolot w wybrane przez siebie miejsce. Czy coś takiego jest w ogóle możliwe, zwłaszcza w takich warunkach, na takim sprzęcie, jak wówczas?
4. Kolejny problem to zachowanie kontrolerów - tak nie zachowują się wyrachowani kilerzy.
5. Skąd pewność, że kokpit rzeczywiście zabrano? Czy jakieś filmiki z internetu to nie za słaba przesłanka dla takiego wniosku?
Z zapisów rozmów z wieży wynika, że kontrolerzy nie mieli zielonego pojęcia, co stało się z samolotem. Nie wiedzieli nawet, czy doleciał do bliższej radiolatarni. O ile fakt przelotu w pobliżu radiolatarni można ustalić na podstawie rozmowy z ludźmi z obsługi tej radiolatarni, to fakt upadku w pobliżu drogi mógł zauważyć tylko ktoś, kto był mniej niż dwieście metrów od tej drogi. Bo taka była widoczność.
Kontrolerzy zeznali że zniknął 1,5-1,7 km od pasa. Przez dłuższy czas nie wiedzieli, co się z nim stało, czy minął bliższą. Nie czytał pan tych stenogramów, a komentuje pan.
"teoria zniknięcia kokpitu opiera się na założeniu, że Rosjanie ze szwajcarską precyzją ściągnęli samolot w wybrane przez siebie miejsce."
To nieprawda. Najważniejszy jest czas mobilizacji i koncentracji sił w rejonie tajnej akcji, a nie to czy śmigłowiec znajdował się w pobliżu jaru, czy miejsca katastrofy. Jest w stanie przelecieć w ciągu kilkunastu sekund ten dystans.
"Kolejny problem to zachowanie kontrolerów - tak nie zachowują się wyrachowani kilerzy."
Akurat ten, który naprowadzał samolot zachowywał się cynicznie: "Chuj go wie, gdzie się podział"
"Czy jakieś filmiki z internetu to nie za słaba przesłanka dla takiego wniosku?
To nie jest filmik z internetu. Dwie niezależne ekspertyzy potwierdziły jego autentyczność.
Trzeba by jakąś sztuczną mgłę stworzyć na obszarze kilkudziesięciu, jeśli nie kilkuset kilometrów kwadratowcych, potem naświetlić pilotów jakimiś promieniami albo przejąć kontrolę nad ich umysłami, żeby podjęli próbę lądowania. No no bez tego żaden urwany kabelek na nic by się nie zdał.
Jeżeli nie potrafisz objąć umysłem powyższej notki, a lubisz rozwiązywać zagadki zajmij się poniższym materiałem:
http://www.youtube.com/watch?v=FgBxXvMMPmQ&feature=related
później podziel się wnioskami, a zrobisz większy użytek dla ludzkośći niż pisząc wszystkie poprzednie komentarze;
pozdrawiam
no i co z tego, taka jest arytmetyka demokracji, że mogą iść na przekór faktom w zaparte i nic im nie zrobimy.
" ja zwróciłem uwagę na ręke która robi wyraźny ruch"
film koli jest takiej jakości, że nie stanowi żadnego dowodu. Cyfrowa matryca, ruch obiektywu, stratna kompresja. Ludzie mogą w nim widzieć wszystko, jak w kalejdoskopie. Każdy z tych ruchomych cieni może być tym, o czym ludzie mówią, jak również może być tylko produkcją wynikającą z zastosowanej techniki filmowania.
"
I to jest cała bezradność sfery sieciowych komentatorów.
Tuż po katastrofie, pierwszego dnia, były zeznania naocznego świadka, który widział lecący samolot bez statecznika.
No i co ? Nikt nie nagrał. Nikt nie był zaintersowany. Nawet PiS, chociaż pierwszą rzeczą, którą powinien zrobić, to zdobyć nagrania emisji wszystkich stacji z pierwszych paru dni.
"16:59 - przybycie na miejsce AP śmigłowca Mi-26 z lotniska Dobrynskoje (JW 42663)
okręgu Władimirskiego z ratownikami na pokładzie – 3 ludzi;
(...)
19:00 - początek załadunku ciał ofiar do śmigłowca Mi-26;
19:36 - przybycie na miejsce AP śmigłowca Mi-26 (nr 06285) z lotniska Astafjewo"
Jak ktoś chce się bawić to może poszukać czy numery się zgadzają z tym sfilmowanym.
Z autopsji. Pół roku było wałkowane."
Nie wiedziałem, że byłeś na miejscu w momencie zdarzenia.
Wskazywałyby istotnie na zamach.
Warunkiem jednak powodzenia akcji była gęsta mgła.
A gdyby jej nie było?
Tak, to jest kolejny bardzo istotny wątek, który nadal trzeba uważnie śledzić. Jest sprawą oczywistą, że zgłaszano wykonanie ZRZUTU czegoś lub kogoś w najbliższej okolicy, bezpośrednio przed przylotem Tupolewa.
Widzę, że w temacie notki nie masz nic do powiedzenia, a jedynie uparcie zaśmiecasz dyskusję. Więc do (nie)widzenia.
8.40.02
RG: Tam jest obniżenie.system TAWS: TERRAIN AHEAD („ziemia przed tobą”)
8.40.04
RG: Tam jest obniżenie Arek.
8.40.06
AP: Wiem, zaraz będzie. Tam to jest taki.
DOSKONALE, dziękuję! Najwyraźniej to w prezentacji komisji Millera przeoczyłem, ale TO BARDZO DOBRZE, że to tam jest. Kolejna ważna sprawa, która w takim razie jest już POTWIERDZONYM FAKTEM.
A więc mamy już OFICJALNIE UDOKUMENTOWANE, że piloci byli W PEŁNI ŚWIADOMI istnienia tego jaru i dodatkowo sobie o tym przypominali przed dolotem do niego.
I w tym miejscu wszystkie powtarzane miesiącami "koncepcje" o tym jak to jar zmylił pilotów, jak nie wiedzieli że tam jest, jak to wysokościomierz radiowy ich oszukał itp. po prostu BIORĄ W ŁEB. I - tak jak napisałem w notce - byłoby idiotyzmem przypuszczać, że przed samym jarem pilot świadomie wyzerował sobie BW.
A skąd to wiemy? Nie słyszałem byśmy mieli logi TAWS czy FMS.
Po prostu wkleja się kod wyświetlany na YouTube po naciśnięciu tam przycisku "Umieść". Można ewentualnie zmienić szerokość na 500 pixeli żeby się tu zmieścił - pod kodem na YouTube jest taka mała tabelka gdzie można wpisać rozdzielczość.
To wcale nie musi być takie proste. Nasze Tupolewy przechodziły tyle modyfikacji, że były jednymi z najlepiej wyposażonych istniejących Tu-154. Zmiany obejmowały także układ autopilota. Może być więc tak, że jego funkcjonowanie było wielokrotnie zmieniane / "unowocześniane", ale dokumentacji nikt nie uaktualniał, w każdym razie tej ogólnodostępnej. To były bardzo specyficzne egzemplarze modyfikowane INDYWIDUALNIE - miały już niewiele wspólnego z seryjnymi.
Tu mógłby się jednoznacznie wypowiedzieć chyba tylko inny pilot TEGO Tupolewa, ale oni wyraźnie nie chcą mówić.
Dokumentację polska strona jak rozumiem posiada
O ile ktoś ją w ogóle UAKTUALNIAŁ gdy robione były modyfikacje. Bo wcale bym się nie dziwił gdyby nie. A w każdym razie nie w formie JEDNOLITEJ, pełnej dokumentacji całej awioniki. Może się okazać, że każda modyfikacja, każde nowe urządzenie i funkcja to był jakiś osobny dokument.
Ale oczywiście w pełni się zgadzam, trzeba koniecznie sprawdzić dokumentację. Jeśli wyraźnej i jednoznacznej informacji o tym, że Uchod działa tylko z ILS nie ma, to winy pilotów również nie ma.
Jakie były przyczyny niepoprawnego działania przycisku UCHOD
Hmm tu zaczynają się schody. Bo bez zbadania dosłownie każdej najdrobniejszej części tego się nie ustali.
I właśnie to może być powodem tak nagłego "zwinięcia" kokpitu i jego ukrywania przez 9 miesięcy.
Przyczyną nie musiał być "agent Misza" dysponujący przecinakiem.
Trzeba pamiętać ,że na krótko przed katastrofą samolot zderzył się z ptakiem. A poza tym "Iwan lutujący kabelki" mógł coś pomylić w czasie remontu.
Dlatego proszę zauważyć, że UCZCIWIE uwzględniłem wszystkie warianty: usterka, sabotaż, lub inna forma zakłócenia pracy.
Tak jak powiedziałem trzeba zbadać każdą najdrobniejszą nawet część.
Tyle że to co się dzieje z kokpitem raczej nie wskazuje byśmy kiedykolwiek mieli mieć do niego dostęp...
Tylko że nawet wtedy, za ciężkiej komuny, byli w tym kraju patrioci, którzy ryzykowali własne kariery (a często i wolność) dla prawdy. A teraz - za demokracji - znajdź w tym kraju eksperta, który zaryzykuje karierę i kasę dla dojścia do prawdy... Za bardzo się przyzwyczaili do życia w luksusach i pełnego konta w banku by podejmować jakiekolwiek ryzyko.
Myślę, że jednak nie. Proszę sobie obejrzeć inną klatkę z innego fragmentu filmu, pod innym kątem. Na tej klatce widać w tym miejscu w tle drugie podwozie, a na przodzie wygięty frament skrzydła i "gondoli" podwozia.
http://images46.fotosik.pl/529/b4bcaf238304560c.jpg
Nie ma tam nic co by przypominało kokpit. Ewidentnie na innych klatkach jest to po prostu złudzenie, wynikające z ułożenia elementów w taki kształt przy patrzeniu pod takim kątem.
Może, nikt nie mówi że nie. Tylko mi jeszcze powiedz skąd się wzięła cała brygada takich speców znających się na "zabezpieczaniu materiałów" we właściwym miejscu i już w PARĘ MINUT po katastrofie i wtedy takie wytłumaczenie mogę przyjąć.
Bo inaczej jakoś do mnie nie trafia, że cały zespół specjalistów od "zabezpieczania materiałów" dotarł na miejsce katastrofy parę minut po niej, jeśli nie wiedział że się wydarzy.
No chyba że ja o tym nie wiem, a w Rosji jest zwyczaj, że służby stoją i czekają na każdy samolot - a nuż spadnie i będzie można coś zabezpieczyć...
Pytanie jest czysto retoryczne, więc proszę mnie zwolnić z odpowiedzi.
. jaka jest wiarygodność informacji o rzekomym posiadaniu kokpitu ?
A choćby z OFICJALNYCH komunikatów Rosjan, że zbadali kokpit i ustalili, że gen. Błasik NIE siedział za sterami. To było zaledwie parę tygodni temu, proszę poszukać w Googlu.
Polskie uwagi są dość profesjonalnie przygotowane. Do wielu rzeczy udało im się dojść, mimo że mają bardzo skąpy materiał dowodowy (co jest oczywiście winą rządu, a nie członków Komisji). I tu jest pies pogrzebany. Bez wraku i skrzynek trudno formułować jakieś jednoznaczne wnioski. W naszym raporcie pewnie będzie ogólne stwierdzenie, że zasadniczej i bezpośredniej przyczyny katastrofy nie udało się jednoznacznie wskazać. Największy szacun dla komisji Millera, że ośmieszyli te wszystkie ruskie wrzutki o naciskach. To akurat nie było po myśli Tuska, że te kwestie wypadły ze stenogramów (może nawet o tym nie wiedział, bo nie czytał przecież raportu).
"Tak, to jest kolejny bardzo istotny wątek, który nadal trzeba uważnie śledzić. Jest sprawą oczywistą, że zgłaszano wykonanie ZRZUTU"
Dzisiaj przeczytałam, że firmą Transaero kieruje Olga Pleszakow, żona Aleksandra Pleszakowa, syna Anodiny (wcześniej Aleksander był przez wiele lat Prezesem tej firmy). A ten samolot, który wypytywał o pogodę miał call sign Transaero 331. Czyli Moskwa wysłała samolot cywilnego przewoźnika kojarzonego z synulkiem dobrej koleżanki Putina. Polecam artykuł "W służbie Kremla" w GP z 19 stycznia 2011, str. 12-13, jest wiele ciekawych informacji.
Nic podobnego. Teoria opiera się na czymś tak oczywistym jak to, że kokpitu nie było na miejscu katastrofy już paręnaście minut po niej (choćby na filmach Wiśniewskiego), choć Rosjanie oficjalnie stwierdzają że go mają, i w nim wykonali badania tego kto siedział za sterami.
Skoro więc kokpit Rosjanie mają a z miejsca katastrofy znikł natychmiast, to przecież nie ODLECIAŁ tylko ktoś go musiał ZABRAĆ, i to w ciągu parunastu minut. Proszę nie kłócić się z faktami.
Kolejny problem to zachowanie kontrolerów - tak nie zachowują się wyrachowani kilerzy
Ale ja nie nigdzie nie twierdziłem, że kontrolerzy byli NA PEWNO świadomi tego co robią. Równie dobrze ktoś mógł im rozkalibrować radar (i dlatego IŁ też się mało nie rozbił) a w kwestii Tupolewa po prostu dostali polecenie by pozwolić mu lądować.
Proszę więc mi nie przyklejać tego czego nie napisałem.
Skąd pewność, że kokpit rzeczywiście zabrano? Czy jakieś filmiki z internetu to nie za słaba przesłanka dla takiego wniosku?
Nie "filmiki z Internetu" lecz choćby film Wiśniewskiego, który - gdyby Pan nie wiedział - jest uznawany za materiał dowodowy przez polską prokuraturę. Proszę mi na nim pokazać kokpit.
"Słowa jednego z kontrolerów o miejscu upadku samolotu nie wymagają wcale założenia, że ktoś go o tym poinformował."
Zadziwia mnie to, jak niektóre osoby uczepiają się NAJMNIEJ ISTOTNYCH detali. To naprawdę mało istotne czy ktoś go poinformował czy sam zgadł. Liczy się to, że na wieży wiedziano o katastrofie i jej dokładnym miejscu już o 10:42:49, choć przez kolejne tygodnie utrzymywano, że wydarzyła się o 10:56.
Czy to naprawdę tak trudno zrozumieć?
Problem polega na tym, że nawet kierując się tylko jego wskazaniami załoga mogłaby uniknąć katastrofy, gdyby do miejsca wysokości decyzyjnej doleciała po ścieżce, a nie pod nią.
Tylko że Pan (nie wiem czy celowo, czy nieświadomie) pomija jedną NAJISTOTNIEJSZĄ rzecz - błędne dane o odległości od pasa podawane przez kontrolera.
To spowodowało, że piloci myśleli, że są kilkaset (z wyliczeń wychodzi ok. 800) metrów BLIŻEJ od pasa niż w rzeczywistości. A to oznacza, że dostosowywali wysokość do takiej BŁĘDNEJ odległości (pozycji na ścieżce). A te 800 metrów daje różnicę wysokości około 50-60 metrów. W miejscu gdzie wg BŁĘDNEJ odległości od pasa wyszedł im punkt decyzji i w związku z tym zeszli na 100-90 metrów, w rzeczywistości byli 800 metrów dalej od pasa (i prawdziwego punktu decyzji), a tam powinni mieć wysokość ok. 150 metrów.
STĄD TO ZEJŚCIE POD ŚCIEŻKĘ - z BŁĘDNEJ odległości podawanej przez kontrolera.
Błąd kontrolera akurat tak "przypadkowo" został dobrany, że punkt decyzji wyszedł im DOKŁADNIE NAD ŚRODKIEM JARU, w najgłębszym miejscu, i NATYCHMIAST PO NIM teren zaczął się podnosić a więc separacja GWAŁTOWNIE SPADAĆ. To był MAJSTERSZTYK.
Przypominam, że wiemy już że piloci WIEDZIELI, że przed pasem jest jar. Czyli dobrze pamiętali topografię terenu. A więc i zapewne pamiętali, że bliższa NDB (a w jej okolicy punkt decyzji) jest już ZA JAREM, na prawie PŁASKIM terenie. Gdy usłyszeli marker fałszywej bliższej NDB (a jego pozycja pasowała do błędnej odległości podawanej przez kontrolera) byli pewni, że JAR JUŻ PRZELECIELI, i są nad PŁASKIM TERENEM. Stąd być może przejście na RW - bo za jarem teren jest już PŁASKI. Ale to się stało w wyniku ZMYLENIA, OSZUKANIA załogi przez kontrolera co do odległości, a nie w wyniku błędu pilota!
Idź trolować gdzieś indziej. PLONK.
A gdyby jej nie było?
To by się ją zagęściło. Np. tym co zgłaszał "BORT" (Zakoncził wybrosku - Zakończyłem zrzut).
Ale tu nie chodzi o to co chcieli, tylko jakim cudem tam byli tak szybko że byli w stanie zwinąć kokpit po paru minutach, jeśli nie wiedzieli wcześniej że katastrofa nastąpi. Wyobraża Pan sobie, że o 10:42 dowiedzieli się o katastrofie a o 10:55 już kokpitu nie było? TELEPORTOWALI SIĘ TAM, a następnie z powrotem z kokpitem, i to wszystko w kilkanaście minut?
Proszę to najpierw brać pod uwagę a dopiero potem całą resztę, już palce bolą od powtarzania tego w kółko.
jakiegoś pomalowanego w polskie barwy Tupolewa.
Całość tego widowiska o katastrofie to jest inscenizowana maskarada.
Łącznie z filmem 1.24
PS
Do mnie znacznie przemawia bardziej wersja zaproponowana przez arturba w jego ostatniej notce na s24.
Mnie chodziło raczej o te całe tabuny ekspertów i pilotów (kolegów śp. załogi) których można codziennie oglądać w TVN24. To co niektórzy z nich opowiadają zakrawa na sowiecką agenturę.
"Dzisiaj przeczytałam, że firmą Transaero kieruje Olga Pleszakow, żona Aleksandra Pleszakowa, syna Anodiny"
Tak, znam ten fakt. Były z tym związane nawet niezłe historie. Anodina (jako MAK) kiedyś uziemiła całą flotę samolotów dalekiego zasięgu posiadanych przez wszystkie inne linie lotnicze (odebrała certyfikację jakiemuś typowi samolotu - już nie pamiętam szczegółów, chyba IŁowi), żeby firma synka przez kilka miesięcy mogła zrobić gigantyczne pieniądze na świeżo zakupionych Boeingach na lotach do Izraela dokąd masowo wtedy wyjeżdżali Żydzi z Rosji.
I takiemu czemuś Tusk oddał całe śledztwo.
Powinni zejść na decyzyjną na podstawie baro i nie ma znaczenia, w jakiej odległości od progu pasa to zrobili.
http://interesariusz.salon24.pl/270447,najkrotsza-notka-nie-dajcie-sie-zwariowac
WIETUTNE BZDURY pan opowiada i samemu sobie pan przeczy. Jeśli najpierw obwinia pan pilotów za zejście pod ścieżkę, a potem pisze pan, że jest OBOJĘTNE w jakiej odległości od pasa zeszliby na 100 metrów to jest pan NIELOGICZNY, albo po prostu pan świadomie manipuluje faktami.
Po to istnieje coś takiego jak ścieżka podejścia, że dla KAŻDEGO punktu na tej ścieżce (a więc odległości od pasa) jest ODPOWIADAJĄCA mu wysokość (wynikająca z kąta ścieżki), i TYLKO W TYM PUNKCIE ścieżki można daną wysokość mieć. Inaczej jest się POZA ŚCIEŻKĄ. Nie można sobie "zejść na decyzyjną obojętne w jakiej odległości" (jak to pan radośnie konfabuluje) bo punkt decyzji jest tylko w JEDNYM, KONKRETNYM punkcie ścieżki i TYLKO W TYM punkcie można mieć wysokość decyzji. Zejście na wysokość decyzji w INNYM punkcie ścieżki (czyli innej odległości od pasa) oznacza WYJŚCIE POZA ŚCIEŻKĘ. I pan to doskonale wie.
Tu-154 zszedł pod ścieżkę bo dostarczano im dane o odległości (naprowadzanie przez operatora RSL, współrzędne progu pasa w karcie podejścia wprowadzone do FMS) utwierdzające ich w przekonaniu, że są o kilkaset metrów BLIŻEJ pasa niż w rzeczywistości byli. Gdy operator radaru podawał im "2 na kursie i ścieżce" w rzeczywistości byli prawie 2,8 km od pasa. I DOKŁADNIE DLATEGO zeszli pod ścieżkę - zeszli na wysokość odpowiadającą pozycji na ścieżce dla odległości 2 km od pasa gdy byli od niego 2.8 km i by być na ścieżce powinni byli mieć wysokość dla TEJ (2.8 km) odległości, czyli dobre 50-60 metrów wyżej.
Ponadto - powtarzam - jak już wiemy ze stenogramów, piloci DOSKONALE znali topografię terenu i wiedzieli, że jest tam zagłębienie i w jakiej odległości od pasa ono się znajduje. Otrzymując błędne dane o odległości (w krytycznej fazie lotu o prawie 800 metrów) oraz mając błędne współrzędne początku pasa wprowadzone do FMS ewidentnie zostali całkowicie zmyleni co do swojego położenia. Z dostarczanych im danych wynikało, że w tym miejscu JAR JUŻ PRZELECIELI, a wiedzieli, że za jarem jest PŁASKI TEREN, nad którym użycie RW na małej wysokości daje BARDZIEJ PRECYZYJNE i PEWNE odczyty niż BW.
Mamy więc ewidentne WPROWADZENIE PILOTÓW W BŁĄD. Jeśli więc załoga przeszła na RW to TYLKO DLATEGO, że została w ten błąd WPROWADZONA i całkowicie zmylona co do swojego położenia.
Z całym szacunkiem, ale to nie jest kwestią tego co się wydaje lub nie, tylko kwestią FAKTÓW.
Mamy oświadczenie Rosjan, że kokpit badają w laboratorium (m.in. w celu ustalenia kto gdzie siedział i kto pilotował samolot). Mamy wypowiedź Łosiewa (emerytowanego pilota, który ma w pobliżu działkę) że na miejscu widział kokpit, a w nim ciała pilotów w fotelach, przypięte pasami.
Tu jest link (podaję celowo do GWna, żeby nie było, że to jakieś "kłamliwe, moherowe, niewiarygodne" źródło:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7853693,Swiadek__w_kokpicie_tupolewa_bylo_cialo_piatej_osoby.html
I teraz proszę sobie to zestawić to z FAKTEM, że NIKT, żadna z osób która była na miejscu katastrofy po około pół godziny od jej zaistnienia, nie widział już kokpitu. Nie ma go też na żadnym nakręconym na miejscu katastrofy filmie. Na obrysie wraku złożonym przez Rosjan na płycie lotniska jest wszystko OPRÓCZ kokpitu.
I tyle. Nad czym więc tu dyskutować. Kokpit BYŁ, widział go świadek kilkanaście minut po katastrofie, jego istnienie i posiadanie potwierdzają sami Rosjanie. Ale NIKT go nie widział już w niecałe pół godziny po katastrofie. Gdy pierwsi Polacy dotarli na miejsce katastrofy po kokpicie (ani po ciałach pilotów które w nim widział Łosiew) nie było już ŚLADU.
Przecież cały ten wrak z kokpitem włącznie zostałby u nich, tylko oni mieliby do tego dostęp i mieliby dużo czasu na "posprzątanie",
Nie o to chodzi. Wystarczyłoby żeby komuś na miejscu katastrofy zaraz po niej udało się zrobić kilka zdjęć lub (np. Wiśniewskiemu) sfilmować wnętrze kokpitu, a z tego możnaby potem odcyfrować wiele rzeczy - wskazania przyrządów, ustawienia przełączników, itp. To właśnie dzięki natychmiastowemu usunięciu kokpitu nie wiemy NIC jeśli chodzi o urządzenia. I już się nie dowiemy, bo sobie Ruscy już wszystko odpowiednio poprzestawiali.
Proszę mnie nie pomawiać o wypowiedzi, których nie napisałem.
Nigdzie nie obwiniałem pilotów o zejście pod ścieżkę.
Nigdy nie pomiawiałem, jak dotąd, pilotów o świadome zejście poniżej 100m.
Staram się nie pisać bzdur, i nie przekonał mnie Pan, że je napisałem.
W moim rozumieniu pańskiej odpowiedzi miesza Pan podstawowe fakty, a ponadto to Pan pomawia pilotów, że lekkomyślnie przeszli na radio-wysokościomierz, ponieważ sądzili, że są już nad płaskim terenem, ba, na dodatek postanowili zejść niżej posługując się radio, którego wskazania były sprzeczne z baro. To Pan oczernia pilotów.
Ponadto pomawia Pan pilotów o to, że po wskazaniu przez kontrolera odległości, ocenili, że są ponad ścieżką i świadomie zwiększyli tempo zniżania we mgle, aby znaleść się na fałszywej ścieżce wskazanej przez kontrolerów za pomocą błędnych danych o odległości.
Z tego pańskiego pomówienia wynika inne. Że piloci byli niedouczonymi sztubakami i nie wiedzieli co oznaczają słowa na kursie i na ścieżce. Tymczasem każde dziecko, które widziło chociażby rosyjską prezentację katastrofy zgaduje, że tak naprawdę to kontrolerzy raportują kąt, pod jakim radar widzi pilotów.
Czyli tak naprawdę, pomawia Pan pilotów, że świadomie zeszli niżej, wprowadzeni w błąd co do odległości, na podstawie radio, zupełnie ignorując wskazania baro i swoją wiedzę o systemie radarowym.
Dalej skomentuję u siebie, gdzie raczył się Pan również wpisać.
Pozastając z szacunkiem dla pańskiej pracy i wypowiedzi, dalej nie zgadzam się z niektórymi pańskimi wnioskami.
PS. A z tym Wiśniewskim to też wg mnie trochę śliska sprawa... Coś jest nie tak z jego filmem, coś jest nie tak z jego zeznaniami (sprawdziłem osobiście). Nie możemy wykluczyć, że ten pan jest TW.
I jeszcze jeden bardzo mały drobiazg mnie osobiście zastanawia... Moment zakończenia nagrywania tego filmu. Jak ja bym był na jego miejscu, to nie wyłączałbym kamery bez powodu. Nagrywałbym do oporu, aż poczułbym, że w tym momencie na prawdę muszę wyłączyć nagrywanie... Jak oglądam jego końcówkę, to zastanawiam się, co spowodowało, że przestał w tym momencie nagrywać. Ani żadnego stresu autora nie widać, ani nic nie wzbudziło jego uwagę, ani żadnego "o kurcze, idą tu...", ani nic podobnego. W przypadku filmu koli da się to zrozumieć. Gość zaczął się ewakuować, był wystraszony, przeklął przed samą końcówką itp.
http://www.tvp.info/opinie/wywiady/gdybym-wiedzial-co-sie-stalo-usiadlbym-i-plakal/1658974
http://www.youtube.com/watch?v=yifz6Se52kE
Film z TU 154 M 102 - Po Komendzie - ODCHODZIMY BIS
Link Film
Kokpit został okryty przed widokiem publiczny - coś w Stylu ukrycia Obrazu w Filmie Vinci - i tak nikogo niedopuszczali do wraku - Zdjęcie satelitarne jest:
Zdjęcie Satelitarne - Kokpitu TU 154M który MAK schował - Gdzie ?
Link
Z Szybkim podnoszeniem się - terenu też jest nie do końca tak:
Film - Ostatnie Sekundy Lotu nad NDB i Komisem - Tak jak TU 154 M
Link Film
@ndb2010@Janosik
Jeśli to co pisze Janosik jest prawdą, a mianowicie, że przycisk UCHOD został wciśnięty, ale nie zadziałał i piloci musieli odchodzić ręcznie wyłączając po kolei wszystkie kanały autopilota, to sekwencja zdarzeń mogła wyglądać tak: Rosjanie faktycznie próbowali... NIISKUNEITI1 07.10.2010 14:39
Dlaczego 0,3 sekundy po Odchodzimy – UCHOD nie zadziałał
Link Film
Napewno mamy logi QAR bo były odczytywane w Polsce oraz kopie FDR i CVR. Gdybyśmy ich nie mieli na pewno by było o tym słychać. Poza tym bez nich nie byłoby przecież tej polskiej prezentacji.
Abstrahując że na zapisie CVR nie słychać ani sygnału przelotu nad tą hipotetyczną fałszywą NDB ani komunikatu z załogi, piloci nie mogli tak postąpić jak opisujesz bo pierwszy odczyt z radiowego to 300m 29s po minięciu dalszej NDB gdy do jaru było jeszcze daleko. Piloci znali odległość między obydwoma NDB więc nie mogli nie być zdziwieni gdyby po około 25 sekundach od minięcia dalszej usłyszeliby sygnał minięcia bliższej.
Ponadto, to tłumaczyłoby zagadkę zatrzymania się zegarka śp. gen Błasika na godz.8:38. I w ten sposób rzekomy sprawca katastrofy, z zagrobu wskazałby faktycznych zabójców...
- z tej strony bliżej do elektrowni atomowej i ciepłej masy powietrza potrzebnej do wywołania mgły,
- być może częstszy kierunek wiatrów zachodnich
- mogą zachodzić obie przyczyny jednocześnie
Oficjalna wersja, że od zachodu nie było NDB wydaje się niewiarygodna, gdyż są one mobilne.