Jest coś jest takiego w tym zapełniającym salon zwany "psychiatrykiem" Narodzie (zwanym przeze mnie "rodactwem"), że czepia się owe rodactwo jak rzep psiego ogona osób wybitnych i szczególnie zasłużonych dla naszego kraju. A im taka osoba dłużej żyje na świecie, tym szczekanie głośniejsze. Tak było w przypadku zmarłej Noblistki i tak jest teraz, z okazji urodzin Profesora, zwanego przez co bardziej zajadłych blogerów - magistrem.
Oczywiście nie uszło uwadze tych kundelków (nie obrażając braci mniejszych), że uroczystośc odbyła się na Zamku Królewskim.
Szkoda, że nie przeciwstawiono Profesorowi z tej okazji innego Profesora, lub ewentualnie jego brata, którzy jak wiadomo swoje urodziny zawsze obchodzili skromnie, w rodzinnym gronie i w dodatku zawsze tego samego dnia, zapewne z powodów oszczędnościowych.
Kiedy w ubiegłym roku, na tymże Zamku Królewskim, wdowa po Prezydencie Kaczorowskim wręczała mojej cioci i jeszcze kilku osobom pamiątkowe medale jako wdowom katyńskim, to ciocię trzeba było bardzo usilnie namawiać, żeby tam poszła. Pewnie nie bez znaczenia był fakt, że w tym roku kończy 100 lat...
A taki młodziak profesor wyprawia sobie balangę w tym miejscu bez krępacji, zupełnie nie zważając na fakt, że na tutejszym salonie jest niezbyt lubiany. Tutejsza gówniarzeria za punkt honoru uznała bowiem deprecjonowanie tego człowieka, bo nie przepada ów "farbowany" profesor za dr. zbawicielem. To zrozumiałe, bo przecież ów doktorat nadprezesa to znacznie większe osiągnięcie niż magisterka profesora, a jego cała droga zyciowa to golgota, w porównaniu z faktem, że były minister nie wyszedł jednak w Oświęcimiu przez komin, a przecież mógł, gdyby się uparł.
W zasadzie pisanie o idiotach to marna sztuka, niezależnie od szlachetności intencji. Jeszcze większym idiotyzmem byłoby cytowanie szczególnie obrzydliwych, czy ewentualnie wyjątkowo kretyńskich "wystąpień" tych kolesi, którzy ze swojej małości uczynili znak firmowy. W zasadzie nie trzeba w ogóle czytać niektórych wpisów, bo już na podstawie nicka czy nazwiska autora można z góry przewidzieć o czym notatka będzie traktowała w przypadku takich rocznic.
Przewidywalność do bólu.
Tak się jakoś składa, że osoby szczególnie zasłużone dla Polski to przeważnie ludzie w podeszłym wieku i być może ten fakt wywołuje wściekłość określonych środowisk, bo jakby się nie starali, to nadprezesa do partyzantów zaliczyć się nie da. Co gorsza, ci którzy najgłośniej ujadają przeciwko autorytetom, często nie pamiętają nawet czasów Gomułki, nie mówiąc o mrocznej epoce okupacji i czasach wojny. Żenujace, bagienne bulgotanie tych prezesowych pachołków i "wolnych strzelców" dowodzi jednego :
Mianowicie faktu, że żyjemy w kraju, w którym pogłębia się podział między społeczeństwem a "Narodem".
Koniecznie pisanym z dużej litery i w cudzysłowiu. Ale cóż poradzić, skoro niektórzy sami się wykluczają, trudno ich siłą z tego umysłowego bagna wyciągać.
Po co więc napisałem to co powyżej napisałem ?
Posłużę się może cytatem z klasyka, bo mi przypasował:
"Jako człowiek światły, długotrwały artysta (jakkolwiek nie mam artystycznych papierów) i obiektywny prawdomówca, wzorem znanych przykładów powziąłem decyzję sporządzić notatkę dla wykorzystania w taki albo inny sposób, żeby to odegrało taką albo inną rolę, nawet historyczną. Albo w druku, jakby kto chciał dobrze wystylować "
J.Głowacki.
A tak urodziny podsumował portal Muzeum IV RP :
19 lutego - nie starając się już nawet ukrywać agenturalnych powiązań znanego żydo-germano-rusofila i wolonofoba Władysława Bartoszewskiego z ogólnoświatowym żydo-masońsko-liberal-postkomu lewicowym antywolskim spiskiem, oficer prowadząca tego politycznego karła i fałszywego profesora z ramienia BND, Angela Merkel, wraz ze swymi pomagierami - Nicolasem Sarkozym oraz osławionym zbrodniczym Judejczykiem, Szymonem Peresem, z okazji rzekomych 90. urodzin zdrajcy, składają mu haniebne "życzenia", w których bezczelnie zamieszczają tak oburzające i godzące w wolską rację stanu głęboko kłamliwe stwierdzenia, jak np.: "uosabia pan gotowość do pojednania, współpracy ukierunkowanej na przyszłość", "pozwalam sobie skorzystać z tej okazji i złożyć panu hołd, jako Europejczykowi", "był pan jednym z pierwszych, którzy zrozumieli, że Europa to przede wszystkim pojednanie", "należy pan do ludzi, którzy uratowali honor Europy w najczarniejszych dniach dziejów", "powinien pan być wzorem dla wszystkich młodych Europejczyków" czy też "jestem dumny, że mogę cię zaliczać do moich przyjaciół"
Trochę w moim stylu :))
Więcej tutaj:
http://spieprzajdziadu.com/muzeum/index.php?title=Muzeum_IV_RP:Aktualno%C5%9Bci

Rozpiera energia, za dużo RedBulu wypiłem...
Ach, jakie te polskie rocznice są wzruszające. Cztery pogrzeby i jedne urodziny.
Dobrze, że nie 90-te :))
:)
Ale je obszedłem... dookoła.
Swoją drogą, świetne miejsce na obchodzenie uroczystości przez osoby niemieckojęzyczne...
Ten nad samą Motławą blisko przepływu ówczesnej Wisły rozebralli gdańszczanie, pewnie im się architektura nie podobała.
Nie to co w Gniewie.
;)
Moze warto byloby o to zapytac szefostwo? Obecnie 80% wpisow to Politbiuro - naczelne zjednoczenie przemysłu nienawiści w salonie.
Odór kocich szczyn bez litości chłosta po zalogowaniu.
Wiec pytam przyjaciela, co jest grane? Dawniej tego nie bylo.
Bylo, ale sie zmylo - mowi. Po 89 r. obowiazuje nowa kultura, demokracja. A chlor to dozorca polewa, bo mowi...cholera panie, szczaja psy i ludzie w windzie.
Nie wiem jak z kotami to idzie...
Nie masz racji, zawsze szczali w windach i robili kupę. Teraz się znacznie poprawiło w porownaniu ze stanem sprzed 30 lat.
-------------
Aż nie chcę w to uwierzyć, to prawie niemożliwe, jak to dobrze że nigdy nie mieszkałem w bloku z windą, a w zwykłym mniej niż pięć lat.
Teraz to się "apartamentowce" nazywa.
Normalniw wstrząs, co ludzie z zacięciem zwykłego motłochu potrafią zrobić...
I to tak normalnie w windzie?
Może z klozetu wyciągali i podrzucali...
Dalej nie chcę uwierzyć...
Prezentujesz typowe pisiowate upodlenie intelektualne
Nie przepadam za masochistami.
Może z klozetu wyciągali i podrzucali...
Dalej nie chcę uwierzyć...
Mnie możesz wierzyć, bo sporo wiem o windach i tym co się w nich działo...
Kiedyś stoimy sobie z kolegą konserwatorem na parterze. Do windy wchodzą dwie nastolatki, tak ok 16-17 lat. Jadą na górę. Po kilku minutach winda zjeżdża z powrotem na parter. Ale one widząc, że dalej stoimy przy drugiej windzie nie wychodzą, tylko jadą na 1 piętro i schodzą na piechotę. Ściągamy windę,a w środku kupa i siku.
A w tzw. podszybiu, czyli w ok 1.5 metrowej przestrzeni na samym dole szybu dźwigowego można było oprócz zwykłych śmieci ( w ilościach czasem wręcz niewiarygodnych ) znaleźć czasem bardzo dziwnie rzeczy. Np. doniczki, stare ubrania, połamane meble, a kiedyś nawet ktoś wrzucił tam stary telewizor. Dewastacje wind to było jedno z ulubionych zajęć nudzących się dzieci i młodzieży i co najmniej połowa przyczyn uszkodzeń wind. A "ludzka" pomysłowość w tym zakresie musiała budzić zdumienie.
No ale to było za Gierka i jeszcze jakiś czas potem. A mój kolega zwątpił i od ćwierć wieku naprawia windy w Nowym Jorku :))
Dobrze mu się podobno powodzi, ale straciłem z nim kontakt, bo bym spytał, jak wyglądają te sprawy tam. Choć sądząc po higienie w kolejce podziemnej, też może być nie za wesoło. Zresztą pewnie jak u nas - zależy gdzie.