Umowa ACTA przez polski rząd już podpisana, komentarze wciąż nie milkną, irytacja społeczeństwa nadal nie maleje. Wydawałoby się jednak, że jest już po wszystkim, że wszystko, co miało się stać, już się stało. Otóż nie. Do tej pory ACTA uderzała jedynie w społeczeństwo. Teraz, o ironio, zadała silny cios również rządowi, który tak porozumienia bronił.
Premier Donald Tusk najwyraźniej spostrzegł, że rozwścieczonego społeczeństwa nie uda się „wziąć na przeczekanie”. Zawiodła jego ulubiona metoda działania na trudne dla Platformy Obywatelskiej i Rady Ministrów sytuacje. Okazało się, że trzeba zabrać głos, opowiedzieć się po którejś ze stron i, co najgorsze, zaryzykować - czy wyborcy uwierzą, wybaczą i zapomną, czy raczej „zagrywkę” przejrzą i boleśnie polityków rozliczą.
Niestety, osławiony „społeczny słuch” tym razem dokumentnie zawiódł premiera. Najpierw przekonywał, że ACTA to nic wielkiego, a po szczegółowe informacje lepiej zwrócić się do konkretnych ministrów. Potem, kiedy on i jego podwładni padli ofiarą zmasowanego ataku hakerów, wściekł się i okopał na stanowisku „Nie odpuścimy ACTA, nie ulegniemy szantażowi”. Kiedy cała sprawa znalazła swój finał w podpisaniu umowy przez polskiego ambasadora Tokio, Tusk nagle zaczął przekonywać, że ratyfikacja nie jest pewna. Ogłosił konieczność sprawdzenia zgodności porozumienia z polską konstytucją i przyznawał konieczność konsultacji w tym zakresie. Jednocześnie dziwił się, dlaczego jego ministrowie wcześniej o owe konsultacje nie zadbali.
To wszystko nie podziałało jednak w sposób, jakiego życzyłby sobie premier, i jego główny spin doctor Igor Ostachowicz. Być może wyborcy pamiętali analogiczny zestaw „zagrań” z pierwszej połowy 2011 roku, kiedy to PO chciała „przepchnąć” ustawę medialną w ostrzejszej formie, ale gdy się to nie udało, wycofała się z pomysłu i przystała na łagodniejszą wersję dokumentu?
Co więc premier może zrobić? Jak ratować wizerunek swój, rządu i partii? Jak ratować wyniki sondażowe i, co najważniejsze, zaufanie społeczne? Lud nadal jest rozsierdzony, sytuacja nadal zaogniona. Wniosek? Trzeba znaleźć kozła ofiarnego i być w gotowości do rzucenia społeczeństwu kogoś na pożarcie. Ale czy to naprawdę może być problem w rządzie samych „zderzaków”?
Naturalnie, na „odstrzał” narażeni najbardziej są dwaj ministrowie, którzy w całej sprawie pełnili role wiodące, a więc szef resortu administracji i cyfryzacji Michał Boni oraz szef resortu kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski. Pierwszy już w poniedziałek 23 stycznia zapewnił premiera o swojej gotowości do dymisji. Drugi takiego gestu nie wykonał, ale to i tak jego szans na zachowanie stanowiska nie zwiększa.
Jako trzeci zagrożony jest minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, który otwarcie krytykuje podpisanie ACTA przez Polskę, tym samym łamiąc „rządową linię” i narażając się zarówno kolegom ministrom, jak i szefowi rządu. Jednak, prawdę powiedziawszy, jego szanse na utratę „stołka” są bez porównania mniejsze niż wcześniej wymienionej dwójki.
Przełom roku był dla PO i rządu bardzo ciężki. Obecnie też nic poprawy klimatu wokół ekipy premiera nie zwiastuje. Oczywistym jest, że przedłużająca się bezczynność działa na niekorzyść Tuska i Rady Ministrów. Partia oczekuje od niego reakcji. On na pewno zaś liczy, że jednak uda mu się wyjść z tego bez poważniejszego uszczerbku na wizerunku. Tyle że jego akcje spadają z każdym dniem i każdym kolejnym protestem ws. ACTA.
Sam lider PO zapewnia, że dymisji ministrów nie planuje. Ale czy można uwierzyć politykowi, zwłaszcza na słowo? Przecież jego złość na ministrów za to, że pozwolili na taki rozwój wypadków nie stanowi żadnej tajemnicy. W mediach Tusk stara się z kolei od sprawy zdystansować, grać „dobrego wujka” i przesuwać odpowiedzialność w stronę duetu Boni - Zdrojewski. Tymczasem, rozjuszone społeczeństwo nie zamierza ustąpić - wciąż się organizuje, wciąż protestuje, wciąż wywiera presję.
W takiej sytuacji zaskoczeniem nie będzie, jeśli mimo wszystkich PR-owych wysiłków ACTA jako pierwsza swoje żniwo zbierze wcale nie wśród internautów czy „piratów”, ale właśnie w ekipie rządzącej. A jeżeli Tuskowi przyjdzie wybierać między własnym wizerunkiem i „odstrzeleniem” któregoś ministra, to chyba nikt nie ma wątpliwości, że szef rządu błyskawicznie zaordynuje „wymianę zderzaka”.

------------
2011.12.18 - Ministerstwo Gospodarki i Ministerstwo Kultury ogłasza, że Polska zamierza podpisać ACTA 26 stycznia. Informacja ta wywołała falę oburzenia i rozpoczęła protest przeciwko przyjęciu umowy. Wtedy Minister Boni poprosił premiera o ponowną dyskusję. W dokumencie napisano ponadto, że przedstawiciele resortu gospodarki zgłaszali na spotkaniu z grupą Dialog, iż "coraz więcej krajów zgłasza wątpliwości do ACTA". A wiceminister Igor Ostrowski przekazał: - Musimy znaleźć przestrzeń, by wyrobić sobie zdanie w sprawach narzędzi ochrony prawa autorskiego w internecie. Dlatego moim zdaniem warto rozważyć wstrzymanie podpisu w imieniu Polski.
2012.01.23 - doszło do spotkania ws. ACTA premiera z ministrami cyfryzacji i kultury. Zdecydowano, że data przyjęcia umowy nie zostanie zmieniona.
------------
Pytanie brzmi zatem kto na tej radzie ministrów mógł podjąć decyzję pro-ACTA? Złaszcza, że już po podpisaniu po naradzie rady ministrów usłyszeliśmy "mimo formalnej jednomyślności, większość członków rządu jest przeciw".
Niech Tusk nie próbuje robić z ludzi idiotów.
Jeśli w 2 milionowej stolicy protest gromadzi 1500 osób to jaka to irytacja narodu?
Moze jeszcze jutro,podczepiając sie pod tłumy na Stadionie Narodowym ale wątpię.
Rewolucja sie skończyła ;)
To zapewne daloby PiSowi wiekszosc w Sejmie i urzad prezydencki.
2.To premier Tusk,podczas polskiej prezydencji wprowadził pod obrady PE projekt porozumienia z ACTA !!!
3.Premier "zapomniał" wyjaśnić na czyje polecenie kręcone są te "lody". Całą międzynarodową akcję poparcia dla ACTA, monitoruje (narzuca) FBI , a ma ona służyć interesom korporacji biznesowych USA. Prawda wydaje się jednak dużo bardziej złożona.
Dla federalnych to tylko bardzo wygodny pretekst-przykrywka, aby przejąć pełną kontrolę nad Internetem, między innymi zablokować WikiLeaks. Piszą o tym media zachodnie , polscy dziennikarze wydają się być bardzo słabo poinformowani.
4.Nie było żadnych konsultacji społecznych,co jest najlepszym odwzorowaniem jego stosunku do Polaków.
I tym kimś jest boni.