W słowie pasterskim na adwent kardynał Stanisław Dziwisz mówił o miłosierdziu wyrażanym słowem. Zalecał usunięcie niektórych zwrotów postrzeganych jako przekleństwa, choć nie zawsze są one wulgarne. I tak, aby nie wspominać złego, diabła czy innego szatana, mówienie "do diabła!" czy "niech to czort weźmie" powinno być zastąpione łagodnymi "kurka wodna" i "o kurczę!".

Na nowo powinniśmy poznać znaczenie słów "przepraszam" i "wybaczam", a co za tym idzienie nie złorzeczyć bliźnim słowami "oby Cię pokręciło". Zabrononione są też wszelkiego rodzaju określenia pań na k., d., a także męskiego organu jako ch., czy k. I tutaj takie pytanie: "poj*bało"?!
Według Andrzeja Bańskowskiego, polskiego etymologa, pierwsza "k*rwa" została zapisana w 1415 roku w notach sądowych. Dawno, prawda? Słowo w obiegu długo, a krzyż w sejmie o który awantura co chwila, od 1997r. Klecha powinien więc się raczej nie wypowiadać w temacie czy coś ma być, czy nie.
K*rwę można uzyć jako określenie zawodu prostytutki czy też tak zwanych "ofiar gwałtów", można użyć jako zwrot grzecznościowy, jeśli nie pamiętamy czyjegoś imienia, można też krzyknąć sobie, gdy się uderzymy albo gdy coś się zepsuje. Zastosowań jest więcej.
Richard Stephens ze Szkoły Psychologii Uniwersytetu Keele w Anglii odkrył, iż "używanie nieparlamentarnego języka pomaga uśmierzyć ból pod warunkiem, że na co dzień przeklinamy z umiarem". Badanych podzielono na dwie grupy. Członkowie pierwszej, wkładając rękę do lodowatej wody, mogli przeklinać, członkowie drugiej - nie. Jak się okazało, osoby klnące, miały nawet dwukrotnie wyższą tolerancję na ból!
Według badacza zadziałał tzw. mechanizm znieczuenia wywołanego stresem, gdy przeklinanie wywołuje reakcję emocjonalną z towarzyszącym temu uwolnieniem dawki adrenaliny, która blokuje ból.
Kościół od lat chce, aby wierni i naiwni się umartwiali. Lata temu dziesięcina, teraz taca, obowiązkowa jałmużna na komunię, pogrzeb i ślub, usuwanie ciąży nie, poród zapewne siłami natury, jak seks, to tylko w gumie... W zamian na życie wieczne, które jest dość wątpliwe. Zakaz przeklinania to nic innego, jak kolejna proba zamachu na wolność i niezależność ludzkości.

O wiedzy nie wspominam...
Zarzuca Pan ks. biskupowi Dziwiszowi, iż mówi o sprawach, o których nie ma pojęcia, bo... i tu powołanie dawnych zapisów...
Wnoszę z tego, iż wie Pan o języku polskim mniej, niż przeciętny licealista z dawnych lat i równocześnie argumentuje Pan ad personam, co jest argumentem zastępczym ignoranta. Otóż, sądząc z języka, którym posługuje się ks. Biskup, przyjąć należy jego rozległą wiedzę, Pan natomiast, w miejsce zacytowania kilku fraszek Kochanowskiego, sięga do "autorytetu".
Występowanie określonego słowa w przeszłości w określonym znaczeniu, nie oznacza zachowania tego znaczenia w chwili obecnej.
Proszę zastanowić się nad zmianą znaczenia formy pierwotnej czasownika, który obecnie brzmi "ruszać".
Opowiadanie o tym, że przeklinanie zmniejsza ból, jest co najmniej głupotą - jest to tylko sposób odreagowania na nagły bodziec, jednak przy stłuczeniach, zranieniach itp. najlepiej skutkuje (dorażnie) schłodzenie. Przeżyłem dość różnych urazów bez przeklinania, więc cos naten temat wiem (no, chyba, że jest to "bul"). To, jakich się słów używa w sytuacjach nagłych, zależy od kultury osobistej, a tego nie można się nauczyć - to się wynosi ze środowiska, w którym się wyrosło.
Jeśli porówna Pan system fiskalny przedkapitalistyczny i obecny, to może się Pan potwornie zdziwić - dziesięcina to mniej niż 23% VAT, nie licząc kolejnych obciążeń...
Dlaczego nie oburza Pana opłacanie wszystkiego w instytucjach państwowych, które żyją z podatków już raz ściągniętych z obywateli... Do tych opłat jest Pan zmuszony rygorami prawnymi !
Kościół nie posiada stałych dochodów, a utrzymanie każdej instytucji kosztuje - ale można ze wszystkiego zrezygnować, jeśli jednak ktoś chce pogrzeb, czy ślub wyznaniowy (bo Pan sugeruje tylko jeden Kościół, ale sprawa jest "ekumeniczna"), słusznym jest, by ponosił dodatkowe koszty. Widać, że nie bywa Pan w kościele wyznania katolickiego, gdyż inaczej nie podnosiłby Pan "obowiązkowej jałmużny na Komunię" i wiedziałby, że nie wszyscy dają "na tacę" i żadnych konsekwencji z tego nie ma...
To, co Pan pisze o sprawach prokreacyjnych, tylko w jednym się zgadza - "usuwanie ciąży nie", reszta to wywody ignoranta.
Radzę poczytać katechizm K.K., by przekonać się, ile wiedzy Panu brakowało.
A propos seksu, orgazm był znany jeszcze przed Sumerami i do tej pory K.K. go nie zakazuje...
Pozdrawiam.